Grupa naTemat

Brainly - startup, który udowadnia, że Polacy potrafią przegonić resztę świata

Logo Brainly.
Logo Brainly. Fot. Materiały prasowe
Z zewnątrz wygląda niepozornie – ceglany budyneczek w starej dzielnicy Krakowa. Zanim trafiam do właściwych drzwi, chwilę krążę między biurami, przez przypadek wchodzę nawet do siłowni sąsiadującej z siedzibami start-upów. Gdy w końcu wchodzę do właściwego open space’a, od razu w oczy rzuca się nietypowy szczegół – choć firma właśnie przekroczyła próg 40 milionów unikalnych użytkowników z 35 krajów świata, wszyscy pracownicy chodzą w kapciach. Albo w skarpetkach – podłoga wyłożona jest miękką wykładziną. – Witam w Brainly – zaczyna uśmiechnięty PR & Marketing Manager na USA, Jakub Piwnik.

Praca domowa w internecie
Brainly, w Polsce znane jako Zadane.pl, to grupa portali edukacyjnych, która chce w globalny sposób wpłynąć na to, jak dzieciaki z całego świata przyswajają i wykorzystują wiedzę. Choć w pierwszej chwili – nomen omen – zadanie może wydawać się karkołomne, to po chwili zastanowienia okazuje się, że uczniowie na całym świecie mają dosyć podobne problemy.
Sposób działania portalu jest banalnie prosty – nastolatki zadają pytania o szkolne przedmioty, które nie są ich mocnymi stronami albo z których mają jakieś braki. W ciągu kilku minut znajduje się ktoś, kto – wprost przeciwnie – z danej kategorii czuje się świetnie. Udziela odpowiedzi, a w nagrodę otrzymuje punkt. To jak gra komputerowa, tyle tylko, że tu każdy wygrywa – słabsi uczniowie znajdują odpowiedzi na pytania, z którymi nie mogli sobie poradzić samodzielnie, zaś „czempioni”, którzy odpowiedzi udzielają, w hierarchii użytkowników wspinają się coraz wyżej.

Gdy zaczynają rozwiązywać po kilkadziesiąt zadań dziennie, otrzymują niezwykle nobilitującą wśród portalowej społeczności propozycję – dołączenia do teamu moderatorów. Osoby te, których na całym świecie jest obecnie ponad 500, dbają o o merytoryczny poziom odpowiedzi, anonsują do administracji portalu trolli czy cierpliwie tłumaczą najbardziej skomplikowane zadania.
– Ich zadaniem jest głównie czuwanie nad tym, by każda odpowiedź pociągała za sobą faktyczną wymianę wiedzy – tłumaczy Piwnik. – Robią to za darmo? – pytam. – „Za darmo” nie jest najfortunniejszym określeniem. Owszem, nie dostają za to pieniędzy. Ale w wielu krajach są kolejki aplikujących na stanowisko moderatora. Wiąże się to z rozszerzonymi uprawnieniami w serwisie, a co za tym idzie – wyższą pozycją w hierarchii użytkowników i pracy w „elitarnym” zespole moderatorskim.

– Osoby, które w życiu prywatnym nie są na przykład za dobre w sporcie albo ich umiejętności czy cechy nie dają im pożądanej w tym wieku popularności, odnajdują wartość w pomaganiu innym z przedmiotów, z których są świetni – podkreśla szef PR-u. Okazuje się jednak, że Brainly odpowiada nie tylko na potrzeby 13-18-latków. Wśród moderatorów znajdują się także emerytowni nauczyciele, którym brakuje relacji z uczniami i kontaktu z pracą. To grupa, dla której praca często jest powołaniem – hobbystyczna pomoc innym, tłumaczenie i nauka w sieci daje im samorealizację. Niektórzy z moderatorów stają się też naturalnymi marketingowcami, niosącymi wieść o Brainly zagranicą.

