Grupa naTemat

Grysiak, Gawryluk, Kalczyńska. Trzy młode dziennikarki – konserwatystki walczą o życie. Czy powstrzymają feministki?

Fot. Polsat
Śmiały głos w polskich media. Brygida Grysiak, Dorota Gawryluk i Anna Kalczyńska – nie kryją swoich konserwatywnych poglądów. Opowiadają się za rodziną i życiem, są przeciwko aborcji i in vitro. To praktycznie niespotykany nurt w mediach mainstreamowych, gdzie poglądy "pro-life" uważane są za zacofane i umacniające stereotypowy obraz katolickiej matki Polki.

Debata o in vitro, aborcji i związkach partnerskich, parady równości i pierwsza transseksualna posłanka w Sejmie. Biorąc to pod uwagę, chyba ciężko stwierdzić, że Polska jest krajem skrajnie konserwatywnym, w którym nie dopuszcza się do głosu tych, którzy domagają się jego liberalizacji.


Owszem, nie brakuje głosów, które poglądy homoseksualne i proaborcyjne potępiają. Również publicznie. Nie brakuje i takich, którzy się z nich naśmiewają. Aborcja, in vitro, eutanazja, antykoncepcja czy pary homoseksualne były i będą tematami niezwykle elektryzującymi. Dotyczą w końcu kwestii społeczno – moralnych, a te zawsze wywołują dyskusję, również tę utrzymaną w charakterze agresywnego "anty".

Zobacz także: Związki partnerskie to "niegodne uczynki", a Jarosław Kuźniar "student". Krystyna Pawłowicz ustawia Sejm i telewizję

Tego "anty" praktycznie nie spotykamy oczywiście w mainstreamowych mediach. Tam obowiązuje, przynajmniej pozorna, równość i tolerancja. Szczególnie wykształcone kobiety, zabierające głos w debatach publicznych, podkreślają, że nowoczesna i niezależna kobieta to ta, która ma prawo do decydowania o sobie, w tym np. o prawie do aborcji, dostępie do antykoncepcji i in vitro. Na tym tle wyróżniają się Brygida Grysiak, Dorota Gawryluk i Anna Kalczyńska. Otwarcie opowiedziały się za życiem, czym ściągnęły na siebie atak feministek i środowisk liberalnych.

Kościelne głupki

Dorota Gawryluk, znana dziennikarka i prezenterka opublikowała w minioną niedzielę swój felieton o in vitro w tygodniku "Idziemy", o czym pisaliśmy w naTemat. Dziennikarka Polsatu stwierdziła w nim, że in vitro to sposób, "by napuścić jednych na drugich, pokazać, kto jest postępowy, a kto zacofany". Według niej, jest to problem niezwykle ważny z moralnego punktu widzenia, a rządzący traktują go jako argument wyborczy.

Dorota Gawryluk
felieton w tygodniku "Idziemy"

Jedno jest pewne – jeśli chce się jakąś sprawę załatwić i uporządkować, jeśli ma się czyste intencje, nie robi się tego w telewizyjnych studiach. Bo tam chodzi tylko i wyłącznie o piętnowanie obrońców życia najbardziej perfidnymi metodami. Na przykład wmawiając im, że nienawidzą dzieci z próbówki.


To, że poglądy Gawryluk nie są mile widziane w sferze publicznej udowodniła chociażby Katarzyna Wiśniewska w "Gazecie Wyborczej". Wiśniewska poglądy Gawryluk uznała za m.in. za przejaw ciemnoty i religijnego zabobonu, w stylu tych, które głoszą wiejscy proboszczowie na kazaniu. Felieton Gawryluk nie był agresywny. Natomiast Wiśniewskiej owszem. Udowodniła nim, że ci, którzy in vitro nie uznają, nie mogą się do tego publicznie przyznawać, bo zostaną uznani za kościelne głupki.

Katarzyna Wiśniewska
o Dorocie Gawryluk

Jeśli dziennikarka swoją wiedzę o in vitro opiera na tym, co usłyszała w niedzielnym kazaniu, lepiej by było, aby rozterkami dzieliła się z pamiętnikiem, zamiast chwalić się nimi publicznie.


