jarekpolskezbaw.pl & filmweb.pl

Prezes Prawa i Sprawiedliwości jest dla swojej partii i wspierającego ją układu polityczno-finansowo-medialnego tym kim dla sycylijskiej mafii jest Ojciec Chrzestny. Czy milionowe koszty ochrony są wynikiem realnego zagrożenia a nie tylko zabiegami PR ?

REKLAMA
Współtworzący (między innymi z Rafałem Ziemkiewiczem) wspierane pieniędzmi Prawa i Sprawiedliwości Stowarzyszenie Twórców dla Rzeczpospolitej, Jarosław Marek Rymkiewicz stwierdził niedawno, że jeśli Jarosław Kaczyński wygra wybory z dużą przewagą to może zostać zabity. Wspierający partię dziennikarze również sugerują, że życiu prezesa może grozić niebezpieczeństwo. Czy aby na pewno ?
Jeszcze do niedawna prezes PiS sam nosił przy sobie broń. Anegdot o jej wykorzystaniu było wiele. Najbardziej znana jest ta według, której miał rzucić w kierunku obecnego premiera słowa „Dla mnie Ciebie zabić, to jak splunąć”. Kaczyński najpierw zaprzeczył, że taka sytuacja miała miejsce by później dość zawile się z niej tłumaczyć. Wspierający dziś układ prawej strony Piotr Zaremba przypomniał kiedyś inne zdarzenie według, którego Kaczyński miał celować z broni w Tuska po jego żarcie.
Czy Kaczyński, który doskonale wie jak posługiwać się bronią rzeczywiście potrzebuje całodobowej ochrony ? Stworzenie wrażenia, iż stojący na czele partii prezes jest osobą tak ważną, że od jego decyzji i życia zależy niepodległość i przyszłość państwa jest niezmiernie opłacalne dla sieci oplatającego PiS układu. Prowadzi bowiem do legitymizacji wszystkich operacji, które wspierają polityczne działania Kaczyńskiego.
Tak długo jak tworzone na potęgę przez „niepokornych” redakcje, instytuty, stowarzyszenia etc., są zasilane pieniędzmi z partii lub zaprzyjaźnionych i podległych jej firmom, tak długo polityczno-medialny układ dokładać będzie wszelkich starań by spiskową teorię o planowanym zamachu na życie prezesa uwiarygadniać.
Pozostaje pytanie na ile prezes sam wierzy w teorię zamachu na własne życie. Może ma świadomość, że jest to tylko zabieg jego PRowców. W przeciwnym wypadku powinien jasno powiedzieć kto mu zagraża i czyha na jego życie. Wykorzystywana przy każdej okazji historia szaleńca z Łodzi doprowadzić mogła do tego, że Kaczyński zaczął bać się kontaktu z ludźmi. Jednak gdy polityk zaczyna bać się swoich wyborców staje się dla nich niewiarygodny i wzbudza podejrzenia.