
"A ty gdzie dziś biegałeś?" - napisała na Facebooku Maja Sieńkowska z drużyny blogerów, która wypoczywa właśnie w Barcelonie. Bo wypoczynek nie oznacza, że rezygnujemy z biegania. Po zaledwie dwóch miesiącach większość z nas nie wyobraża sobie, aby zrezygnować z treningu. Ale medal ma dwie strony. Jak u każdego biegacza, pojawiają się kryzysy motywacji i kontuzje, z którymi musimy się uporać.
REKLAMA
Zmiany, zmiany, zmiany. Gdy na początku kwietnia zaczynaliśmy przygotowania do Maratonu, byliśmy inni i to dosłownie. Michał Rzeźnik z drużyny naTemat ważył na początku kwietnia 104 kilogramy. Dziś wskazówka jego wagi zatrzymuje się na 95 kresce. Efekty widać gołym okiem i jak mówi Michał, trener miał rację co do jednego: 90% biegania to ból. Mimo wszystko Michał jest coraz bardziej uśmiechnięty i coraz zdrowiej wygląda. Czy ma dosyć biegania? – Absolutnie nie. To dopiero początek – zapewnia.
Inne ekipy nie wypadają gorzej. Paweł Lipiec z drużyny blogerów znika w oczach, a liczba kilometrów, które dziś pokonuje, dawno przekroczyły jego wyobrażenia o własnych możliwościach. Między innymi dlatego nasz trener docenił jego starania i w nagrodę wysłał go na pierwsze zawody Runbertów.
Nie po Rembertowie, a po Barcelonie biega od kilku dni Maja Sieńkowska z drużyny blogerów, którą udało mi się złapać tuż przed wyjściem na plażę. Jak mówi, bieganie na wyjeździe nie jest dla niej najmniejszym problemem.
– Bieganie po tętniących życiem ulicach, małych i wąskich uliczkach, pięknych parkach oraz wzdłuż portu i plaży, mijając palmy to piękno, które dodaje energii przy pokonywaniu kolejnych kilometrów. Co więcej, czuję się jak w domu, bo o każdej porze dnia i nocy mija mnie mnóstwo innych biegaczy. Tak mógłby wyglądać raj. To by było na tyle. Idę na plażę – pisze Sieńkowska z nieprzyzwoicie gorącej Barcelony.
Niestety, nasza droga do mety nie jest usłana różami. Większość z nas przyzwyczaiło się już do diety i do rytmu czterech treningów tygodniowo. Ale nie wszyscy. Ania Toczydłowska pisała ostatnio na blogu, że ma kryzys. – Wszystko przez mój brak konsekwencji, który urósł do gigantycznych rozmiarów. Pamiętam ten moment, to było w poniedziałek trzy tygodnie temu. Wtedy pierwszy raz zaświtało mi w głowie, że może tego dnia daruję sobie trening – napisała.
Problemy na swojej drodze do Maratonu ma też Monika Ruszkowska, także z drużyny naTemat. Od ponad dwóch tygodni zmaga się z bólem kostki. Miała nadzieję, że problem zniknie sam, ale tak się nie stało. Najprawdopodobniej będzie musiała na jakiś czas przestać trenować. Problemy z kręgosłupem zaś miał też wspomniany już Michał (też z naszej drużyny!), ale jemu udało się już wrócić na bieżnię. Co nam to mówi? Że na pewno nie będzie lekko oraz że tak naprawdę każdy z nas musi przebiec swój dystans indywidualnie.
Wkraczamy na własne ścieżki
Każdy z nas jest inny, ma inne życie i musi dostosować treningi "pod siebie". Jeszcze do niedawna wszyscy dostawaliśmy takie same rozpiski treningowe. Dziś część z nas otrzymała indywidualne plany treningowe w związku z przygotowaniem do zawodów, inni zaś mają nieco łagodniejszą wersję, aby bez przeciążania dogonić resztę grupy.
Każdy z nas jest inny, ma inne życie i musi dostosować treningi "pod siebie". Jeszcze do niedawna wszyscy dostawaliśmy takie same rozpiski treningowe. Dziś część z nas otrzymała indywidualne plany treningowe w związku z przygotowaniem do zawodów, inni zaś mają nieco łagodniejszą wersję, aby bez przeciążania dogonić resztę grupy.
A oto jak wyglądały nasze treningi w maju:
Co dalej?
Dalej może być tylko lepiej, a przecież już jest dobrze. Nie tylko dlatego, że coraz lepiej się odżywiamy, badania składu naszych organizmów pokazują ogromne postępy, ale i coraz dalej i szybciej biegamy. Cieszymy się również, że wszystkie nasze kroki są pod okiem trenerów, dzięki czemu wszystkie zamiany, które w nas zachodzą, są pod kontrolą.
A Wam jak idą postępy w bieganiu? Macie wystarczająco dużo siły i motywacji? A może pojawiły się przeszkody, na które i my powinniśmy się przygotować? Oby nie, ale w razie czego dawajcie znaki. Powodzenia!
