Jak boomerang: z Łomianek do MON. Skalę kariery Misiewicza można zrozumieć dopiero, jak wszystko zbierze się razem

Bartłomiej Misiewicz przynajmniej na razie nie zajmuje żadnego stanowiska w resorcie obrony narodowej i spółkach skarbu państwa
Bartłomiej Misiewicz przynajmniej na razie nie zajmuje żadnego stanowiska w resorcie obrony narodowej i spółkach skarbu państwa fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Niezatapialny, niezniszczalny, doceniany, odznaczany za zasługi dla obronności kraju. 27-letniego Bartłomieja Misiewicza już kilka razy chowano, odwoływano, ale za każdym razem wypływał, wracał i spadał na cztery łapy. Jego ogólnopolska polityczna kariera trwała sumie 17 miesięcy.

Ministrant, student
"Pochodzę z patriotycznej, katolickiej rodziny, która na trwałe zaszczepiła we mnie dewizę: Bóg, Honor, Ojczyzna"– tak pisał o sobie Bartłomiej Misiewicz. Ambicje i jasno nakreślony cel miał od zawsze. Podobno już w gimnazjum interesował się funkcjonowaniem tajnych służb. Zaczął od samorządu uczniowskiego, gdzie był m.in. wiceprzewodniczącym Młodzieżowej Rady Dzielnicy Bielany m.st. Warszawy, a także przedstawicielem Polskiej Federacji Młodzieży w Warszawie. Po liceum rozpoczął studia licencjackie na Społecznej Akademii Nauk w Łodzi, na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, a także w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu. Ale wyższego wykształcenia do dziś nie udało mu się zdobyć.

Polityk na serio

Tak naprawdę Misiewicza stworzył Antoni Macierewicz. W jego biurze poselskim młody Misiewicz pracował od 17. roku życia. W 2010 roku, mając 20 lat, został członkiem Prawa i Sprawiedliwości, następnie szefem biura zespołu parlamentarnego ds. zbadania przyczyn katastrofy smoleńskiej. Potem poszło szybko: sekretarz zarządu PiS w okręgu piotrkowskim; z nominacji Jarosława Kaczyńskiego został członkiem Rady Politycznej PiS; był koordynatorem ds. struktur wykonawczych PiS, pełnomocnikiem PiS w powiecie radomszczańskim i członkiem Krajowej Komisji Rewizyjnej PiS. W 2015 roku bezskutecznie próbował swoich sił w wyborach parlamentarnych do Sejmu (zdobył niecałe 2 tys. głosów). Jemu się nie udało, ale udało się PiS. Kiedy szefem MON został Antoni Macierewicz, to i kariera Misiewicza nabrała rozpędu. Z pracownika apteki awansował do resortu obrony narodowej.

Szef gabinetu politycznego, rzecznik prasowy MON

Pierwsza ciepła posadka Misiewicza to stanowisko szefa gabinetu politycznego i rzecznika prasowego w Ministerstwie Obrony Narodowej. 16 listopada 2015 roku został rzecznikiem, a 9 miesięcy później okazało się, że jest rzecznikiem i to na złoty medal. Odznaczono go za zasługi dla obronności. A faktycznie zasłużył. Na przykład tym głośnym, nocnym wejściem wraz z Żandarmerią Wojskową do Centrum Kontrwywiadu NATO w Warszawie. To również on złożył do prokuratury doniesienie o popełnieniu przestępstwa przez pracowników CEK. Ostatecznie na biurko prokuratora trafiła sprawa jego wtargnięcia.

Stał się twarzą MON, uspokajał, że "wszystko dzieje się pokojowo, a żandarmeria wojskowa ani nikogo nie wyprowadzała, ani nic nie wyważała". Dziennikarze zaczęli się interesować, kim jest człowiek przyklejony do Macierewicza. Młody rzecznik na pytanie o swoje kompetencje, odpowiada, że jego awans był "oparty na dziewięcioletniej pracy, a tym samym zdobytej wiedzy i nabraniu kompetencji". Warto dodać, że Misiewicz był także pełnomocnikiem ds. Centrum Kontrwywiadu NATO oraz konsultantem merytorycznym programu NaszaArmia.pl w TVP.

Energa Ciepło Ostrołęka, PGZ
Po godzinach pracy w resorcie obrony, Misiewicz ma inne zajęcia. W sierpniu specjalnie dla niego zmieniono status Polskiej Grupy Zbrojeniowej, by bez wykształcenia wyższego mógł zasiadać w radzie nadzorczej. Szybko okazuje się, że to nie jedyna ciepła posadka w spółce skarbu państwa. Zasiadał także w radzie nadzorczej spółki Energa Ciepło Ostrołęka (był sekretarzem). Ale we wrześniu zrezygnował. Jego dymisję przyjęto. Wtedy też wystąpił do Macierewicza z prośbą o zawieszenie go na stanowiskach w MON. Stało się to po obciążających go publikacjach medialnych. "Newsweek Polska" zasugerował, że Misiewicz werbował do koalicji radnych PO z Bełchatowa, proponując im stanowiska w państwowej spółce. Ostatecznie okaże się, że prokuratura nie rozpocznie w tej sprawie śledztwa. Ale Misiewicza w MON zawiesza Antoni Macierewicz. Przez krótki czas nie ma go w resorcie.

