
Każdy z naszej czternastki ma jakieś doświadczenie w kwestii biegania. Wprawdzie niektórzy zerowe, ale inni już w przeszłości biegali, przynajmniej na zajęcia. Jednak w przygotowaniach do maratonu nasza przeszłość nie ma dla trenera znaczenia. Każdy z nas musi zacząć od samego początku i biegać według jednakowych zaleceń dla wszystkich. Za nami pierwszy miesiąc - zobaczcie, jak nam poszło i jakie pojawiły się wątpliwości.
Tydzień pierwszy
Pierwsze koty za płoty, a wraz z nimi ogromna motywacja, którą mieliśmy na początku. Gdy na nasze skrzynki mailowe przyszła pierwsza rozpiska, niektórzy byli wręcz rozczarowani. Dlaczego? Bo trener, delikatnie mówiąc, nie chciał nas przeciążyć. Na pierwszym wspólnym treningu spotkaliśmy się na warszawskiej Agrykoli. Niektórzy twierdzili, że bardziej przypominał on godzinę z klubem fitness, niż wspólny trening potencjalnych maratończyków.
+
ćwiczenia
+
7-10 serii (1 minuta marszu +1 minuta biegu)
+
ćwiczenia
+
3 minuty marszu
+
rozciąganie.
Tydzień drugi
Drugi tydzień treningowy oznaczał dla nas początek samodzielnych przygotowań. Otrzymaliśmy od trenera tabelki, w których Grzegorz Zwierzchoń wyznaczył nam zadania na konkretne dni. Każdy nasz trening musieliśmy poprzedzać pięciominutowym marszem lub truchtem. To samo, lecz przez trzy minuty, robiliśmy po jego zakończeniu.
Tydzień trzeci
Trzeci tydzień treningów zaczął się od trenerskiego poklepania po mailowym ramieniu:
Moi drodzy,
świetnie sobie radzicie i cieszę się z waszego zapału.
Przede wszystkim życzę Wam Wesołych Świąt i mam nadzieję że ten szczególny czas pomoże wam wypocząć, odetchnąć od zmęczenia dnia codziennego. Pozwoli czerpać przyjemność z treningu - tak tak - trenujemy nawet jak są święta...
Trener przypomniał, że nie ważne jest, czy trenujemy w poniedziałek, czy we wtorek. Istotne jest jednak to, aby pominąć żadnego dnia treningowego, bo każde takie wagary oddalają nas od mety.
Tydzień czwarty
Czwarty tydzień naszego uczestnictwa w programie przyniósł to, przed czym ostrzegali nas trenerzy, czyli nieco "luźniejszy" stosunek do wykonania wszystkich treningów. Niektórzy zaczęli patrzeć na wagę z nadzieją na cud. Tymczasem okazało się, że pierwszy miesiąc nie dał nam jeszcze spektakularnych rezultatów wagowo-estetycznych, za to zweryfikował nasz zapał.
Jak co niedzielę, dostaliśmy już nowe zadania na zaczynający się właśnie tydzień. Czy kryzys będzie się powiększał? Czy w naszych głowach pojawi się pytanie: Po co mi to właściwie było? Jeśli tak będzie, każdy z nas będzie mógł się sięgnąć do wpisów na blogach drużynowych, gdzie opisaliśmy źródła naszej motywacji.

