Znów to usłyszeliśmy. Tą okropną nowomowę. Policjant na konferencji prasowej mówi zawsze: "Czynności trwają". Posłowie w Sejmie nie robią nic innego, tylko "procedują". Tak samo Kościół ma swoją nowomowę. I w niej to co niewygodne jest "wewnętrzną sprawą Kościoła". Śmierć dziecka w Poznaniu jest, zdaniem kanclerza Kurii właśnie taką sprawą. Upieram się, że nie jest. Jest sprawą nas wszystkich. W końcu płacimy na Kościół wszyscy.

REKLAMA
Nie jest to "wewnętrzna sprawa Kościoła" przede wszystkim dlatego, że żaden klub, żadna organizacja nie ma w Polsce immunitetu chroniącego od odpowiedzialności za przestępstwo. A w sprawie z Poznania jest oczywiste podejrzenie popełnienia przez księdza przestępstwa.

Fragment felietonu Łukasza Cieśli z "Głosu Wielkopolskiego"

Co na to wszystko kuria? Wczoraj usłyszałem od księdza Ireneusza Dosza, kanclerza kurii, że to wewnętrzne sprawy Kościoła i szukam sensacji. CZYTAJ WIĘCEJ


Tomasz Terlikowski we Frondzie powtarza to głupstwo kanclerza kurii i zgadza się z nim.
Ja przypominam, że Kościół nie odciął się od księdza Mariusza, nie usunął go z organizacji. Jak każda organizacja ponosi więc odpowiedzialność za swoich członków. Ponosi tę odpowiedzialność jak każda firma. Kościół wypłaca wynagrodzenie księdzu Mariuszowi. Odpowiada więc za swojego pracownika. Nawet jeśli biskup wysłał go w delegację na Ukrainę.
Skoro traktuję Kościół jak firmę, to dlaczego nie uznaję, że jest to wewnętrzna sprawa firmy, którą jej szef musi rozwiązać z pracownikiem i z organami ścigania? Dlaczego uznaję, że jest to sprawa nas wszystkich? Dlaczego jestem przekonany, że opinia publiczna powinna otrzymać informację od poznańskiego biskupa w tej sprawie?
Z bardzo prostego powodu. A właściwie z dwóch prostych powodów.
Kościół katolicki chce mieć wpływ na Polskę i Polaków. Uważa, że jest organizacją ważna, że jest moralnym drogowskazem, księża są obecni podczas państwowych uroczystości, Kościół ma prawo nauczać w szkole i prowadzić szkoły wyższe. Kościół uznaje się za organizację społecznego zaufania. Skoro tak, to musi być organizacją poddaną społecznej ocenie. Skoro Kościół chce mieć wpływ na państwo, to wszyscy obywatele państwa mają prawo oceniać sprawy Kościoła. Inaczej Kościół staje się nieprzejrzystą i podejrzaną firmą lobbingową. Inaczej staje się sektą.
Drugi powód jest taki: Kościół ma przywileje podatkowe, jest zasilany pieniędzmi przez każdego płacącego podatki obywatela. Jeśli nie dobrowolnie, ale przymusowo płacę na jakąś organizację, to mam prawo wiedzieć o wszystkim, co dzieje się w jej środku. Nic nie jest wyłącznie "wewnętrzną sprawą" tej firmy. Wszystko jest także moją sprawą.
Kościół nie daje mi wyboru. Korzysta z funduszu kościelnego, a więc także z moich podatków. Biskupi otrzymali propozycję przejścia na finansowanie dobrowolne. Na razie z niej nie skorzystali. Jestem więc akcjonariuszem Kościoła i jak każdy akcjonariusz mam prawo powiedzieć: Sprawdzam. Zwłaszcza że zapewne finansuję lub finansowałem składki zdrowotne i emerytalne księdza Mariusza.
Nie jest tak w państwie prawa, że przymusowo na coś płacę w podatkach i nie mam prawa zajrzeć do środka. Kościół to nie tajne służby. Porównam go raczej do jednego z ministerstw. Moje podatki idą na MEN. Mam więc prawo, zgodnie z ustawą o informacji publicznej do informacji o tym, co się w MEN dzieje. Gdyby urzędnik MEN zrobił to, co ksiądz Mariusz w Poznaniu, byłbym oburzony słysząc od ministra, że jest to "wewnętrzna sprawa" ministerstwa. Nie byłaby. Nie jest to także wewnętrzna sprawa Kościoła.
Dużo się ostatnio słyszy o tym, że Watykan zatrudnił nowego doradcę do spraw komunikacji. Może powinien przyjechać on do Polski zamiast do papieża Benedykta. Jak (tym razem trafnie) zauważa we Frondzie Terlikowski:

Zamiatanie pod dywan, udawanie, że jej nie ma, przemilczanie szkodzi Kościołowi.


Kościół chce być organizacją wielką i piękną. Tak też powinien zachowywać się w momentach próby. Tego od niego oczekuję, jako jeden z jego wiernych członków.