KONKURS Wygraj topową myszkę dla graczy

Kochane dzieci sądy odbierają łatwiej. W niedzielę wielki sprzeciw wobec wyroku w sprawie Bajkowskich z Krakowa

Inicjatywa "Nie niszczcie rodziny" w niedzielę organizuje w Krakowie manifestacje w obronie rodzin takich, jak Bajkowscy, którym w kontrowersyjnych okolicznościach sąd odebrał dzieci.
Inicjatywa "Nie niszczcie rodziny" w niedzielę organizuje w Krakowie manifestacje w obronie rodzin takich, jak Bajkowscy, którym w kontrowersyjnych okolicznościach sąd odebrał dzieci. Fot. Shutterstock.com
- Zadbana rodzina, kochane dzieci. To mogło przytrafić się właściwie każdej normalnej rodzinie - mówi o głośnej sprawie odebrania dzieci rodzinie Bajkowskich z Krakowa Grzegorz Mika z inicjatywy "Nie niszczcie rodziny", która już w najbliższą niedzielę organizuje w Krakowie wielką manifestację w obronie rodziny i przeciw absurdom często orzekanym przez sądy rodzinne.

Nawet kilka tysięcy osób może przejść w niedzielę ulicami Krakowa, by wyrazić swój sprzeciw wobec decyzji sądu, który w kontrowersyjnych okolicznościach odebrał dzieci rodzinie Bajkowskich z Kurdwanowa. Choć o tych ludziach nikt nie mógł powiedzieć, że są rodziną patologiczną, krakowski sąd rodzinny uznał, że należy im odebrać trójkę dzieci, gdyż w rodzinie na pewno stosowana jest przemoc. Najbardziej bulwersujące jest w tej sprawie jednak to, jak mało trzeba było sędziemu, by przyjąć, że dzieci naprawdę są krzywdzone, a także fakt, iż Bajkowscy sami wcześniej zgłosili się z problemami natury rodzinnej do jednego z krakowskich ośrodków. I od tego wszystko się zaczęło...

Czytaj więcej: Niebezpieczni psycholodzy, niebezpieczni terapeuci, niebezpieczny sąd rodzinny

"Zwykli rodzice, przejęci, że dzieci nie lubią chodzić do szkoły, poszli na terapię rodzinną do Krakowskiego Instytutu Psychoterapii. Opowiadali terapeutom certyfikowanym przez Polskie Towarzystwo Psychiatryczne, jak wychowują dzieci - dobrze funkcjonujących i uczących się chłopców w wieku od 10 do 13 lat. Chcieli je wychowywać jeszcze lepiej, bez klapsów, które ojciec wymierzył, gdy syn rzucał kamieniami w ludzi. Gdy postanowili zrezygnować z terapii, bo nie odpowiadała ich potrzebom, psycholodzy rozpętali rodzinie piekło" - tak sprawę Bajkowskich komentuje blogerka naTemat, psychoterapeutka Milena Karlińska-Nehrebecka.

Lepiej zapełniać domy dziecka, niż pomagać rodzinie?

Oto garść rad dla tych, którzy nie chcą podzielić losu rodziny Bajkowskich. Kiedy szukasz psychoterapii:

- Upewnij się, że psychoterapeuta szanuje cię jako rodzica i nie rywalizuje z tobą o względy twoich dzieci.

- Upewnij się, że psychoterapeuta nie krytykuje cię w obecności twoich dzieci.

- Upewnij się, że twój psychoterapeuta jest mądry i dojrzały a nie przemądrzały. CZYTAJ WIĘCEJ

Ekspertka podkreśla, że w świetle sprawy rodziny Bajkowskich z Krakowa, trudno dziwić się tym, którzy uznają, że zwrócenie się o pomoc do teoretycznie stworzonych w tym celu instytucji może napawać obawą. Bo niebezpieczna dla rodziny może okazać się pomoc psychologów i terapeutów. W 2010 roku Bajkowscy uznali, że skoro ich synowie mają coraz większe problemy, by trafić do szkoły, warto poszukać pomocy specjalistów. W końcu w Europie w takich sytuacjach to standard. Zwrócili się więc do wspomnianego Krakowskiego Instytutu Psychoterapii, gdzie pojawili kilkakrotnie na terapii rodzinnej i małżeńskiej. Po roku zrezygnowali i kiedy przestali pojawiać się w ośrodku terapeutycznym, ten zgotował im cały ten dramat.

