Kupili stare kino i są szczęśliwi, czyli jak Polacy radzą sobie w Luksemburgu

Luksemburg, stolica
Luksemburg, stolica Fot. Shutterstock
Są w Luksemburgu od kilku, kilkunastu lat. Często pracują w unijnych instytucjach, ale też w bankach i korporacjach. Wysokie zarobki, wysoki poziom życia. W liczącym 500 tysięcy mieszkańców kraju jest ich około 4 tysięcy. I działają tak prężnie, że aż miło słuchać. Polskie festiwale? Przychodzą na nie tłumy. – Goście przyjeżdżają nawet z Belgii i Francji – przyznaje Radek Lipka, który na co dzień pracuje w Komisji Europejskiej. O powrocie do Polski nie myśli.

Miejsce jest rewelacyjne. 2 godziny pociągiem do Paryża. 2,5 godziny do Brukseli. Centrum Europy Zachodniej. – Z Luksemburga bardzo łatwo podróżować po tej części Europy – mówi Radek Lipka. Sama stolica jednak, mniejsza pod względem liczby ludności od Białegostoku. Jeśli ktoś jest przyzwyczajony do życia w wielkim mieście tu, przynajmniej na początku, może mu być trochę trudno. – Mi też miasto początkowo wydawało się prowincjonalne. Ale dziś w kulturze bardzo dużo tu się dzieje, porównywalnie do Francji czy Belgii. A na pewno żyje się na wyższym poziomie – podkreśla.
Ceny nieruchomości są horrendalne. Za dwupokojowe mieszkanie w centrum miasta można zapłacić tyle, ile będzie kosztował dom 30 km dalej, w Niemczech czy Francji. Cena za metr może wahać się nawet w granicach 6 tysięcy euro. Ale i zarobki są wysokie. – Jeśli chodzi o pracę intelektualną, np. asystentka w biurze, to bardzo rzadko ktoś zarabia poniżej 3 tys. euro, nawet na samym początku. Ceny, oprócz mieszkań i usług, są porównywalne do innych krajów UE – przyznaje Radek Lipka. Bardzo tania jest benzyna, gdyż cena regulowana jest przez państwo, a także papierosy i alkohol, więc jest bardzo duży ruch przygraniczny.
Stowarszyszenie polska.lu

Dla Polaków przyzwyczajonych, że sklep spożywczy mają za każdym rogiem i o każdej porze Luksemburg może się wydać mocno „nieżyciowy”. Małych sklepików ze świecą szukać, a wiele regionów nie ma żadnego sklepu w promieniu kilku kilometrów (np. dla całego Kirchbergu, gdzie znajdują się instytucje europejskie jedynym sklepem spożywczym jest Auchan). Luksemburczycy jakoś sobie z tym radzą, więc i my się z tym jakoś pogodziliśmy. Do niedawna zakupy w niedzielę były nie do pomyślenia. Oprócz nielicznych stacji benzynowych otwarty był jeden sklep dyżurny. Coraz więcej supermarketów czynnych jest w niedziele do 12.00, 13.00 lub 18.00. Czytaj więcej

Polskie centrum kultury
– Na każdym kroku czuje się bogactwo tego kraju. Doskonała infrastruktura. W każdej najmniejszej miejscowości – czy to pięciuset mieszkańców czy tysiąc – są doskonałe drogi i doskonałe boiska piłkarskie – mówi naTemat Maciej Karczewski, który w Luksemburgu mieszka od ośmiu lat. Przyjechał tu, bo żona prawniczka dostała pracę. W Warszawie sprzedali mieszkanie, rzucili wszystko i przyjechali. Nie było łatwo, bo on nie mógł znaleźć pracy w swoim zawodzie. Wtedy zobaczyli ogłoszenie w gazecie. Mała miejscowość Vianden, 50 km od stolicy, 1506 mieszkańców. Stare kino zamknięte od lat 70-tych. – Zakochaliśmy się w nim od pierwszego wejrzenia – przyznaje.
Od siedmiu lat w kinie prowadzą klubokawiarnię Ancien Cinema. A w niej centrum kultury z prawdziwego zdarzenia – organizują koncerty, wystawy, odczyty. Zapraszają mało znane zespoły z Polski, promują młodych. Z góry założyli, że stawiając na kulturę i wysoki poziom nie zarobią na tym fortuny. Ale są szczęśliwi, że po pięciu latach przestali do klubu dokładać. Maciej Karczewski żartuje, że to żona zarabia pieniądze. On je po prostu wydaje.



– To miejsce nie powstało z myślą tylko o Polakach. Ono przybliża kulturę z całej Europy Środkowej i Wschodniej. I budzi bardzo duże zainteresowanie Luksemburczyków. Przychodzą nasi sąsiedzi, przyjeżdżają goście z Niemiec, Francji, Belgii – opowiada z dumą.

Przynoszą meble, przychodzą na kawę
Luksemburczycy są tak dumni z sąsiada, że od dwóch lat Maciej Karczewski zasiada w gminnej komisji kultury. Pamięta, że 8 lat temu, gdy podpisał akt notarialny, na drugi dzień już wiedziało o tym całe Vianden. Miło ich przywitali. Na otwarcie przyszła burmistrz i bardzo podkreślała to, że tu przyjechali i zainwestowali własne pieniądze w ich kino. Do dzisiaj mieszkańcy potrafią przynieść im swoje meble i powiedzieć, że pasują do wystroju pomieszczeń.
Maciej Karczewski

Od 2008 roku zorganizowaliśmy blisko 700 imprez, w tym 350 koncertów, 160 projekcji filmowych, 80 wystaw plus spotkania literackie, spektakle, wykłady. Ponad 50 procent wszystkich wydarzeń było luksemburskich, a prawie 20 proc. – polskich. Z artystów polskich gościliśmy m. in. T.Love, Nocną Zmianę Bluesa, Olgę Tokarczuk, Danutę Stenkę, Andrzeja Stasiuka.

