Grupa naTemat

E-windykatorzy na tropie piractwa

Fot. PIOTR AUGUSTYNIAK / AGENCJA GAZETA
Czarne chmury zebrały się nad udostępniającymi pliki w sieci. Zajęły się nimi firmy, specjalizujące się w ściganiu piratów. Nie chcą wchodzić na drogę sądową, więc proponują nawet kilkutysięczne ugody.

Jeden z użytkowników portalu chomikuj.pl umieścił w internecie plik muzyczny. W krótkim czasie otrzymał zawiadomienie od jednej z firm, zwalczających piractwo w sieci.
Ponieważ udostępnienie pliku w sieci bez zgody producenta jest naruszeniem praw autorskich, użytkownikowi postawiono ultimatum - albo pójdzie na ugodę i wypłaci poszkodowanemu odszkodowanie, albo sprawa trafi do sądu.

E-windykatorzy w akcji

Portal chomikuj.pl, jest jednym z tych, który umożliwia przetrzymywanie na swoim serwerze plików na własny użytek. Można je udostępniać rodzinie i znajomym. Niektóre konta są jednak otwarte i w efekcie pobrań dokonują przypadkowi użytkownicy.

W takich przypadkach wkraczają firmy i organizacje, zajmujące się dochodzeniem odszkodowań z tytułu naruszenia praw autorskich i czerpaniem z tego korzyści majątkowych.
Jedną z nich jest Związek Producentów Audio Video, który zajmuje się dochodzeniem odszkodowań za naruszenie praw pokrewnych producentów muzycznych.
- Związek Producentów Audio Video po stwierdzeniu udostępnienia jakiegoś pliku muzycznego bez autoryzacji i zgody producenta np. na portalu chomikuj.pl, wysyła do tej firmy zawiadomienie, że w dniu takim i takim user o nicku XXX udostępnił bez zgody tego producenta jakiś plik. Prosimy o przekazanie mu pocztą wewnętrzną naszej informacji o naruszeniu prawa autorskiego, z załączoną prośbą o kontakt - wyjaśnia mec. Marek Staszewski, pełnomocnik prawny Związku Producentów Audio Video.

Balansowanie na granicy prawa

Zdaniem niektórych prawników, to właśnie ta wysyłana wiadomość stanowi problem i jest często nieetyczna. Niektóre firmy chcą tak naprawdę tylko otrzymać pieniądze, a nie rzeczywiście ukarać sprawcę.
Bartłomiej Witucki
prawnik i koordynator Business Software Alliance

Jeśli użytkownik otrzymuje wiadomość z informacją, że naruszył prawa autorskie w sieci, najrozsądniej jest oczywiście skontaktować się z prawnikiem.


- Jeżeli użytkownik otrzymuje wiadomość, w którym jest informacja o tym, że wniosek o ściganie zostanie cofnięty, jeśli zostanie dokonana wypłata odszkodowania, to takie działanie jest instrumentalnym traktowaniem prawa i organów ścigania. W świetle etyki adwokackiej jest to działanie niewłaściwe - podkreśla Bartłomiej Witucki, prawnik i koordynator Business Software Alliance w Polsce, organizacji zajmującej się ochroną praw autorskich do oprogramowania producentów zrzeszonych w BSA .

Udostępniasz - płać!

Co się dzieje, gdy przeważnie wystraszony użytkownik odpowie na wiadomość?
- Proponujemy wtedy ugodę pozasądową, czyli załatwienie tej sprawy ugodowo, bez rozpoczynania całego postępowania procesowego. Przedstawiamy sytuację i wychodzimy z naszą propozycją ugody, czyli zapłaty odszkodowania oraz zakończenia sprawy naruszenia praw na tym etapie - dodaje mec. Staszewski.

Wysokość odszkodowania jest bardzo różna. Jak wyjaśniają specjaliści, to może być nawet trzykrotna wartość wynagrodzenia, które otrzymuje producent, czyli ok. 1,90 zł za każde udostępnienie.

Ile to kosztuje?

Niektóre pliki są pobierane nawet kilkadziesiąt tysięcy razy.
- Oczywiście absurdalne byłoby żądać np. 50 tys. zł. Nasze ugody pozasądowe zawierane są przeważnie w wysokości od kilkuset do kilku tysięcy złotych - przyznaje mec. Staszewski - Warto podkreślić, że zwracamy się do tych osób, które upowszechniają pliki masowo. Poza tym jeśli sytuacja osoby, do której kierujemy ugodę, jest trudna, często odstępujemy od roszczenia - dodaje.

Związek Producentów Audio Video wysyła do stu takich zawiadomień miesięcznie. Około 30-40 proc. z nich kończy się ugodą.

Sprawa sądowa

Co się dzieje z tymi, którzy ignorują propozycję ugody? - Jeśli nie ma reakcji, wstępujemy na drogę prawną i zawiadamiamy organy ścigania o uzasadnionym podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Zdarzają się oczywiście sprawy, które prokuratura umarza - wyjaśnia Staszewski.

Jego zdaniem, w przypadku postępowań sądowych największym problemem, jest czas. - Prokuratur czeka czasem na dostęp do danych użytkowników nawet dziewięć miesięcy. W przypadku ugody, te sprawy kończą się więc naprawdę szybko, bez wszczynania np. postępowania karnego - twierdzi pełnomocnik prawny ZPAV.
ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
InternetGospodarkaPiractwo
Skomentuj