- Katolicy są 
w Polsce uciskaną mniejszością, 
a będzie jeszcze gorzej - taką myślą podzielił się w Wielki Piątek z czytelnikami Rzeczpospolitej dziennikarz tej gazety Mariusz Cieślik. Akurat Wielki Tydzień to dobry dzień na terenowe badania stanu katolicyzmu w naszym kraju. Poszedłem do spowiedzi do warszawskiego kościoła Dominikanów, gdzie okazało się, że mniejszość jest większością.

REKLAMA
Jakieś 75 osób w kolejce do konfesjonału nie wyglądało na przedstawicieli uciemiężonej mniejszości. Do spowiedzi stały moherowe berety, stołeczne lemingi, szefowie lemingów z Domaniewskiej, studenci, gimbusy. Generalnie pełny społeczny przegląd klas, zarobków i wieku. Nikt nie wyglądał jakby wyszedł właśnie z katakumb. Przed świątynią nie było żadnych lwów. Niektórzy w kolejce wyglądali jak bardzo zamożni przedstawiciele mainstreamu. Sądzę, że gdyby byli grupą uciskaną ze względu na wyznanie, to nie zdołaliby kupić tych drogich teczek, modnych kurtek puchowych, eleganckich płaszczy.
Liczba osób (a przecież jest to tylko jeden warszawski kościół) dość mocno kontrastuje z twierdzeniem Azraela na blogu w naTemat. Azrael napisał, że "Polski kościół jest niemalże martwy". Ja jestem przekonany, że są w nim duże obszary martwe i skompromitowane. Ale są też takie miejsca, które pulsują energią wciąż nową i nową. Nie można więc napisać, że cały jest martwy. Jeśli w kolejce do spowiedzi czekają dziesiątki osób, jeśli na drogę krzyżową na warszawskich ulicach przychodzą w tak fatalną pogodę tysiące, to opis Azraela mija się z rzeczywistością. Azrael niemądrze też pisze, że "Kościół jest martwy dla ludzi potrzebujących pomocy". Kościół pomaga różnymi sposobami (nie myślę teraz o duchowych) tysiącom ludzi w każdym miesiącu.
Wracając do medialnego uciemiężenia katolików, czyli do Rzeczpospolitej. Jadąc wczoraj do redakcji włączyłem poranek w Radiu Roxy, gdzie panowie Kędzierski i Tymański podjęli 10 sekundową ironiczną próbę rozmowy o Wielkim Piątku. Później jednak "Kędzior" powiedział, że audycji słucha jego mama, więc lepiej tą rozmowę przerwać. Jeśli nie znacie "Tymona i Kędziora" to tylko napiszę, że od poniedziałku do piątku nie istnieją dla nich świętości. Wielki Piątek nawet dla nich miał w sobie coś, co żarty powstrzymało. Publicysta Rzeczpospolitej napisałby pewnie, że "jeszcze" powstrzymało. Na to bym odpowiedział, że najwyżej zmieniłbym stację.
Redaktor Cieślik przekonuje, że dowodem na antykatolicki terror jest felieton Agnieszki Kublik po słynnym wywiadzie Małgorzaty Terlikowskiej. Przypominam panu redaktorowi, że autor tego wywiadu (też z Gazety Wyborczej) miał zupełnie inne niż Kublik zdanie w sprawie żony znanego "taliba". Pozwolę sobie przypomnieć felieton Tomasza Lisa o rodzinie Terlikowskich. Był życzliwy wobec Terlikowskich i nieco mniej życzliwy wobec agresywnego feminizmu Agnieszki Kublik. Prawie tysiąc lajków czytelników naTemat wskazuje, że argumenty Lisa znalazły poparcie. A o ile się nie mylę, to redaktor Lis nie uchodzi za głównego obrońcę wiary katolickiej w Polsce. O czym zdaje się redaktor Cieślik powinien wiedzieć, bo tydzień temu porównywał w Rzepie Lisa do Urbana.
Z mojej, katolickiej perspektywy, katolicy nie są w Polsce uciemiężeni. Ale skończyły się czasy, w których mieliśmy immunitet. Dziś to co "katolickie" nie jest uznawane za lepsze, za bardziej prawdziwe, za słuszniejsze niż to, co niekatolickie. Ta zmiana jest dla niektórych trudna. Dziś ksiądz/ proboszcz/ biskup nie mogą liczyć na ochronę, dlatego że są księdzem/ proboszczem/ biskupem. Większość jeszcze się w tym niezorientowała i dlatego te nowe reguły uznają za terror. A mi się wydaje, że mądrze powiedział tu kardynał Nycz w Wielki Czwartek. Wezwał, żeby kapłani nie patrzyli na wiernych z wysokości, ale skracali dystans i nie byli tacy wyniośli.
Spotykam się czasem z postawą: "Katolicy są w internecie niszczeni, komentarze pod tekstami są tylko krytyczne, albo reakcja jest co najwyżej zimno obojętna." Czy to jednak jest dowód na uciemiężenie? Jeśli tak uznamy, to musimy uznać, że niszczony i uciemiężony jest w Polsce PiS, bo także w rozległych rejonach internetu partia Kaczyńskiego nie ma łatwo.
Liczba społecznych interakcji nie może być dowodem na uciemiężenie. Wtedy musiałbym ogłosić, że także ja jestem ofiarą tego terroru. Jak tu bowiem porównywać choćby liczbę lajków moich tekstów o Kościele (najwyżej kilkadziesiąt) i tylko jednego tekstu o Kościele Elizy Michalik (12 tysięcy lajków). To pewnie kwestia tytułu :-) Nie mam niczego, co przebije "Stop nachalnej katopropagandzie".
Tłumaczyłem to wszystko niedawno Dominikowi Zdortowi z Rzeczpospolitej, który na antenie TOK FM narzekał, że naTemat bezprzykładnie agresywnie atakuje Kościół. Napiszę to, co powiedziałem wtedy: Nie atakujemy Kościoła jako takiego. Krytykujemy specyficzne rozumienie Kościoła, jako instytucji aroganckiej, przemądrzałej, zdystansowanej, agresywnej, politycznej. Sprzyjam Kościołowi otwartemu, dyskutującemu, z przyjacielską "obsługą klienta". Kościół, jeśli taki będzie, ma w Polsce dobrą przyszłość. A jeśli nie? Wtedy zgodzę się z Azraelem. Będą coraz większe obszary martwe.