To niezwykłe, że tak mały kraj, gdzieś na zachodzie Europy, interesuje kultura z naszego regionu. W dodatku na tak dużą skalę. Że są młodzi ludzie, którym tak bardzo chce się działać. W Luksemburgu ruszył właśnie Festiwal Kultury Polskiej. Będzie promocja polskiego komiksu, rocka, bluesa, fotografii. O imprezie informowały luksemburskie media. Że odbywa się po raz czwarty, że przyjedzie polski ambasador, że będzie można posłuchać fajnej muzyki. Że zaśpiewa Grzegorz Turnau.
Ale to nie jedyna tego typu impreza promująca polskość.

– Polacy, którzy pojawili się w Luksemburgu po wejściu Polski do Unii, są bardzo dynamiczni. To nie to samo, co stara Polonia, która integrowała się tylko we własnym gronie – mówi Radek Lipka. W Luksemburgu mieszka już 10 lat, pracuje jako tłumacz w Komisji Europejskiej, a w wolnym czasie organizuje festiwal filmowy CinEast. Kiedy zaczynał osiem lat temu, miał tylko osiem projekcji. Dziś to drugie co do wielkości wydarzenie w całym kraju, a nawet w tzw. Wielkim Regionie, czyli w Wielkim Księstwie Luksemburga wraz z obrzeżami Francji, Niemiec i Belgii. 100 filmów z Europy Środkowo-Wschodniej, 10 tysięcy widzów. 18 dni projekcji, na które goście przyjeżdżają również z sąsiednich krajów.

Dużo Portugalczyków, mało Luksemburczyków
Czy Luksemburczyków takie filmy naprawdę interesują? – Oni są bardzo otwarci na kulturę różnych krajów. Z roku na rok coraz bardziej się interesują. Ale też powoli stają się mniejszością we własnym kraju i bardzo dbają zarówno o swoją kulturę, jak i język – przyznaje.
W Luksemburgu są trzy języki oficjalne: luksemburski, niemiecki i francuski. Duża jest mniejszość włoska i portugalska. – W klasie mojej córki jest 10 dziewczynek. Jedna Luksemburka, jedna Polka, jedna Holenderka i siedem Portugalek. Szkoła jest luksemburska i dzieci uczą się po luksembursku – mówi Maciej Karczewski.

Luksemburg w faktach według polska.lu

1. Często ludzie porozumiewają się tu na zasadzie "mówię językiem, który lepiej znam". Rozmowa wygląda tak, że jedna osoba mówi po francusku, druga po angielsku i obie doskonale się rozumieją. Nie jest też dużym nietaktem odpowiedzieć na maila w innym języku niż się go otrzymało, pod warunkiem że będzie to jeden z języków urzędowych lub angielski.

2. Głową państwa jest Wielki Książę Henryk. Jego żona Maria Teresa Mestre z pochodzenia jest Kubanką, zna pięć języków obcych. Mają pięcioro dzieci.

3. Około 95 proc, narodu to katolicy.

4. Luksemburczycy stanowią 55 proc. mieszkańców, Portugalczycy prawie 16 proc,, Francuzi - 6 proc., Włosi - 3 proc. , Belgowie - 3 proc., Niemcy - 2 proc. Czytaj więcej

Są takie miejscowości, w których wyłącznie słychać język portugalski. To pozostałość z lat 50. kiedy na mocy międzyrządowych porozumień do Luksemburga przyjechali budowniczowie z Portugalii. I już zostali.
Maciej Karczewski

Nam żyje się bardzo dobrze, zarabiamy mniej niż w Warszawie, ale jakość życia jest nieporównywalna. Dla nas najważniejsze jest to, że nasze dzieci wychowują się w bardzo przyjaznym dla nich środowisku. Luksemburg robi dużo, żeby ułatwić wychowanie dzieci. Na przykład transport z domu do szkół lub na zajęcia dodatkowe jest prawie bezpłatny. Można sobie zamówić bus nawet dla jednego dziecka, istnieje cały system ulg podatkowych i dotacji zależnych od ilości dzieci. Dużą uwagę zwraca się na zajęcia dodatkowe, np. muzykę, sport.

Luksemburczycy są wielkimi patriotami i bardzo doceniają, gdy ktoś chce poznać ich język i kulturę. Są z tego bardzo dumni. Wszyscy mówią, że są niezwykle mili, nikogo nie dyskryminują. Ale trudno się z nimi zaprzyjaźnić. Wobec cudzoziemców zachowują dystans. W małych miasteczkach, przy odrobinie szczęścia, o bliższe relacje mimo wszystko łatwiej. Ale w stolicy są Polacy, którzy - pracując w unijnych instytucjach - nigdy nie poznali prawdziwego Luksemburczyka.

napisz do autora:katarzyna.zuchowicz@natemat.pl

Trwa ładowanie komentarzy...