Specjalista ds. dezinformacji i znów rzecznik
W październiku Bartłomiej Misiewicz wraca do MON. Resort na Twitterze obwieszcza, że będzie zajmował się analizą dezinformacji medialnych, wymierzonych w bezpieczeństwo państwa. Poza tym, jak donosiło Radio Zet, Misiewicz pojawia się w resorcie i prowadzi odprawy służbowe – m.in. dla oficerów na temat szkolenia Obrony Terytorialnej. Wówczas śledczy umarzają postępowanie, uznając, że deklaracja "zapewnimy wam byt", którą złożył Misiewicz, wcale nie jest korupcją. I już w grudniu ten znów jest rzecznikiem prasowym i szefem gabinetu politycznego MON. I nie próżnuje.

Imprezowicz
Nowy rok dla Misiewicza nie zaczął się najlepiej. Najpierw warszawski sąd nakazał zbadanie sprawy nocnego wejścia rzecznika MON do Centrum Eksperckiego NATO. Dziennikarzy i internautów zbulwersowała także fotografia, na której uwieczniono, jak pułkownik Wojska Polskiego oddaje mu honory. To nie była pierwsza taka sytuacja. Podczas obchodów 96. rocznicy bitwy pod Sarnową Górą nakręcono filmik, na którym widać jak ministerialny rzecznik kieruje się w stronę żołnierzy. Na jego widok zaczyna grać orkiestra, następuje pokłon sztandaru, a pododdział karnie czeka aż Misiewicz zbliży się do pomnika. – Czołem żołnierze! – krzyczy. – Czołem, panie ministrze! – odpowiadają.

W styczniu Misiewicz dał bulwarówkom jeszcze jeden pretekst, by jego nazwisko pojawiło się na pierwszych stronach gazet. Opisano, co 26-latek wyprawiał podczas oficjalnej delegacji w Białymstoku. Rzecznik MON postanowił zabawić się w jednym ze studenckich klubów. Choć z hotelu miał 350 metrów, przyjechał limuzyną, a przez całą noc towarzyszył mu ochroniarz.

Redaktor strony Dezinformacja.net
W lutym wszyscy są już przekonani, że Misiewicz zniknie z MON. Ale Antoni Macierewicz zaprzecza i osobiście obwieszcza, że 26-latek nadal pozostaje pracownikiem resortu obrony. – Liczę, że będzie pracował w MON – podkreślił minister. 10 lutego Misiewicz postanowił rozwinąć się w nieco innej dziedzinie i zawalczyć z dezinformowaniem społeczeństwa. Ale zaledwie po tygodniu kasuje stronę, na której miał piętnować fałszywe doniesienia medialne.

Tylko szef gabinetu politycznego MON
Bartłomiej Misiewicz znika z publicznego "obiegu" po informacjach, że pojechał do Białegostoku służbowym BMW w asyście żandarma. Potem udał się na długi urlop, a mediom tłumaczono, że przez cały czas odbiera nadgodziny. Wszyscy zachodzili w głowę, gdzie podziewa się słynny już na całą Polskę Misiewicz. Ale 6 marca Misiewicz miękko wylądował w gabinecie politycznym MON. Za co (według wyliczeń Kukiz'15) miesięcznie otrzymywał od 7 890 do 11 046 zł brutto. Jego powrót do pracy w resorcie obrony z pewnością miał zawiązek z decyzją sądu oczyszczającą go z zarzutu, że wkraczając w grudniu 2015 roku w asyście Żandarmerii Wojskowej do Centrum Kontrwywiadu NATO, miał naruszyć prawo.

Krótka kariera w PGZ
6 kwietnia media obwieściły, że Misiewicz przestał pełnić funkcję rzecznika prasowego MON (zastąpiła go mjr Anna Pęzioł-Wójtowicz). Ale cztery dni później, kiedy wszystkie oczy skupiły się na obchodach 7. rocznicy katastrofy smoleńskiej, Misiewicz został pełnomocnikiem zarządu ds. komunikacji państwowej Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Pikanterii dodała informacja o jego zarobkach. "Fakt" i "Rzeczpospolita" donosiły, że 27-latek ma tam zarabiać aż 50 tys. zł. PGZ szybko te informacje zdementowała. Ale i tu miejsca Misiewicz nie zagrzał na długo. 12 kwietnia spółka rozwiązała z nim umowę o pracę (za porozumieniem stron, ze skutkiem natychmiastowym).

Zawieszony, czy skończony?
I w końcu prezes Jarosław Kaczyński się zdenerwował i postawił na swoim. Zawiesił Bartłomieja Misiewicza w prawach członka PiS. Jednocześnie wystawił go na pożarcie, powołując komisję, która ma zbadać okoliczności zatrudnienia Misiewicza w PGZ i innych spółkach. A osąd będzie surowy, bo w jej skład weszli wiceprezesi PiS: Joachim Brudziński i Mariusz Kamiński oraz Marek Suski.

POLUB NAS NA FACEBOOKU

Trwa ładowanie komentarzy...