Wkrótce w ich domu pojawił się kurator, by zbadać problem ze stosowaniem przemocy. Bajkowscy zachodzili w głowę, o jaką przemoc chodzi. Szybko okazało się, że w trakcie dobrowolnej terapii przyznali, że czasem stosują wobec dzieci klapsy, a nastoletni chłopcy od czasu do czasu jadą sami pociągiem z Krakowa do Łodzi, albo zostają na weekend w domu. W rozumowaniu krakowskich psychologów, jedyną diagnozą, którą można opisać taką (dość typową w wielu rodzinach) sytuację jest przemoc domowa i "stawianie małoletnich w sytuacji nadmiernej samodzielności i odpowiedzialności". To ostatnie, m.in. o zostawaniu samemu w domu.

Szybko została więc uruchomiona machina wymiaru sprawiedliwości i Bajkowskich czekało postępowanie przed sądem rodzinnym w sprawie ograniczenia władzy rodzicielskiej. W jego trakcie zebrano także opinię o rzekomo maltretowanych braciach ze szkoły. Ta napisała wszystko, co wiedziała. Czyli że młodzi Bajkowscy o problemach ze szkołą już dawno zapomnieli, że mają średnią 4,3 i 4,6. Przychodzą na lekcje zadbani, a rodzice utrzymują ze szkołą właściwe kontakty. Szkoła podkreślała, że współpraca z rodziną Bajkowskich "układa się bardzo dobrze"

Wydawało się, że sprawa jest kuriozalna, a przed Bajkowskimi pewne zwycięstwo w sądzie. Ten na jednej z pierwszych rozpraw zlecił jednak zbadanie sytuacji Rodzinnemu Ośrodkowi Diagnostyczno-Konsultacyjnemu. Jego eksperci przyznali, że rodzeństwo Bajkowskich ma dobre warunki w domu, ale doszukał się jednak problemów z zapewnieniem im właściwych warunków wychowawczych. Psycholodzy ocenili, iż rodzice "wadliwie funkcjonują w swoich rolach". Ekspertom nie podobało się m.in. to, że ojciec jest dominującą postacią w rodzinie. Wraz z żoną nie potrafi podobno też zapewnić im odpowiedniego rozwoju emocjonalnego. Nawet jeśli ta ocena była słuszna, każdy za najlepsze rozwiązanie uznałby pewnie dalszą terapię rodzinną. Tymczasem RODK zaleca sądowi odebranie dzieci Bajkowskim i skierowanie ich do rodziny zastępczej albo domu dziecka.

"Nie do więzienia!"

Niedawno sąd przychylił się do tej opinii i nakazał odebranie Bajkowskim dwójki z trójki rodzeństwa i skierowanie ich pod lepszą opiekę, którą w ocenie sądu na pewno znajdą w domu dziecka. Przez kilka tygodniu udawało się odwlec wykonanie wyroku, jednak w ubiegłym tygodniu policja podstępem zabrała dzieci ze szkoły. Chłopcy krzyczeli, że "nie chcą iść do więzienia". "Środowa egzekucja (bo tak należy z całą świadomością dwuznaczności tego słowa zdarzenie nazwać) wyroku o ograniczeniu władzy rodzicielskiej oraz umieszczeniu dzieci w placówce opiekuńczej została dokonana z zaskoczenia i w warunkach uwłaczających ludzkiej godności. Dzieci zabrano siłą ze szkoły w czasie lekcji i na dodatek bez zachowania koniecznej w takich sytuacjach dyskrecji. Brakowało tylko antyterrorystów w kominiarkach" - komentował tę sprawę Bogusław Chrabota, redaktor naczelny "Rzeczpospolitej", której dziennikarze śledzili sprawę rodziny Bajkowskich.

Sprawdź również: Młodzież kradnie coraz chętniej. Efekt kryzysu, który dotarł nad Wisłę, czy nowy styl życia?

