Zbigniew Ziobro – czy z Parlamentu Europejskiego powróci z tarczą, czy na tarczy?
Zbigniew Ziobro – czy z Parlamentu Europejskiego powróci z tarczą, czy na tarczy? Fot. Iwona Burdzanowska / Agencja Gazeta

Od momentu wejścia naszego kraju do Unii i pierwszych wyborów do ogólnoeuropejskiego ciała ustawodawczego, w których uczestniczyli polscy politycy, wiele się zmieniło. Parlament Europejski postawił partie w nowych realiach, w których nie do końca potrafią się odnaleźć. Czy wysyłać tam polityków, żeby ich zniszczyć, podbudować pozycję, czy może – szalony pomysł – aby pracowali dla dobra kraju? To pytania mogą być nieaktualne, jeśli zostaną wprowadzone listy krajowe do Parlamentu Europejskiego.

REKLAMA
Jak partie wykorzystują Parlament Europejski?
Parlament Europejski stał się z jednej strony miejscem, gdzie władze partii zsyłają niepokornych, albo groźną wewnętrzną opozycję. Takie działanie ma w założeniu odciąć polityków od Macierzy, by osłabić ich kontakty, zmniejszyć poparcie wyborców, czy zniwelować pozycje wewnątrzpartyjną.
Polityczne wańki-wstańki. Miller, Czarnecki, Korwin-Mikke czyli przepis na bezskuteczne odejście

Z drugiej strony wystawienie sprawnego gracza w wyborach do Parlamentu Europejskiego, może jeszcze bardziej go wzmocnić i usamodzielnić. Widać to w przypadku chociażby Prawa i Sprawiedliwości, które wysłało do Brukseli Zbigniewa Ziobrę, by tam "uczył się języków". Teraz, razem z innymi kolegami europarlamentarzystami, założył konkurencyjną dla PiS partię, która może jej zagrozić.
Jak listy krajowe mogą zmienić polityczną rzeczywistość?
Wybory w takiej formie, będą wyglądać trochę inaczej. Partia będzie układała listę, na którą będą głosowali ludzie w całej Polsce. Co to oznacza dla samych ich uczestników? Powstanie pula "pewniaków", którzy będą mieli bardzo wysokie prawdopodobieństwo dostania się. Nie będą musieli więc zabiegać o wyborców w kraju. Czy to dobrze? Częściowo na pewno tak – zamiast przykładowo brylować w programach telewizyjnych, będą musieli wykazać się skutecznością w Brukseli.
W Niemczech podobny system już występuje. Choć oczywiście wybory przebiegają podobnie, to kultura polityczna w podejściu do Parlamentu Europejskiego, wytworzyła specyficzne zachowania partii. U naszych zachodnich sąsiadów brukselscy politycy są mało znani. Żeby dostać dobre miejsce w kolejnych wyborach od partii, muszą na europejskich salonach walczyć o interesy kraju.
Może jednak spowodować to skutek negatywny. Bardziej będą liczyły się wewnętrzne układy, a wybór europarlamentarzystów pozostanie poza pełną realną kontrolą mechanizmów demokratycznych.
Czy taki system ureguluje sprawy, czy jeszcze bardziej skomplikuje politykę? Jak uważacie?