To zdecydowanie słaby argument, bo jak słusznie przypomniał Tomasz Machała w swoim blogowym wpisie "Nie uciszać Doroty Gawryluk", Gawryluk nie jest niewykształconą, nieświadomą, zacofaną dziewczyną z prowincji, ale prowadzącą jeden z trzech najważniejszych telewizyjnych programów informacyjnych w Polsce.

"Nie jest to stanowisko, które się zdobywa za siedzenie w kościele i pokorne słuchanie wiejskich proboszczów. Nie jest to robota, którą można wykonywać z wiedzą o świecie ograniczoną do "Uważam Rze" i katolickich pisemek. Jest wprost przeciwnie. Dorota Gawryluk jest od kilkunastu lat bardzo dobrze znaną dziennikarką, która ma na koncie sporo sukcesów. I którą osobiście wysoko cenię za jakość pracy w Polsacie".


Prawicowy TVN24

Dorota Gawryluk to nie jedyna telewizyjna dziennikarka o konserwatywnych poglądach. Brygida Grysiak i Anna Kalczyńska to konserwatywne skrzydło stacji uznawanej za liberalną – TVN24.

Brygida Grysiak nigdy nie kryła swojej religijności i poglądów broniących życia. Zwieńczeniem tego jest napisana przez nią książka "W obronie życia", w której potępia aborcję i atakuje kobiety, które chwalą się, że jej dokonały. Jak sama mówi, napisała książkę, bo w publicznej debacie o obronie życia nie doczekała się głosu kobiet, "które ten wybór mają już za sobą. Kobiet, które wybrały życie". Dziennikarka TVN24 podkreśliła w książce, że przerażają ją proaborcyjne manifesty i duma z powodu dokonania aborcji.

Środowiska prawicowe przyjęły publikację bardzo ciepło. Znana twarz i niewygodne, niemodne poglądy. Zupełnie odwrotnie zareagowały oczywiście kręgi propagujące wolność wyboru w "kwestiach prokreacyjnych". Jednym z nich był publicysta "Krytyki Politycznej" Cezary Michalski, który przyrównał ją do dziennikarzy socjalistycznych i zarzucił jej brak wiedzy z zakresu biologii.

Swoich konserwatywnych poglądów nie kryje również redakcyjna koleżanka Grysiak – Anna Kalczyńska. Swoją poglądową manifestację prowadzi przede wszystkim na Twitterze. – Pracuję w telewizji informacyjnej, więc nie ma tam zbyt wiele miejsca na reprezentowanie własnych poglądów. Dlatego swoje poglądy prezentuję na Twitterze – przyznaje w rozmowie z naTemat dziennikarka.

Kalczyńska nie uważa określenia "matka Polka katoliczka" za obraźliwe. Nie czuje się też zacofana. – Taka matka Polka powinna być jeszcze bardziej świadoma. Jako katoliczka mam codziennie jeszcze więcej wyborów. Nie jesteśmy ślepo zdane na Dekalog oraz nakazy i zakazy Kościoła. Aktywnie i świadomie podejmujemy każdego dnia decyzje i wybory. Oczywiście w kontekście nauki Kościoła – twierdzi Anna Kalczyńska.

Czytaj również: Kolejne aborcyjne wyznanie. Jedni się cieszą, drudzy mają już tego dość

Jej zdaniem, jesteśmy już na tyle dojrzałym społeczeństwem, że akceptujemy fakt, że ludzie mają różne poglądy i chcą o nich mówić. – Swoboda wypowiedzi powinna być akceptowana tym bardziej w środowiskach ludzi wykształconych, w tym dziennikarzy. Nie czuję się stygmatyzowana z powodu swoich poglądów – podkreśla. Chociaż, jak przyznaje w redakcji dochodzi czasem do sporów w kwestiach fundamentalnych. – Mamy w końcu demokrację – śmieje się dziennikarka i dodaje, że jeśli w TVN24 ograniczano by jej swobodę wypowiedzi, poszukałaby innej redakcji.

