
Jarosław Kaczyński zapowiada koniec rządów "nikczemników". Przed Pałacem Prezydenckim przekonywał w sobotę, że jest to perspektywa nieodległa. Być może wczoraj, w tą chłodną noc naprawdę wierzył, że zbliża się kres Donalda Tuska. Naprawdę wyobrażał sobie, że to on zmieni "nikczemnego" premiera.
REKLAMA
Minęła noc i kolejny dzień i nie wiem, czy Jarosław Kaczyński wierzy w to dziś. Z otoczenia prezesa docierają sygnały o emocjonalnym rollercoasterze, w jakim jest od miesięcy jest prezes partii.
Pisałem wczoraj o absurdalnym pomyśle zgłoszenia konstruktywnego wotum nieufności przez PIS wobec Donalda Tuska. Absurdalnym, bo nie mającym żadnych szans. Wczoraj mogło się wydawać, że był to luźno rzucony przez Mariusza Kamińskiego w RMF FM pomysł. Ale Michał Krzymowski z Wprost dotarł do informacji, z których wynika, że był to cały polityczny plan. PIS chciało wystawić na premiera Zytę Gilowską, miało przygotowane spoty, billboardy, całą kampanię. Gilowska miała być "żelazną damą", ale nie zdecydowała się wziąć udziału w tej awanturze. Politycznie była ona bez szans, mogła jedynie postawić w trudnej sytuacji Solidarną Polskę. SP powtarza od paru tygodni, że Gilowska przeszła na liberalne pozycje. W głosowaniu mieliby następujący wybór: albo liberalna Gilowska, albo poparcie dla rządu Tuska. Niewygodny wybór.
Michał Krzymowski pisze w tekście, że Kaczyński traci wiarę w to, że kiedyś zostanie ponownie szefem rządu. Zwolnił tempo. Pracuje tylko 6-7 godzin dziennie. Jak zawsze długo śpi, ale teraz także wcześnie wraca do domu. Razem z nim tempo zmieniło całe ugrupowanie. PiS jest w letargu. "Wygląda jakby uszło z niego powietrze" - napisał Krzymowski. Od dawna słychać, że Kaczyńskiego przestały napędzać wyjazdy w kraj, noce w samochodzie, praca w tempie, które wykańczało młodszych. W czerwcu skończy Kaczyński 63 lata. I choć coraz częściej rozmawia się o jego następcy, to nie wydaje się, by był na taką operację byli przygotowani Kaczyński i partia. Udowadnia to historia o rezygnacji ze startu w wyborach prezydenckich. Prezes ogłosił, że w 2015 odpuści. I natychmiast politycy PiS zaczęli w mediach ogłaszać, że prezes zmieni zdanie. Sam też jest podobno na to gotowy.