Najwięcej problemów? Matematyka
Najbardziej skomplikowane zadania to, jak się okazuje praktycznie na całym świecie, te z matematyki. 40-milionowa baza użytkowników sprawia jednak, że niemal w każdym kraju odpowiedź można uzyskać nawet w kilkadziesiąt sekund, a najczęściej – w ciągu kilku minut. Jak opowiada mi Jolanta Turkiewicz, Community Manager w Zadane.pl, „każdy moderator to osobna historia”. Przemek, o nicku KoDeKs najpierw moderował w polskiej wersji językowej portalu, a później zajął podobne do Joli stanowisko na rynku amerykańskim. Użytkownik Dominnio rzucił się w oczy prowadzącym serwis, gdy w ciągu 2 miesięcy rozwiązał 2 tysiące zadań, co dawało średnią 70 odpowiedzi dziennie. Arthur005 jest z kolei uczniem Lycée International de Saint Germain en Laye w Paryżu i moderuje treści z języka francuskiego.

Czasem zdarzają się też historie zupełnie niezwykłe. – Mamy moderatorkę, która po częściowym zaniku pamięci, jako element terapii, udzielała odpowiedzi z religii i została nawet „modem” z tego przedmiotu. Wkrótce postanowiła skończyć wieczorową szkołę średnią, wykorzystując pomoc, jaką mogła otrzymać na naszym portalu – tłumaczy mi Jola. Okazuje się, że Roma, bo taki ma nick w portalu, jest emerytowaną nauczycielką i dawną dyrektorką. – Marzyłoby się nam, nauczycielom, aby każdy uczeń był w stanie dobrze opanować materiał ze wszystkich przedmiotów, ale chyba każdy wie też, że to niemożliwe. Wydaje mi się, już sam fakt, że ktoś zada pytanie świadczy o tym, że chce uzyskać odpowiedź (rozwiązanie) nie czekając, aby w szkole spisać rozwiązanie od kolegi.

– Oczywiście, nigdy chyba bezmyślnego spisywania całkowicie nie wyeliminujemy, bo zawsze będą wśród uczniów przysłowiowi "lenie", ale ile nauczyciel w czasie lekcji jest w stanie pokazać uczniom poprawnie napisanych rozprawek? Uważam, że uczeń, nawet czytając te na naszym portalu, nauczy się poprawnie argumentować. Idąc dalej - ile na lekcji można z uczniami rozwiązać równań? Uczeń powinien ćwiczyć sam w domu, ale jeśli nie wie, czy dobrze to robi - to wtedy może się uczyć z nami, zadając pytanie, a po uzyskaniu rozwiązania sprawdzić, czy sam zrobił dobrze lub poszukać, gdzie zrobił błąd – rozwiewa moje wątpliwości Jola.
Jola

Uczniowie mają teraz ogromnie ułatwiony dostęp do informacji, ale dopiero jak wspólnie z nauczycielami uda nam się, tak jak chciał Einstein, przekonać uczniów, że nauka to cenny dar, a nie ciężki obowiązek, to czerpanie wiedzy - czy to w szkole, czy też na naszym portalu - będzie dla nich przyjemnością.

Cały świat
Brainly posiada użytkowników w 35 krajach świata, a swoje biura prowadzi w Krakowie i Nowym Jorku. Wiem też, że przed kilkoma dniami otworzyli kolejną „bazę” w Europie (ale to na razie tajne). Największe rynki to m.in. Polska, Rosja, Brazylia i Indonezja. Proces uruchamiania kolejnych wersji językowych nie jest jednak taki prosty. Należy zbadać rynek, potencjał wzrostu, działanie portalu dostosować do systemu edukacyjnego. Do tego dochodzi przetłumaczenie portalu i zatrudnienie tzw. Country Managera, który odpowiada za daną wersję.
– W zeszłym roku prowadziliśmy spory projekt, gdy uruchamialiśmy kilka wersji językowych na raz, w tym rumuńską, indonezyjską i amerykańską – tłumaczy Piwnik, który do firmy trafił w 2012 roku. Najpierw pracował w dziale sprzedaży, wkrótce jednak wskoczył w PR-owe tory i był współodpowiedzialny za wprowadzanie produktu do USA. Aby jednak Brainly nie było tylko wydmuszkowatą kalką polskiej czy angielskiej wersji portalu, do zarządzania każdym rynkiem zatrudniana jest osoba pochodząca z danego kraju bądź dobrze znająca jego system edukacyjny. W krakowskim biurze firmy, w jednym dziale, siedzą więc obywatele Indonezji, Turcji, Ukrainy, Meksyku czy Brazylii. – Praktycznie każda wersja językowa ma swojego managera – mówi Jakub.

