fot. materiały prasowe
Reklama.
Cele, jakie postawił przed sobą narodowy przewoźnik, któremu jeszcze 2 lata temu groziło bankructwo, są ambitne. W ciągu najbliższych 5 lat LOT zamierza podwoić ruch pasażerski (obecnie wynosi ok. 5 mln pasażerów rocznie – przyp. red.) i zdobyć miano lidera regionalnego. – Europa Środkowo-Wschodnia to region zamieszkiwany przez blisko 170 mln osób. W wyniku ostatnich przetasowań na rynku lotniczym i upadku mniejszych przewoźników w sąsiednich krajach powstała wyraźna luka, gdzie widzimy dla siebie szansę rozwoju – wyjaśnia Marcin Celejewski.
Nie dalej jak kilka dni temu LOT poinformował o uruchomieniu nowych połączeń z Lotniska Chopina do Charkowa, Połągi i Koszyc, które wystartują w 2016 roku. Jest to kolejne posunięcie polskich linii w kierunku zwiększenia częstotliwości połączeń. Wcześniej przewoźnik wprowadził trzy nowe kierunki na mapie połączeń: do Seulu, Bangkoku i Tokio. Jak zapewnia sam prezes LOT-u, są to jedynie początki odbudowy rynkowych pozycji przewoźnika.
– Kluczowe znaczenie będzie tu miała data 31 grudnia, kiedy to zostanie zakończona realizacja planu restrukturyzacji, który musieliśmy wykonać w zamian za pomoc finansową ze strony państwa – tłumaczy Marcin Celejewski. Przypominamy, odpowiedni plan cięć kosztów LOT złożył na ręce Komisji Europejskiej po tym, jak w 2012 r. otrzymał publiczne wsparcie w wysokości 527 mln zł. Przewoźnik z powodzeniem zrealizował znaczną część założeń planu restrukturyzacyjnego, o czym świadczą wyniki finansowe za ubiegły rok. Po raz pierwszy od 7 lat LOT osiągnął zysk w wysokości 99 mln zł ze swojej podstawowej działalności, czyli przewozu pasażerów. Jest to o 30 mln zł lepszy wynik, niż zakładano w planie restrukturyzacyjnym.
Nadszedł czas na kolejny etap rozwoju. – Z początkiem 2016 roku odzyskamy autonomię decyzyjną, co pozwoli rozwinąć nam skrzydła – tłumaczy Marcin Celejewski. Co to oznacza w praktyce?Jak zapowiada sam przewoźnik, chodzi o powrót na rentowne kierunki, jak i zwiększenie częstotliwości połączeń. – W przyszłym roku planujemy zwiększyć ruch dzięki istniejącej już flocie od razu o 40 proc. – tłumaczy. Następnym krokiem są inwestycje w powiększenie floty. Chodzi o zakup maszyn średnio i długodystansowych. Wszystkie te punkty znalazły się w strategii rozwoju spółki na najbliższe 5 lat, która została przedstawiona Radzie Nadzorczej LOT-u na początku tygodnia. – Rozważamy również możliwe źródła finansowania planowanych przez nas inwestycji – dodaje.
logo
LOT zamierza powiększyć swoją flotę fot. materiały prasowe
Przedstawiciele LOT-u niechętnie patrzą w kierunku pożyczki rynkowej. Jak tłumaczy Celejewski, jest to jedno z najdroższych dostępnych źródeł finansowania, a rynkowe pozycje przewoźnika nie są póki co na tyle mocne, by uzyskać korzystne warunki od potencjalnych kredytorów. Podobnie jeżeli chodzi o pomysł wejścia na giełdę. Z kolei pozyskanie inwestora prywatnego jest kwestią, która leży w gestii właściciela, czyli Skarbu Państwa.
Marcin Celejewski nie ukrywa, że nie jest zwolennikiem tradycyjnych źródeł finansowania ze względu na wysokie koszty. Zamiast tego proponuje nowe rozwiązanie – znalezienie partnera kapitałowego. W czym tkwi istota tego pomysłu? – Celowo mówię o partnerze, a nie inwestorze, ponieważ współpraca nie będzie wiązała się z jakąkolwiek zmianą w strukturze własnościowej LOT- u – tłumaczy Celejewski. Oznacza to, że partner nie będzie miał funkcji decyzyjnych. Dostanie za to możliwość zainwestowania nadwyżki finansowej w bardzo perspektywiczny projekt, opracowany przez polskiego przewoźnika. Dodatkowo inwestycja będzie zabezpieczona aktywami, co zmniejszy ryzyko.
– Chodzi o naprawdę niewielkie zaangażowanie kapitałowe ze strony partnera. Ok. 80-90 proc. potrzebnej nam sumy zamierzamy przeznaczyć na zwiększenie floty. Jeżeli na współpracę z nami zdecyduje się podmiot z branży dysponujący własną flotą, będzie to dla niego bardzo korzystna propozycja. Wystarczy, że udostępni nam część parku w zamian za pokaźny zwrot inwestycyjny – opowiada Celejewski.
Szef LOT-u przyznał, że jest to jego autorski pomysł i już dziś spółka jest na etapie nawiązywania rozmów z kilkoma podmiotami. – Nie jest to proste rozwiązanie, ale realne do wdrożenia – zapewnia. Jak zaznacza Celejewski, w jego słowniku nie ma miejsca na określenie „niemożliwe”. – Wielokrotnie słyszałem podobne opinie podczas swojej pracy w PKP Intercity (Celejewski był prezesem PKP Intercity od stycznia 2014 r. do marca 2015 r. - przyp. red.). Wiele rozwiązań udało się jednak nam z powodzeniem wprowadzić na rynek – wyjaśnia. – LOT musi zdecydować się na odważne kroki, bo nie ma innego wyjścia – dodaje. Jak zaznacza, tkwienie w martwym punkcie jest niebezpieczne dla przewoźnika i może narazić go na powtórkę sytuacji z 2012 r. Tymczasem kłopoty polskich linii lotniczych pociągną za sobą także marginalizację transportową blisko 40-milionowego kraju, jakim jest Polska.