Ruiny opactwa w Wielkiej Brytanii
Ruiny opactwa w Wielkiej Brytanii Fot. Blaz Kure / Shutterstock

Skopcy to rosyjski ruch religijny (czy jak kto woli sekta), wywodzący się ze wschodniego chrześcijaństwa. Jego członkowie wierzyli, że warunkiem zbawienia jest seksualna wstrzemięźliwość. Największą cnotą wśród radykalnych skopców było całkowite pozbycie się narzędzi utrudniających osiągnięcie świętości – kastracja. Jak nietrudno się domyślić, dziś skopców nie ma już wielu.

REKLAMA
Trzeba jednak przyznać, że w swoim czasie ruch ten mógł pochwalić się znaczącą ilością członków, dopóki rosyjskie władze nie zaczęły się sprzeciwiać ich praktykom. Najbardziej radykalne odłamy (łagodniejsze pozwalały np. na spłodzenie potomstwa przed kastracją) tej sekty oczywiście nie powiększały się w takim tempie jak w przypadku religii, które rekrutują swoich członków pośród swoich dzieci.
Podobny los spotkał szejkersów. Ta znacznie bardziej sympatyczna grupa religijna powstała w Anglii, ale dopiero w Stanach Zjednoczonych osiągnęła swoją największą popularność. Ich założycielka i prorokini Matka Ann Lee łącząc różne nurty w obrębie protestantyzmu stworzyła wyznanie, które opierało się na celibacie, pacyfizmie, komunizmie chrześcijańskim i pełnym równouprawnieniu kobiet (wierzyli, że Bóg składa się z męskiego i kobiecego pierwiastka). Choć komuny szejkersów przez pewien okres nieźle prosperowały, w końcu przegrały z czasem.
To dwa bardzo wyraźne przykłady z nieodległej przeszłości, ale przecież dawniej wyznania i religie powstawały i ginęły jak polne maki rozwiewane wiatrem historii. Skopcy i szejkersi uczą, że religie lepiej prosperują, jeśli można je przekazywać swoim dzieciom. Jak mówią anglofoni „get them while they’re young” (złap ich, póki są młodzi), choć może tu powinniśmy powiedzieć po polsku „czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość…”
Oczywiście to nie jedyna cecha, którą winna posiadać religia idealnie zaprojektowana („idealnie” w znaczeniu „jak najlepiej dla siebie samej”). Gdyby nie m.in. Paweł z Tarsu („histeryczny komiwojażer” jak nazywa go w „Traktacie ateologicznym” Michel Onfray) chrześcijaństwo mogłoby nie wyjść poza ramy żydowskiej sekty. Religia musi być inkluzywna, jeśli chce zdobywać więcej członków. Na przykład mormonizm z wielkim trudem rozpowszechnia się poza Stanami Zjednoczonymi, pewnie po części dlatego, że Księga Mormona (najważniejsza obok Biblii święta księga tego wyznania) tak mocno skupia się na Ameryce.
Jakie jeszcze cechy powinna mieć idealna religia, która przetrwa wieki i zdobędzie jak najwięcej wyznawców? Czy skupianie się na ubogich ma duże znaczenie? Może najważniejsza jest umiejętność przystosowywania się do różnych warunków (poprzez np. dowolność interpretacji świętych ksiąg)? Czy może lepiej prosperują paradoksalnie te religie, które oferują surowy rygor i konserwatyzm? Albo kluczowe są proste zasady i tłumaczenie wszystkich zjawisk świata?
Podobno sam L. Ron Hubbard, założyciel Kościoła Scjentologicznego, powiedział: "jeśli chcesz się naprawdę wzbogacić, załóż religię". Jeśli poszlibyście za jego radą, jak wyglądałaby Wasza religia doskonała?