Jak dramatycznym przeżyciem jest to wszystko dla chłopców najlepiej obrazuje nagranie, na którym sami odpowiadają o umieszczeniu ich w domu dziecka:


Właśnie dlatego organizatorzy zaplanowanej na niedzielę manifestacji w Krakowie przypominają, że sąd rodzinny to organ, który w systemie sprawiedliwości jest powołany po to, by przede wszystkim rodzinom służyć, a nie je tylko i wyłącznie karać. Tymczasem rodziny takie, jak Bajkowscy dotkliwie karane są często nawet wówczas, gdy brakuje dowodów, a decyzja sądu urąga nie tylko poczuciu solidarności, ale i zdrowemu rozsądkowi. - I tu nawet nie jest istotna skala zjawiska. Nawet gdyby chodziło o jeden tak niesprawiedliwy przypadek, to i tak mówimy o jednym przypadku za dużo. Mamy jednak sporo informacji od zaprzyjaźnionych organizacji, że podobnych przypadków jest niestety coraz więcej. Fundacja Karoliny i Tomasza Elbanowskich Rzecznik Praw Rodziców założyła nawet specjalny telefon pomocowy dla osób w podobnej sytuacji i tylko od początku marca rodzice zgłosili już dziesięć przypadków nieprawidłowości - mówi w rozmowie z naTemat Grzegorz Mika z inicjatywy "Nie niszczcie rodziny", która organizuje w niedzielę krakowską manifestację.

Przed takimi absurdami trzeba się bronić

Mężczyzna podkreśla, że choć w niedzielę będą przypominali, iż podobne problemy ma wiele polskich rodzin, to główną inspiracją inicjatywy jest wsparcie Bajkowskich. Nie chodzi im nawet o postawioną przez psychologów kontrowersyjna diagnozę, ale decyzję sądu i sposób jej wyegzekwowania. - Być może były w tej rodzinie pewne problemy, ale środki są nieadekwatne. Informacje, jakie posiadamy, nie wskazują jednak na istnienie przemocy w tej rodzinie - mówi Grzegorz Mika. Jego zdaniem problem Bajkowskich wiąże się też z nową definicją przemocy w rodzinie, którą niedawno wprowadzono do polskiego prawa. - Dziś za przemoc uznaje się stawianie w kącie za karę czy zabranie kieszonkowego. A co to znaczy przemoc? Jesteśmy jej oczywiście przeciwni, ale to pojecie to nie jest jeden wielki worek, do którego można wrzucać wszystkie zachowania. Nie mówimy, że jesteśmy pewni, że rodzice Bajkowscy są w stu niewinni, być może nie wiemy wszystkiego. Jednak naszą wielką wątpliwość budzi to, że całe środowisko - także osoby zaangażowane w organizację manifestacji znające osobiście Bajkowskich - uważa ich za bardzo dobrą, wręcz przykładną rodzinę. Na podstawie naszej wiedzy możemy stwierdzić, że podjęte w tej sprawie środki są zdecydowanie nadmierne i nieadekwatne do sytuacji - podkreśla organizator manifestacji w obronie rodzin.

- Wiele osób podkreśla, że to zadbana rodzina, a dzieci są kochane. To mogło przytrafić się właściwie każdej normalnej rodzinie. Jakiś rodzaj pecha chciał, że tak się ta cała sytuacja dalej potoczyła. Bo odebranie dzieci to powinna być ostateczność. W tym przypadku nie można przemilczeć jednak także tego, jak się to odbyło. W imię dobra dziecka wykonano wyrok w skandaliczny sposób. Te dzieci zabrano przecież podstępem ze szkoły, w kompletnie absurdalny sposób. Przed tym właśnie trzeba się bronić. To jest właśnie wyjątkowo niepokojące - podsumowuje Mika.

Zobacz także: Jarosław Gowin chce zaostrzyć prawo o odbieraniu dzieci rodzicom. "Ogromnie mnie to niepokoi"

Przyjaciele rodziny Bajkowskich w swojej walce z absurdami systemu pomocy społecznej i wymiaru sprawiedliwości nie są osamotnieni. Od niedawna mają po swojej stronie także wiele bardzo wpływowych osób. Podczas krakowskiej manifestacji w pierwszym rzędzie na pewno będzie można sobaczyć tamtejszego posła Prawa i Sprawiedliwości Andrzeja Dudy, który publicznie przysiągł, że zrobi wszystko, by wyjaśnić i rozwiązać sprawę Bajkowskich. Swoją pomoc zaoferował także szef małopolskich struktur Platformy Obywatelskiej Andrzej Halicki, który sprawą zainteresował Ministerstwo Sprawiedliwości, gdzie ma się jej osobiście przyglądać sam minister Jarosław Gowin.
ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
PrawoDzieci
Skomentuj