Nie dowierzam – ludzie z drugiego końca świata przylatują do Polski, żeby pracować w polskiej firmie? – Owszem – uśmiecha się Piwnik. – Niedawno ściągnęliśmy do działu IT Jasona Greena, Brytyjczyka, który pracował w berlińskim start-upie. Z całą rodziną przeprowadził się do Krakowa. To fajne miasto do mieszkania i w szczególności – do pracy w start-upie – podkreśla. Jest także Julien, Francuz, który w firmie pełni funkcję CMO, zaś wcześniej odpowiadał za marketing wielomiliardowego koncernu działającego w obszarze zakupów grupowych we Francji. Najpierw ze swojego kraju przyjechał do Krakowa, a później znalazł się w teamie, który otwierał biuro Brainly w Nowym Jorku.

Polska Dolina Krzemowa?
Od jakiegoś czasu to właśnie stolica Małopolski jest coraz częściej nazywana „polską Doliną Krzemową”. Z czego to wynika? – To miasto bardzo międzynarodowe, bo dzięki turystyce jest rozpoznawane za granicą. Jest tu mnóstwo studentów, którzy korzystając na przykład z programu wymiany Erasmus+, uczą się tu, a potem zostają na stałe. Kraków jednak oddolnie buduje coraz prężniejszą scenę start-upową – niemal każdego dnia odbywają się spotkania, warsztaty czy imprezy przyciągające programistów, przedsiębiorców i inwestorów – zauważa Piwnik. Dwie najważniejsze dzielnice, koncentrujące środowisko młodej przedsiębiorczości, to Kazimierz i Zabłocie. Zwłaszcza ten drugi przykład jest ciekawym dowodem na to, jak opuszczone fabryki i magazyny można przeobrazić w tętniące życiem biura start-upów.

W 2014 roku Brainly zdobyło drugą największą, po innej krakowskiej firmie – Base, inwestycję w Polsce – kwota opiewała na 9 milionów dolarów. Pieniądze napłynęły z funduszy General Catalyst Partners oraz Runa Capital, Learn Capital i Point Nine, które wcześniej wspierały m.in. Airbnb czy Snapchata. Czy znaczek „Made in Poland”, podążający za krakowską firmą od kraju do kraju, może zadziałać jak magnes na zachodnich, a w szczególności amerykańskich, inwestorów? Czy Brainly, chcąc nie chcąc, powzięło swoistą misję stymulowania polskiego rynku start-upów? – Rzetelną odpowiedź na to pytanie będzie można udzielić za kilka lat. Sukces Brainly pokazuje jednak, że polskie firmy mogą spokojnie mierzyć naprawdę wysoko.

Dla nas zawsze głównym celem było stworzenie świetnego produktu dla uczniów na całym świecie – to jest naszą misją. Czy przy okazji uda się pokazać polski biznes? Pewnie tak – w naszej komunikacji nigdy nie ukrywamy tego, że jesteśmy start-upem z Krakowa i mimo tego, że w chwili obecnej pracuje w firmie sporo osób z zagranicy, otwieramy biura w kolejnych krajach i zatrudniamy native’ów, to ciągle właśnie tutaj jest nasza siedziba – mówi Piwnik. – Jeśli chodzi o ludzi o określonej energii i umiejętnościach technicznych, jest ich w Krakowie sporo – dopowiada Ola, szefowa działu HR. – Nie znam dokładnych statystyk, ale nie od dziś wiadomo, że to miasto wyróżnia się na tle innych w Polsce pod względem utalentowanych ludzi. AGH, Politechnika i kilka innych uczelni dostarczają wykwalifikowaną kadrę – podkreśla.

Start-up po polsku
Choć na pierwszy rzut oka nie odróżnimy Brainly od światowej klasy start-upów z Wielkiej Brytanii, Holandii czy Niemiec, zastanawiam się, czy w prowadzeniu biznesu naprawdę nie można mówić o jakichś specyficznych dla danego narodu cechach? – Dawno, dawno temu, gdy mieliśmy jeszcze niewielkie biuro, zaczęliśmy, przed wejściem, zdejmować buty. Dziś, łącznie z osobami odwiedzającymi nas z zagranicy, gdzie nawet w domach nie ściąga się obuwia wchodząc do kogoś, robią to wszyscy. Ba! Kupują nawet śmieszne, kolorowe skarpetki – śmieje się Jakub.

