Na Facebooku masowo publikują oświadczenie o prawach autorskich. Ale to najwyżej rozbawi Marka Zuckerberga

Oświadczenie o prawach autorskich opublikowane na facebookowym profilu niewiele da.
Oświadczenie o prawach autorskich opublikowane na facebookowym profilu niewiele da. Fot. Shutterstock
"Śmiech na sali". Tylko tak można zareagować na falę łańcuszków zalewających profile na Facebooku. Spora część użytkowników jest przekonana, że wklejając na swój profil magiczną formułkę "Oświadczam, że…" uchroni się przed przekazaniem praw autorskich Facebook'owi. To kompletna bzdura, która nic nie zmieni. No może poza opinią o wklejającym. – Jednostronne oświadczenie opublikowane na tablicy użytkownika nie jest w żaden sposób wiążące dla Facebooka – tłumaczy Konrad Traczyk, szef Social Hackers.

Teraz – za sprawą kolejnych zmian w regulaminie Facebooka – sytuacja się powtarza.
Wcześniej obawy dotyczyły wejścia Facebooka na giełdę, która miała wiązać się z tym, że prawa autorskie użytkowników do publikowanych zdjęć, filmów itd. rozproszą się pomiędzy wszystkich akcjonariuszy. Wklejenie magicznej formułki ma temu rzekomo zapobiec i uchronić przed komercyjnym wykorzystywaniem zawartości naszych profili.



Po Facebooku krążyły (teraz znów się pojawiają) długie i poważnie wyglądające oświadczenia dotyczące praw autorskich. Najpierw były tylko po angielsku, ale wygląda na to, że cieszyły się wyjątkową popularnością – teraz funkcjonują także w języku polskim. Nawet w dwóch wersjach.

Zobacz też: Nawet poseł Wipler nabrał się na to oświadczenie.

Kolejny łańcuszek
Oświadczenie brzmi poważnie i tak też traktują je nieświadomi całego absurdu użytkownicy. Pracownicy Facebooka z Markiem Zukerbergiem na czele raczej się tym jednak nie przejmą. Cała akcja z oświadczeniami jest jedną wielką bzdurą, co potwierdza chociażby fakt nieudolnego tłumaczenia z języka angielskiego. To tylko kolejny łańcuszek krążący po Facebooku, który internauci podłapali niczym najświętszą prawdę. Wklejenie całej formułki nie da absolutnie nic, poza zyskaniem łatki kogoś, kto dał się nabrać.

Nie przegap też: 7 najpopularniejszych przekrętów z Facebooka. Oświadczenie o prawach autorskich to tylko początek
Fragment oświadczenia

W odpowiedzi na nową politykę FB informuję, że wszystkie moje dane personalne, ilustracje, rysunki, artykuły, komiksy, obrazki, fotografie, filmy itd. są obiektami moich praw autorskich (zgodnie z Konwencją Berneńską). W celu komercyjnego wykorzystania wszystkich wyżej wymienionych obiektów praw autorskich w każdym konkretnym przypadku wymagana jest moja pisemna zgoda!


Dalej czytamy ostrzeżenia o tym, że wszystko, co wrzucimy na swój profil może być automatycznie wykorzystane przez Facebooka. Chyba że przynajmniej raz opublikujemy to "zbawienne" wręcz oświadczenie.

fragment oświadczenia

Każdy, kto czyta ten tekst może skopiować go na swój profil FB. Dzięki temu będzie chroniony ustawą o prawach autorskich.


To nic nie da
Konrad Traczyk, prezes Social Hackers oraz twórca strony Fejs.pl nie pozostawia złudzeń. – Jednostronne oświadczenie opublikowane na tablicy użytkownika nie jest w żaden sposób wiążące dla Facebooka – wyjaśnia, jednocześnie dodając, że prawnie wiążąca umowa zawierana jest w momencie rejestracji konta na serwisie. – Nie bez powodu zaznacza się wtedy te wszystkie ptaszki, które potwierdzają przeczytanie i zaakceptowanie regulaminu. Są zabezpieczeniem dla serwisu – słyszymy.

Powagę i skuteczność oświadczenia ma potwierdzać powoływanie się na różne przepisy i konwencje. Żeby było zabawniej, jedna z polskich wersji oświadczenia nawiązuje do "Konwencji Bernera". Co ciekawe, coś takiego nie istnieje. Chodziło zapewne o Konwencję Berneńską, wspomnianą już w drugiej, poprawionej wersji oświadczenia. To międzynarodowa umowa dotycząca respektowania praw autorskich zawarta w... 1886 roku

Czytaj: Bez Facebooka jak bez ręki? Oni to lubią. Rośnie grupa ludzi, którzy chcą żyć offline

– Może sporo osób złapało się na to właśnie dlatego, że treść oświadczenia była sformułowana poważnym, formalnym i deklaratywnym językiem. Wyglądało, jakby napisał je prawnik, a nie zwykły internauta. Pewnie z tego powodu niektóre osoby, których normalnie byśmy o to nie podejrzewali, opublikowały ten status trochę w pośpiechu i pędzie – zastanawia się Konrad Traczyk.

