
Polityków powinno się rozliczać z nawet najbardziej kosmicznych obietnic. Taką było opublikowanie tajnego aneksu do raportu z likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych. Tuż przed wyborami Antoni Macierewicz obiecywał, że "trzeba poczekać jeszcze kilka tygodni" i Andrzej Duda dokument ujawni. Tych tygodni minęło już 52, więc spytaliśmy
Zanim Antoni Macierewicz zajął się tworzeniem kolejnych rewelacji na temat katastrofy smoleńskiej jego politycznym konikiem były służby specjalne, a szczególnie Wojskowe Służby Informacyjne. Podczas pierwszych rządów Prawa i Sprawiedliwości polityk zajmował się ich likwidacją i przygotowaniem raportu z tego procesu. Pomagał mu w tym m.in. Piotr Woyciechowski, dzisiaj prezes Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych, o której pisaliśmy w naTemat.
Pierwszą część dokumentu opublikowano 16 lutego 2007 roku, a efektem tej decyzji było m.in. zdekonspirowanie polskiej siatki wywiadowczej w Afganistanie oraz lawina pozwów. Przez lata Ministerstwo Obrony Narodowej musiało publikować w prasie przeprosiny i płacić odszkodowania ludziom niesłusznie oskarżonym przez Antoniego Macierewicza.
Dlatego z przerażeniem patrzono na obietnice upublicznienia tajnego aneksu. Antoni Macierewicz przez lata przekonywał, że dopiero to pozwoli na pełne ujawnienie rosyjskiej agentury i oczyszczenie państwa. Dziwne, że na taki ruch nie zdecydował się więc Lech Kaczyński. Kiedy rządziła Platforma, Macierewicz przekonywał, że partia chroni agentów – to jeden z powodów, dla których powinna stracić władzę.
Wątek WSI pojawiał się w kampanii prezydenckiej, kiedy głośno było o SKOK-u Wołomin, za którym stali byli ludzie WSI. Wtedy też na gwiazdę wyrósł Wojciech Sumliński, który wydał książkę o "niebezpiecznych związkach Bronisława Komorowskiego", która okazała się być kompilacją różnych tekstów (włącznie ze szkolnymi wypracowaniami córki Sumlińskiego). Ale wtedy sprawa przyczyniła się do przegranej kandydata PO.
Dlatego w kampanii parlamentarnej Antoni Macierewicz znowu grał tą kartą, szczególnie kiedy przemawiał do twardego elektoratu. 2 października 2015 roku, na spotkaniu z Polonią w Chicago, mówił, że na publikację aneksu trzeba poczekać jeszcze kilka tygodni (w domyśle: do zmiany rządu). Tłumaczył, że choć decyzja leży w rękach Andrzeja Dudy, to kontrasygnować ją musi premier, a Ewa Kopacz na pewno tego nie zrobi.
Od złożenia przez Macierewicza deklaracji w Chicago minął ponad rok i trzy tygodnie, od wygranej PiS w wyborach równo rok, więc teoretycznie powinniśmy już dawno znać treść aneksu. Ale wciąż leży zamknięty w sejfie Pałacu Prezydenckiego. Spytaliśmy więc Antoniego Macierewicza (a dokładnie biuro prasowe jego ministerstwa) i Kancelarię Prezydenta o postęp prac nad odtajnieniem pełnej treści raportu.
Pytania do MON
Ministerstwo Obrony Narodowej odpowiedziało błyskawicznie, ale i odpowiedź na kilka pytań nie wymagała zbyt dużego nakładu pracy. – Zgodnie z właściwościami, pytania należy skierować bezpośrednio do Kancelarii Prezydenta – napisali urzędnicy. I w swojej uprzejmości podali adres mailowy biura prasowego Kancelarii Prezydenta.
Na odpowiedź od pracowników Andrzeja Dudy trzeba było czekać dłużej, bo i biuro prasowe prezydenta rozpisało się dużo bardziej niż MON. W kilkunastu akapitach tłumaczy nam dlaczego nie odpowie na nasze pytania. Czyniąc długą historię krótką: informacja publiczna to coś, co ma odbicie w dokumentach, a na ten temat żadnych dokumentów nie ma. Dla ciekawych tego prawniczego wywodu cały mail publikujemy na dole artykułu.
Politycy Prawa i Sprawiedliwości obiecywali dużo. Teraz nie mają nawet odwagi przyznać, że to obietnice były kompletnie oderwane od rzeczywistości i ich spełnienie byłoby po prostu niebezpieczne. Zamiast tego stosują spychologię i zasłaniają się paragrafami.
Napisz do autora: kamil.sikora@natemat.pl
Biuro Prasowe Kancelarii Prezydenta
