
Reklama.
Wielka Manifa Warszawska skupiła się na edukacji równościowej. Organizatorki chciały zaznaczyć, że pomaga to budować wzajemny szacunek. Mówiono także o eliminowaniu przemocy w domu, oraz większej sprawiedliwości w pracy.
Trzeba zaznaczyć, że w przypadku tych dwóch ostatnich postulatów Polska nie najgorzej przedstawia się na tle reszty Europy. Według Agencji Praw Podstawowych w niechlubnym dla mężczyzn rankingu 19 proc. polskich kobiet doświadczyło przemocy fizycznej lub seksualnej (średnia to 33 proc.). Natomiast jeśli chodzi o zarobki to średnia różnica w zarobkach wynosi w Europie 16,5 proc, a w Polsce zaledwie 2 procent. Jednak wiadomo, że obie te kwestie należy zniwelować, i właśnie o to walczą nasze feministki.
We Wrocławiu, podobnie jak w stolicy marsz przebiegał spokojnie. Poza hasłami warszawskich feministek, Wrocławianki żądały zmiany polityki wrocławskiego samorządu. Pochód zatrzymywał się przed budynkami należące do urzędu miasta. W Katowicach kobiety protestowały przeciwko przemocy domowej, mówiąc, że to problem zamiatany pod dywan. W Kielcach Joanna Senyszyn zwróciła uwagę, że kobiety są dyskryminowane na rynkach pracy.
W Łodzi Ruch Narodowy kilka godzin przed przejściem demonstracji zorganizował swój protest pod hasłem „Bądźmy damami, nie feministkami”. Organizatorzy demonstracji mówili, że współczesne kobiety mnie muszą być feministkami szerzącymi nienawiść do wszystkich, ale jest to także osoba znająca kulturę i tradycje swojego narodu.
Problemy miała natomiast Trójmiejska Manifa. Za pochodem przez miasto szli przedstawiciele Brygady Pomorskiej Obozu Narodowo-Radykalnego. Krzyczeli hasła typu „Feministki do kopalni”, „Cała Polska się z was śmieje – feministki, lesby, geje”, czy też „Gdzie jest Trynkiewicz?”. Wcześniej narodowcy zorganizowali pod gdańskim ratuszem pikietę, która miała być protestem przeciw niszczeniu rodziny, aborcji i ideologii gender.