Bartłomieja Misiewicza krytykuje już nawet sama premier Beata Szydło. Czy jego pozycja naprawdę jest jednak zagrożona?
Bartłomieja Misiewicza krytykuje już nawet sama premier Beata Szydło. Czy jego pozycja naprawdę jest jednak zagrożona? Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Reklama.
– Polityka kadrowa każdego ministerstwa jest w rękach każdego z ministrów. Rozumiem, że Misiewicz stał się symbolem zjawiska, które nie powinno mieć miejsca. Misiewicz nie pełni już tych funkcji, które pełnił. Było dementi, że Misiewicz jest szefem gabinetu w Ministerstwie Obrony Narodowej – oznajmiła premier Beata Szydło we wtorkowy poranek na antenie Polsat News.
Przypomnienie dementi MON w sprawie obecnej pozycji Bartłomieja Misiewicza niestety tylko podkreśliło niemoc najważniejszych osób w państwie w tej sprawie. Bo choć 6 marca resort obrony poinformował na Twitterze, że "obowiązki szefa gabinetu politycznego nadal pełni Krzysztof Łączyński", to jednak 26-letni pupil Antoniego Macierewicza przedstawia się dziś jako osoba pełniąca tę funkcję.
logo
Tak Bartłomiej Misiewicz przedstawia się na Twitterze. Zrzut ekranu z 21 marca. Fot. Twitter.com/MisiewiczB
Być może wiedza premier Beaty Szydło na temat pozycji Bartłomieja Misiewicza jest podobna do tej, którą na poniedziałkowej konferencji prasowej zaprezentował rzecznik rządu Rafał Bochenek. – Powiem szczerze, że nie wiem, czy Misiewicz pracuje w MON czy nie – wyznał dziennikarzom.
Przypomnijmy, iż o potrzebie rozwiązania problemu z młodym urzędnikiem MON otwarcie mówił już nawet sam prezes Prawa i Sprawiedliwości. – Moje stanowisko jest całkowicie jednoznaczne: on powinien zniknąć ze sceny publicznej. Jest bardzo młody i być może kiedyś wróci. Ale to musi potrwać – stwierdził Jarosław Kaczyński kilka dni temu.

Napisz do autora: jakub.noch@natemat.pl