– To oczywiście detale, ale kulturowy miks w Brainly przejawia się w wielu sytuacjach i nadaje firmie obecny kształt – podkreśla. – Polacy są bardzo ambitni; ze względu na naszą historię i sytuację polityczną chcemy udowodnić światu, że możemy osiągać spektakularne sukcesy. – A więc kompleksy nazywasz ambicjami? – jątrzę. – Nie o to chodzi. Wydaje mi się, że mamy głęboko zaszczepioną motywację, potrafimy się zmobilizować, celujemy wysoko. Przez to, że chcemy dogonić resztę świata, zdarza się, że niektórych przeganiamy – zauważa Piwnik.

Jak więc wygląda proces rekrutacji w Brainly dla obcokrajowców? – Pochodzenie danej osoby nie ma żadnego znaczenia podczas rekrutowania. Do tych jednak, którzy zasilą nasz zespół, musimy najpierw dotrzeć – opowiada Ola. Cóż to za problem, pytam, znaleźć chętnych do pracy w tak fajnej firmie, jak Brainly? Nie wystarczy wrzucić ogłoszenia w portalu zawodowym, by otrzymać górę CV? – Ogłoszenia w świecie start-upów niemal nie funkcjonują. Z prostej przyczyny – osoby, z którymi chcielibyśmy współpracować, są tak dobre w swoich dziedzinach, że zazwyczaj nie rozglądają się za pracą. Z jednej strony szukamy więc przez sieć kontaktów; inwestorów i zaprzyjaźnione firmy, nie ma znaczenia kraj pochodzenia. Angażujemy do tego procesu liderów odpowiadających za poszczególne rynki – oni wiedzą najlepiej, jakich ludzi potrzebują, z jakimi umiejętnościami i jakim doświadczeniem – opowiada Ola.

– Z kandydatami do pracy spotykamy się w Krakowie albo za granicą i prowadzimy rozmowy. Jednak zwieńczeniem każdej rekrutacji są tzw. Demo Days – tłumaczy. O co chodzi? To nie „dzień próbny”. To jeden, dwa bądź trzy dni, podczas których kandydat jest angażowany w pracę nad konkretnym projektem w siedzibie firmy. Potencjalny pracownik poznaje zespół oraz sposób funkcjonowania Brainly, kulturę i misję. Wszystko odbywa się na koszt firmy. – W przyszłym tygodniu będziemy mieli chłopaka z Indonezji, który był na studiach w Warszawie.
Indonezyjska wersja Brainly jest jedną z trzech największych i najważniejszych, dlatego do Dimasa, pracującego u nas od dwóch lat, dołączy właśnie Paris, kończący studia biznesowe. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, po trzech dniach zatrudnimy go na stanowisku Business Development Specialist. Podczas Demo Days będzie musiał przeanalizować prowadzone już działania marketingowe na indonezyjskim rynku i zaproponować swoje rozwiązania, zaś na koniec zaprezentuje wyniki pracy. Po prezentacji i zadaniu pytań dajemy feedback, a potem w swoim gronie dyskutujemy nad kandydaturą. Aby zatrudnić Parisa, wszyscy będą musieli być na tak. Tego samego dnia poinformujemy go o wyniku – opowiada managerka. Nie chodzi jednak tylko o umiejętności twarde, ale także o to, a może nawet przede wszystkim o to, czy pracownik będzie pasować do reszty teamu. Pytam więc, czy zdarzało się, że specjaliści przylatujący z drugiej strony globu byli odprawiani z kwitkiem, bo na miejscu okazywało się, że coś „nie styka”. – Oczywiście – odpowiada Ola. Każdy ma świadomość tego, jak proces rekrutacji wygląda od początku do końca i albo się decyduje na ryzyko, albo nie.