Tak wygląda "magiczne" oświadczenie


Po prostu sprawdź regulamin
Wszystkie kwestie związane z prywatnością i prawami autorskimi do wrzucanych na swój profil materiałów dokładnie określa regulamin Facebooka. Nie przypominasz sobie, żebyś go akceptował? Nie martw się, Facebook o wszystko zadbał i zrobiłeś to podczas zakładania konta. Wrzucenie zdjęcia lub filmu do serwisu społecznościowego jest równoznaczne z przyznaniem praw do ich wykorzystania Facebookowi.

Regulamin Facebooka

Użytkownik przyznaje nam niewyłączną, zbywalną, obejmującą prawo do udzielania sublicencji, bezpłatną, światową licencję zezwalającą na wykorzystanie wszelkich publikowanych przez siebie treści objętych prawem własności intelektualnej w ramach serwisu Facebook lub w związku z nim (Licencja IP). Czytaj więcej


Licencja wygasa wraz z usunięciem z serwisu treści objętych prawem własności intelektualnej lub skasowaniem swojego konta, ale Facebook zabezpieczył się również przed tym.

Regulamin Facebooka

Użytkownik przyjmuje jednak do wiadomości, że kopia zapasowa usuniętych treści może być przechowywana przez uzasadniony okres czasu (ale nie będzie udostępniana innym). Czytaj więcej


Facebook wyraźnie zaznacza, że wrzucenie czegokolwiek na swój profil nie wiąże się z utratą osobistych praw autorskich, czyli tego, że przy wykorzystaniu naszych materiałów musi być zaznaczone jego autorstwo – są niezbywalne dla twórcy. Niemniej jednak każdorazowo udzielamy serwisowi licencji na ich wykorzystywanie, rezygnując z jakichkolwiek roszczeń finansowych.

Z regulaminu dowiadujemy się, że serwis nie udostępnia naszych informacji innym podmiotom za wyjątkiem sytuacji, w których uzyskał naszą zgodę i odpowiednio nas o tym poinformował. Jeżeli nie przypominasz sobie, żebyś dostał taką informację to lepiej dokładnie przejrzyj regulamin, który zaakceptowałeś przy zakładaniu konta.

Wierzymy znajomym
Oświadczenie masowo publikują nawet osoby – wydawałoby się – zaznajomione z internetem i mechanizmami łańcuszków. Socjolog internetu, dr Dominik Batorski przyznaje, że w ostatnim czasie widział sporo tych wpisów.

– To typowy łańcuszek. Kluczowa jest kwestia skąd otrzymujemy takie informacje. Jeżeli pojawiają się one u dziesiątek znajomych, których nie tylko znamy, ale im ufamy, to nie czujemy potrzeby sprawdzenia prawdziwości takiego wpisu – mówi w rozmowie z naTemat. I dodaje: – Nawet jeżeli jest to informacja nieprawdziwa lub mało realna to fakt, że powiela ją tak dużo osób jest w stanie przekonać do wzięcia w tym udziału.

Zobacz: Wpadka Facebooka. Konta użytkowników dostępne dzięki jednemu kliknięciu

Nasz rozmówca jest ostrożny w stwierdzeniu, że publikowanie takich informacji na swoich profilach może źle świadczyć o tych osobach i wiązać się np. z łatwowiernością. – Niektórym może po prostu brakować trochę internetowych kompetencji, ale widząc coś u wielu znajomych zakładają, że to prawda. Nikt nie opublikowałby informacji pochodzącej z niewiarygodnego źródła – mówi.

Problem Facebooka
Konrad Traczyk przypomina inną sytuację, kiedy to fanpage'e publikowały podobne statusy na swoich stronach. – Tam chodziło jednak o zmianę ustawień, która dotyczyła ograniczenia widoczności wpisów, więc to trochę inna kategoria, a nie typowy łańcuszek – przypomina specjalista. Jego zdaniem te dwie sytuacje pozwalają dojść do wniosku, że Facebook ma ewidentnie luki jeżeli chodzi o komunikacją ze swoimi użytkownikami. Zarówno prywatnymi, jak i biznesowymi.

– Facebook stoi na pozycji firmy, które wręcz organizuje życie kilkuset milionom ludzi na całym świecie i zdaje się nie do końca przejmować pojedynczymi uwagami – mówi nasz rozmówca. Sprawę mógłby rozwiązać jakiś wspólny kanał komunikacyjny. – Tam każdy przeciętny użytkownik mógłby zadać pytanie i dostać wiążącą odpowiedź – mówi i zaznacza, że z drugiej strony z Facebooka korzysta tak dużo ludzi, że nie wiadomo, czy takie rozwiązanie byłoby możliwe do zrealizowania.
Trwa ładowanie komentarzy...