Jaki "strzela" do PO i znowu pudłuje. Znak, który miał dzielić, jest też praktyką rządu i PiS

Poranna konferencja Patryka Jakiego przy znaku drogowym.
Poranna konferencja Patryka Jakiego przy znaku drogowym. Fot. Adam Stępień / Agencja Gazeta
Kandydat Zjednoczonej Prawicy na prezydenta Warszawy Patryk Jaki nie próżnuje. W piątek rano (4.05) zwołał przy warszawskim Rondzie de Gaulle’a konferencję prasową, na której wytknął po raz kolejny Platformie Obywatelskiej dzielenie warszawiaków. Tym razem dowodem na owo dzielenie miał być znak drogowy, o którego postawienie przy rondzie wnioskowali organizatorzy Marszu Wolności, czyli właśnie PO. Patryk Jaki chyba jednak nie pamięta, że podobne oznaczenia pojawiały się już w stolicy nie raz i to często przy uroczystościach, których organizatorami było Prawo i Sprawiedliwość oraz bliskie mu środowiska.

– Spotykamy się dzisiaj w miejscu, które jest symbolem rządów Platformy w Warszawie. Za moimi plecami możecie państwo zobaczyć znak: odholują samochód każdemu, kto nie ma legitymacji Platformy. To kolejny etap dzielenia warszawiaków. Jestem po prostu oburzony, że na znaku drogowym można postawić symbol partii politycznej. To coś nieprawdopodobnego – mówił w piątek na konferencji prasowej kandydat Zjednoczonej Prawicy na prezydenta Warszawy – Patryk Jaki.

Chodzi o znak zakazu zatrzymywania się (znak B-36) i znak parkowanie grozi odholowaniem (T-24). W sieci można je kupić za 160 zł. Ale to nie jest np. żart przeciwników PO, a znaki nie zawisły przy Rondzie de Gaulle’a przypadkowo. Jest to punkt, z którego 12 maja o godzinie 13 wystartuje Marsz Wolności, organizowany m.in. przez Platformę Obywatelską, KOD i Nowoczesną.

Prawnie – nihil novi
Prawo mówi, że organizator takiego przedsięwzięcia jest zobowiązany zawiadomić organ gminy o zamiarze zorganizowania zgromadzenia w taki sposób, aby wiadomość dotarła do organu nie wcześniej niż na 30 dni i nie później niż na 6 dni przed planowaną datą zgromadzenia.


– Organizator musi najpierw uzyskać zgodę na imprezę masową albo zgromadzenie publiczne – mówi w rozmowie z naTemat Mikołaj Pieńkos, rzecznik prasowy Zarządu Dróg Miejskich w Warszawie. – Potem musi przygotować projekt oznakowania i u nas go zaopiniować, a potem zatwierdzić w Biurze Polityki Mobilności, które zatwierdza wszystkie projekty i wszystkie oznakowania w mieście.
– Z takim projektem, może uzyskać zgodę na zajęcie pasa drogi, która łączy się zawsze z opłatą naliczaną na podstawie uchwały rady miasta. To są stawki za metr kwadratowy, przyjęte za każdy element zgromadzenia, który musi zająć teren do nas należący – dodaje rzecznik ZDM w Warszawie.

Zdaniem stołecznego ratusza taki znak, który stanął przy Rondzie de Gaulle'a, jest standardem, stosowanym przy różnego rodzaju uroczystościach oraz wydarzeniach. Jest on umieszczany z odpowiednim wyprzedzeniem tak, żeby mieszkańcy mieli możliwość dostosowania się do niego. O jakich wydarzeniach mowa?

– Na pewno było tak przy miesięcznicach i rocznicach smoleńskich oraz takich uroczystościach i wydarzeniach, które są związane z przejściem, przemarszem czy wyłączaniem ulic, które łączyły się nie tylko z wyłączeniem z parkowania, ale w ogóle z możliwością przejechania czy przejścia. Licząc tak na szybko jest to kilkadziesiąt takich imprez w ciągu roku – informuje Agnieszka Kłąb, rzeczniczka prasowa Urzędu m.st. Warszawy.

Super organizator?
Można czepiać się także semantyki wypowiedzi pana wiceministra, ale na znaku widnieje napis, że zakaz obowiązuje tylko 12 maja i "nie dotyczy pojazdów z identyfikatorem organizatora imprezy Platformy Obywatelskiej". Nie oznacza to więc, że kierujący pojazdem musi mieć "legitymację partyjną", a specjalne oznaczenie od organizatora. A ten, jak mówi praktyka, jest zawsze wyłączony spod tego typu zakazów.