Z zagranicy do Polski
Zastanawia mnie, jak – i czy w ogóle – zagraniczni pracownicy reagują na to, że mają pracować dla firmy ze wschodniej części Europy. Okazuje się jednak, że to w ogóle nie ma znaczenia. – Fajnie, że Brainly zaczęło się w Krakowie, ale dziś ciężko o nas powiedzieć, że jesteśmy „polską” firmą. Zasięg biznesu i to, jak wygląda ekipa współtworząca produkt sprawia, że nie przykładamy do tego specjalnej wagi. Jasne, Polska to takie a nie inne realia biznesowe i zwłaszcza na początku wpływało to na sposób, w jaki firma funkcjonowała. W tym momencie, i to dotyczy w ogóle działalności w organizacji typu start-up, nie ma większego znaczenia. To nie ten poziom – zauważa Ola. Trudno się nie zgodzić – problemy, jakie rozwiązuje Brainly, również są uniwersalne i nie mają granic. Startupy nie myślą lokalanie – by odnieść sukces, muszą myśleć globalnie.

To wszystko robi na mnie tak duże wrażenie, że co jakiś czas muszę sobie przypominać, że siedzę w biurze polskiej firmy. Stan ten pogłębia następne spotkanie – z Jasonem, pełniącym w firmie funkcję CTO (Chief Technology Officer), który tworzy wizję rozwoju technologicznego organizacji. Green przyjechał z Wielkiej Brytanii, gdzie kończył informatykę w Imperial College London. Po dwóch latach pracy w niemieckim start-upie Wimdu otrzymał propozycję pracy w Brainly, którą przyjął i postanowił, wraz z żoną i dwoma córkami, przeprowadzić się do Krakowa.

– W tej chwili jesteśmy głównie platformą do zadawania pytań i otrzymywania odpowiedzi. Moim zadaniem tutaj jest przeobrażenie firmy w obecnym kształcie w narzędzie, które zupełnie zmieni sposób, w jaki dziś uczniowie przyswajają wiedzę – tłumaczy ciepłym, brytyjskim akcentem. – Wsłuchujemy się w to, czego w Brainly poszukuje społeczność i staramy się za tym głosem podążać. Pracujemy nad tym, by wiedzę, którą wokół zadawanych pytań zgromadziliśmy na portalu, skategoryzować. Dzięki temu na przykład, zagadnienia z poszczególnych przedmiotów będą ze sobą połączone siecią odnośników. To pozwoli wciągnąć ucznia w proces – proces nauki – mówi Jason. Ciekawi mnie, dlaczego 32-letni programista z imponującym doświadczeniem wyjeżdża z tak potężnych centrów start-upowych, jak Londyn czy Berlin, do Krakowa.

– Choć scena startupowa w Polsce nie jest tak rozwinięta, jak w Wielkiej Brytanii, zadziwia mnie, jak bardzo utalentowani ludzie mieszkają właśnie tutaj. Swoje siedziby w Krakowie mają duże informatyczne firmy, takie jak Google czy Allegro, co przyciąga szukających pracy w branży. To ekscytujące być w tym miejscu, w tym czasie – mówi Brytyjczyk. Pytam o to, czy nie wahał się nad przyjęciem propozycji od krakowskiej – polskiej! – firmy. – Od złożenia rezygnacji do faktycznego opuszczenia Wimdu musiał minąć 7-miesięczny okres wypowiedzenia. Miałem więc chwilę, by rozejrzeć się za nowymi możliwościami. Odbyłem nawet kilka rozmów kwalifikacyjnych ze start-upami w Wielkiej Brytanii, Szwajcarii i Niemczech – opowiada. – Żadna z tych firm nie zainteresowała mnie tak, jak Brainly. Gdy zobaczyłem produkt, spotkałem pracujących tu ludzi, to zdałem sobie sprawę, że nie mam innego wyjścia – śmieje się. – Patrząc na rozmach, z jakim działa firma i wpływ, jaki wywiera na uczenie się, uwierzyłem, że któregoś dnia Brainly będzie tak potężne, jak Facebook, Twitter czy Snapchat. Taka propozycja zdarza się raz w życiu – stwierdza Jason. I dorzuca na koniec: – Zbudujemy w Krakowie zespół światowej klasy specjalistów.

Patronem akcji "Polski biznes za granicą" jest KGHM Polska Miedź SA.

ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
FirmyGospodarka
Skomentuj