
Nigeryjska policja likwiduje kolejne "fabryki dzieci" – nielegalne placówki, gdzie więzi się młode kobiety, aby rodziły dzieci przeznaczane później na sprzedaż. Taką działalność prowadzi się pod przykrywką schronisk dla kobiet, klinik ginekologicznych czy szpitali. Pomimo że codziennie sprzedaje się w Nigerii około 10 dzieci, władza nie robi wiele, by ukrócić ten proceder.
REKLAMA
Każdy kolejny tydzień przynosi informacje o rozbiciu "fabryk dzieci" w Nigerii i uwolnieniu więzionych tam kobiet. Zwabione obietnicą pomocy przyszłe matki są zatrzymywane przemocą do czasu, aż urodzą dziecko, które później trafia na sprzedaż. Ale po tym nie są wypuszczane, tylko siłą zapładnia się je kolejny raz – opisuje "Gazeta Wyborcza".
Poddane terrorowi kobiety nie miały praktycznie żadnej szansy na ratunek. "Niektóre dziewczyny próbowały odebrać sobie życie, inne były bite. Ja byłam wśród tych, które próbowały uciec, ale nie było takiej możliwości. Jestem naprawdę szczęśliwa, że nas uwolniono" – mówiła jedna z nich telewizji Al-Jazeera.
W Afryce to prawdziwa plaga, bo niektóre grupy etniczne uznają liczne potomstwo za ważną rzecz i dotknięci bezpłodnością kupują dzieci. Poza tym chłopcy trafiają do kopalń albo ulicznych gangów, a dziewczynki zostają prostytutkami. Za dziecko płaci się od 2,5 tys. do 3,8 tys. dolarów. Dziennie w Nigerii dokonuje się około 10 takich transakcji. Pomimo wydania 10 lat temu zakazu handlu dziećmi, kary są na tyle niskie, że praktycznie nikogo nie odstraszają, a władza nie robi nic, by ukrócić ten proceder.
Kilka miesięcy temu opisywaliśmy, jak para Kongijczyków mieszkająca w Wielkiej Brytanii dokonała zabójstwa 15-latka, którego uznała za niebezpiecznego "czarownika". Najprawdopodobniej dostaną karę dożywocia. Media zagraniczne alarmują, że na kontynencie afrykańskim rośnie liczba zarzutów o czary. Ofiarami są głównie dzieci.
Czytaj także:
Kamil Sikora za "Gazetą Wyborczą"
