Od zera do bohatera, czyli nie bądź bohaterem na początku treningów biegowych

Od zera do bohatera, czyli nie bądź bohaterem na początku treningów biegowych
Od zera do bohatera, czyli nie bądź bohaterem na początku treningów biegowych Fot. Teodor Klepczyński
Każdy z naszej czternastki ma jakieś doświadczenie w kwestii biegania. Wprawdzie niektórzy zerowe, ale inni już w przeszłości biegali, przynajmniej na zajęcia. Jednak w przygotowaniach do maratonu nasza przeszłość nie ma dla trenera znaczenia. Każdy z nas musi zacząć od samego początku i biegać według jednakowych zaleceń dla wszystkich. Za nami pierwszy miesiąc - zobaczcie, jak nam poszło i jakie pojawiły się wątpliwości.



Już na próbie wysiłkowej, która miała na celu sprawdzić, czy w ogóle nadajemy się do biegania, widać było bardzo duże zróżnicowanie w naszej kondycji. Niektórzy dotarli zaledwie do trzeciego etapu siedmiostopniowej próby, inni zaś walczyli do końca. Jednak niezależnie od tego, na pierwszym treningu wszyscy znaleźliśmy się w punkcie zero.


Trudno powiedzieć, co jest gorsze - szok spowodowany pierwszym od lat wysiłkiem fizycznym, czy cofnięcie się do początku w momencie, gdy już od jakiegoś czasu wspinaliśmy się na kolejne biegowe szczyty. Niezależnie w której grupie się znaleźliśmy, równie dużym wyzwaniem dla wszystkim była systematyczność. Od ponad miesiąca trenujemy bowiem aż cztery razy w tygodniu, co jak się szybko okazało, jest nie lada wyzwaniem niezależnie od stopnia trudności treningu.


Tydzień pierwszy


Pierwsze koty za płoty, a wraz z nimi ogromna motywacja, którą mieliśmy na początku. Gdy na nasze skrzynki mailowe przyszła pierwsza rozpiska, niektórzy byli wręcz rozczarowani. Dlaczego? Bo trener, delikatnie mówiąc, nie chciał nas przeciążyć. Na pierwszym wspólnym treningu spotkaliśmy się na warszawskiej Agrykoli. Niektórzy twierdzili, że bardziej przypominał on godzinę z klubem fitness, niż wspólny trening potencjalnych maratończyków.


Trening:

5 minutowym marsz
+
ćwiczenia
+
7-10 serii (1 minuta marszu +1 minuta biegu)
+
ćwiczenia
+
3 minuty marszu
+
rozciąganie.


Dowiedzieliśmy się, jakich błędów nie popełniać w trakcie rozgrzewki i rozciągania, których wielu z nas dotąd w ogóle nie robiło! W czasie wspólnych treningów zapamiętujemy ćwiczenia, aby później móc wykonać je samodzielnie.


Tydzień drugi


Drugi tydzień treningowy oznaczał dla nas początek samodzielnych przygotowań. Otrzymaliśmy od trenera tabelki, w których Grzegorz Zwierzchoń wyznaczył nam zadania na konkretne dni. Każdy nasz trening musieliśmy poprzedzać pięciominutowym marszem lub truchtem. To samo, lecz przez trzy minuty, robiliśmy po jego zakończeniu.

Wtorek i czwartek miał wyglądać tak samo: Pięć - siedem serii: minuta marszu + dwie minuty biegu. Na sobotę rozpisano nam pięć serii: dwie minuty marszu i trzy minuty biegu. Niedziela zaś, jak to niedziela, nieco spokojniejsza. Zlecono nam 50-70 minutowy spacer. Zalecenie od trenera: "Nie po centrum handlowym!!!".

Tydzień trzeci


Trzeci tydzień treningów zaczął się od trenerskiego poklepania po mailowym ramieniu:

Grzegorz Zwierzchoń
Trener

Moi drodzy,

świetnie sobie radzicie i cieszę się z waszego zapału.

Przede wszystkim życzę Wam Wesołych Świąt i mam nadzieję że ten szczególny czas pomoże wam wypocząć, odetchnąć od zmęczenia dnia codziennego. Pozwoli czerpać przyjemność z treningu - tak tak - trenujemy nawet jak są święta...


Trener przypomniał, że nie ważne jest, czy trenujemy w poniedziałek, czy we wtorek. Istotne jest jednak to, aby pominąć żadnego dnia treningowego, bo każde takie wagary oddalają nas od mety.

Trzeci tydzień był dla nas jeszcze łaskawy. We wtorek, czwartek i sobotę musieliśmy wykonać pięć serii po dwie minuty marszu i trzy minuty biegu, a w niedzielę wybrać się na 60-80 minutowy spacer.

Tydzień czwarty


Czwarty tydzień naszego uczestnictwa w programie przyniósł to, przed czym ostrzegali nas trenerzy, czyli nieco "luźniejszy" stosunek do wykonania wszystkich treningów. Niektórzy zaczęli patrzeć na wagę z nadzieją na cud. Tymczasem okazało się, że pierwszy miesiąc nie dał nam jeszcze spektakularnych rezultatów wagowo-estetycznych, za to zweryfikował nasz zapał.

– W czwartym tygodniu schudłam, ale raptem 1 kg – mówi Sylwia Sucharska z drużyny naTemat. – Ale i tak jestem zadowolona. Widać troszkę, że ciało się zmienia. Co prawda opuściłam dwa treningi, bo czasami ciężko jest mi je wszystkie wykonywać w tygodniu. Mam nadzieje, że motywacja mnie nie opuści, szczególnie w dni, kiedy padam – mówi moja koleżanka z drużyny, która podobnie jak ja, ma za sobą treningowe grzeszki...

Wtorek i czwartek w czwartym tygodniu treningów wyglądały tak samo. Pięć-siedem serii dwóch minut marszu i trzech minut biegu. Na sobotę Grzegorz zaplanował nam tylko cztery serie, ale za to wydłużył część biegową do czterech minut. W niedzielę tradycyjnie czekał nas spacer, ale tym razem aż 80-100 minutowy.

Co dalej?
Jak co niedzielę, dostaliśmy już nowe zadania na zaczynający się właśnie tydzień. Czy kryzys będzie się powiększał? Czy w naszych głowach pojawi się pytanie: Po co mi to właściwie było? Jeśli tak będzie, każdy z nas będzie mógł się sięgnąć do wpisów na blogach drużynowych, gdzie opisaliśmy źródła naszej motywacji.

Miejmy nadzieję, że Tomasz Jemioło przypomni sobie, że miał dość ciągłego zmęczenia, które było spowodowane między innymi brakiem ruchu.

Być może Michał Rzeźnik oczyma wyobraźni ponownie ujrzy maratończyka mijającego linię mety, który zmotywował go do biegania.

Również Maja Sieńkowska w chwili zwątpienia będzie mogła zajrzeć do bloga swojej drużyny i przeczytać, jak silną motywacją była dla niej chęć przekroczenia własnych granic.

Nigdy nie jest tak, że ktoś zamierza przebiec ponad 42 kilometry z powodu kaprysu. Każdy z nas ma marzenia i cele, które zamierza realizować. Warto o tym pamiętać, gdy już wejdziemy na drogę do spełnia swoich pragnień. Nikt bowiem nie obiecywał, że będzie łatwo. Co najwyżej, że będzie ciekawie :)