– Stałą praktyką przy takich wydarzeniach jest to, że organizator musi odpowiednio oznakować na własny koszt miejsce zgromadzenia. Musi zapłacić np. za zajęcie drogi, ale może w zamian poruszać się po tym terenie, bo musi je jakoś zorganizować i zabezpieczyć. Zawsze organizatorzy są wyłączeni spod tych zakazów – tłumaczy Mikołaj Pieńkos.

W samym tylko maju w Warszawie zarejestrowano 70 zgromadzeń i imprez masowych. A ich organizatorzy, to różne podmioty. – W tym przypadku PO jest po prostu organizatorem i jak organizatorem jest inna organizacja, również polityczna, to też może znaleźć się na tym znaku. Jeśli chodzi o innych organizatorów takich imprez, to są to różne podmioty np. NGO-sy, kancelaria premiera czy kancelaria prezydenta – wymienia Agnieszka Kłąb.

Tak robi też PiS
Organizując konferencję Patryk Jaki zapomniał chyba, że o postawienie takich znaków wnioskowali także jego koledzy partyjni, np. z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego podczas organizowanej w kwietniu 2017 roku rocznicy katastrofy smoleńskiej. Wtedy także odholowywano samochody osób, które nie były organizatorami imprezy. Tak było np. na ul. Bednarskiej, skąd holowniki wywiozły 26 aut.

Ich właściciele oprócz strat niematerialnych, musieli opłacić koszty holowania, czyli jakieś 600 zł. Podobnie było w marcu tego roku podczas Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Przez cały dzień w miejscach uroczystości obowiązywał podobny zakaz zatrzymywania się i parkowania pod groźbą odholowania pojazdu na koszt właściciela.

Kandydat na prezydenta Warszawy z ramienia Zjednoczonej Prawicy tłumaczył się, że o postawionym przy rondzie de Gaulle'a znaku poinformowali go "oburzeni warszawiacy", czym podzielił się na Twitterze: "Wczoraj dzwonili do mnie oburzeni Warszawiacy. R.Trzaskowski i PO w stolicy rozstawili ZNAKI DROGOWE z symbolem PO. Nie masz legitymacji partyjnej straż miejska odholuje samochód! Kandyduje po to, aby nie było takich znaków w stolicy" (pisownia oryginalna).

Jego spostrzeżenie podchwycił także Jacek Ozdoba, samorządowiec warszawski z ramienia PiS. Porównał on znak postawiony przez organizatorów Marszu Wolności do znaku z czasów komuny.
Ale dziennikarze szybko przypomnieli Jakiemu, że podobne znaki warszawiakom są znane nie od dziś.
– Gdzie był Patryk Jaki, gdy co miesiąc przed cykliczną imprezą PiS w Warszawie rozstawiano barierki za które pod nadzorem setek policjantów wpuszczano tylko sympatyków jego partii? Organizował w tej sprawie jakieś konferencje prasowe? – napisał na Twitterze Bartosz Wieliński.
Czy to nie zaszkodzi mieszkańcom?
Na sprawę poruszoną przez Jakiego na piątkowej konferencji prasowej, można spojrzeć też z innej strony. Skoro PO, Nowoczesna i KOD legalnie organizują swój marsz, dostali pozwolenia, przez co można było oznakować miejsce zgromadzenia i poinformować mieszkańców o tym, że ich pojazdy mogą być w tym dniu odholowane, to dlaczego Jaki nawołuje do usunięcia tych znaków?

– Panie Rafale Trzaskowski, kandydacie Platformy, Platformo, złóżcie ten znak, który dzieli warszawiaków. Nie może być tak, że jeżeli ktoś ma legitymację Platformy, to jest lepiej traktowany w tym mieście. (...) Jeszcze raz apeluję: zburzcie ten znak, symbol, który dzieli warszawiaków – mówił na piątkowej konferencji wiceminister sprawiedliwości. Czy to nie działanie na niekorzyść mieszkańców?

Pewne jest, że Patryk Jaki poszedł w ślady kontrkandydata z ramienia PO Rafała Trzaskowskiego, jeśli chodzi o punktowanie swojego rywala. Ten ostatni próbował wykorzystać fakt, że wiceminister nie jest rodowitym warszawiakiem. Nie sprawdził jednak, że ogromna część populacji Warszawy to mieszkańcy napływowi z innych miast, przez co sam strzelił sobie w stopę. To skrzętnie wykorzystał Jaki. Jak teraz wpadkę Jakiego wykorzysta Trzaskowski? W Warszawie już zrobiło się gorąco, a to dopiero początek rywalizacji.
Trwa ładowanie komentarzy...