Prorok we własnym kraju. Gdyby PO posłuchała kiedyś Palikota, to może nie oddałaby władzy PiS

Janusz Palikot wycofał się z polityki i wrócił do biznesu, ale jego słowa sprzed lat zyskały nowe życie w internecie.
Janusz Palikot wycofał się z polityki i wrócił do biznesu, ale jego słowa sprzed lat zyskały nowe życie w internecie. fot. Jakub Orzechowski / Agencja Gazeta
Internet podbija krótkie nagranie z Sejmu w 2014 roku, na którym poseł Janusz Palikot obwinia Platformę za niezabezpieczenie Polski przed rządami PiS i Korwina-Mikke. U widzów dominuje poczucie zdumienia: Palikot przewidział to, co się stanie po wyborach, ale jego ostrzeżenia były wołaniem na puszczy. Tymczasem dużą przenikliwością polityk wykazał się już w 2011 roku, gdy zabrał głos po exposé premiera Donalda Tuska. Być może Platforma nadal byłaby u władzy, gdyby posłuchała co do niej mówił.

"Nie ma pan pomysłu na Polskę"
To pierwsze zastrzeżenie, które do wystąpienia premiera Tuska miał poseł Janusz Palikot. Jego zdaniem zamiast przedstawić plan rozwoju państwa, szef rządu zaprezentował coś "w rodzaju egzaminu przed komisją agencji ratingowych", a myślą przewodnią jego exposé było to, jak zmniejszyć prawdopodobieństwo wystąpienia kryzysu.
Palikot krytykował Tuska za to, że jego jedynym pomysłem są cięcia. To właśnie bezideowość rządów Platformy była jednym z głównych zastrzeżeń rozczarowanych wyborców. Donald Tusk, który zasłynął kiedyś stwierdzeniem, że jeśli ktoś ma wizje (polityczne - przyp. aut.), to powinien iść do lekarza, chciał zapewnić "ciepłą wodę w kranie". Po ośmiu latach rządów Platformy społeczeństwo stwierdziło, że to nie jest to czego chce. "Tylko pan w pewnym sensie udaje politykę, reaguje pan tylko na najtrudniejsze sytuacje, żeby przetrwać do następnego kwartału czy następnego roku" - punktował Palikot.



"Do biednych muszą trafić pieniądze"
Pod koniec 2011 roku, tuż po wygranych przez Platformę wyborach, Palikot wzywał rząd do zainwestowania w osoby biedne i bezrobotne z wyższym wykształceniem. Polityk Twojego Ruchu (wówczas: Ruchu Palikota) podkreślał, że pieniądze powinny trafić do tych grup różnymi ścieżkami.

"Szalenie ważną sprawą dotyczącą osób najbiedniejszych jest po prostu szereg zwykłych, trywialnych świadczeń socjalnych. Ulgi to jest jakiś żart, panie premierze. Ulgi są dla tych, którzy w ogóle mają z czego zapłacić" - mówił Palikot odnosząc się do ciężkiej sytuacji najuboższych Polek i Polaków.
I choć oczywiście nie wypowiada słów "500 złotych na każde dziecko", to wzywa rząd do uruchomienia świadczeń na najmłodszą część społeczeństwa. Poza tym apeluje o zwiększenie poziomu płacy minimalnej i kwoty wolnej od podatku. "Dlaczego nie zmniejszyła się polska bieda? Co dzieje się z tymi pieniędzmi, z tym wzrostem gospodarczym, że on nie trafia do tych najsłabszych, do tych najbiedniejszych i że ludzie nie mają poczucia, iż w ich życiu coś się zmieniło?" - pytał retorycznie Palikot.

Mądry Polak po szkodzie
Czy gdyby Platforma wzięła sobie do serca słowa Janusza Palikota, to nie oddałaby władzy PiS-owi, lub przynajmniej uzyskałaby lepszy wynik wyborczy? Na to pytanie nie ma pewnej odpowiedzi, to snucie alternatywnych scenariuszy rozwoju wypadków.

Znaczące jest jednak, że przeprowadzone przez dr Cześnika z SWPS badania wiedzy politycznej Polaków wykazały, że ponad 90 proc. wyborców różnych partii zapamiętało postulat 500 zł na każde dziecko i potrafiło powiązać go z PiS-em. To rekordowy wynik. Gdyby Platforma pochyliła się podczas swojej drugiej kadencji nad sytuacją finansową rodzin z dziećmi i zaproponowała coś atrakcyjniejszego niż ciepła woda w kranie, to PiS nie mógłby zyskać takiego impetu w kampanii wyborczej.

źródło: sejm.gov.pl

Napisz do autorki: anna.dryjanska@natemat.pl

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...