To nie są pieniaczki

Konserwatywne dziennikarki liberalnych stacji mają duże wsparcie konserwatywnych mediów. Grysiak udzieliła po publikacji książki wywiadu w "Gościu Niedzielnym", Gawryluk opublikowała felieton w "Idziemy".

– Dla mnie te dziennikarki udowodniły, że nawet będąc dziennikarzem, można zachować ludzkie odruchy – zauważa Tomasz Terlikowski, redaktor naczelny portalu Fronda – Obrona życia nie jest kwestią religijną – podkreśla.

Jego zdaniem, człowiek, który zachował ludzkie odruchy opowiada się za życiem. – Człowiek nowoczesny, powinien wiedzieć, jak wygląda dziecko w 12 tygodniu ciąży, a jeśli ma resztki sumienia nie poprałby aborcji, która jest niczym innym, jak rozerwaniem człowieka na strzępy lub zatruciem chemicznym i wydaleniem – zaznacza redaktor naczelny Frondy – Pani Grysiak, pani Gawryluk i pani Kalczyńska udowadniają, że w każdym medium można bronić życia i wybór redakcji nie wiąże się z rezygnacją z własnego sumienia i bycia człowiekiem – dodaje Terlikowski.

Również wśród dziennikarzy o liberalnych poglądach nie brakuje tych, którzy szanują ten głos.

– Dorota Gawryluk i Brygida Grysiak mają takie poglądy i się ich trzymają. Prowadzą sensowną dyskusję. To nie są jakieś pieniaczki. To bardzo rozsądne i fajne dziennikarki, które są po drugiej stronie barykady. Bardzo je szanuję za sposób, w jaki zabierają głos. Nie oceniają, nie osądzają i nie obrażają, tylko rozsądnie dyskutują – podkreśla nasza blogerka Paulina Młynarska, dziennikarka i prezenterka telewizyjna.

Jej zdaniem to ogromnie ważne, że dziennikarze przestali w końcu udawać, że nie mają poglądów.

To głos kobiet przeciwko kobietom

Nieco inaczej sprawę widzą feministki. – Każda pani i każdy pan ma prawo mówić to, co chce. Mamy w końcu wolność słowa, nie zmienia to jednak faktu, że te dziennikarki są kobietami, które wypowiadają się przeciwko prawom kobiet – uważa nasza blogerka Anna Dryjańska, socjolożka z fundacji Feminoteka. Przypomina jednak, że historia zna takie przypadki. – Obok sufrażystek były przecież antysufrażystki – podkreśla Dryjańska.

Jej zdaniem, Grysiak, Gawryluk i Kalczyńska zapominają, w jaki sposób zdobyły prawo głosu. – Te panie występują korzystając ze wszelkich zdobyczy kobiet z
poprzednich dziesięcioleci, które wywalczyły im matki, babki i prababki. Dzięki ich walce mogły się wykształcić, iść na uniwersytety, do pracy. To dzięki walce o prawa kobiet mogą się teraz wypowiadać – zaznacza socjolożka – W tej chwili podcinają gałąź, na której siedzą wszystkie kobiety. Na szczęście jest to mniejszość głosów w sferze publicznej w Polsce – dodaje.

Czytaj również: Walka pro-life i pro-choice coraz ostrzejsza. Z jednej strony "język nienawiści", z drugiej "szantaż emocjonalny"

Dryjańska uważa, że tego typu poglądy to strategia trzymania z mężczyznami, w tym przypadku hierarchami Kościoła. – To strategia krótkowzroczna. Za 50 lat będziemy na to patrzeć z takim samym zdziwieniem, jak patrzymy dziś na kobiety, który sprzeciwiły się prawu wyborczemu kobiet – zaznacza Dryjańska.
ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
Polityka krajowaMediaKościółReligiaHomoseksualizmAntykoncepcjaKonserwatyzmZwiązki partnerskieFeminizmAborcjaObyczaje
Skomentuj