Jerzego Owsiaka przypadkowo wciągnięto w oburzającą aferę, ale... czy na pewno jest się o co oburzać?
Jerzego Owsiaka przypadkowo wciągnięto w oburzającą aferę, ale... czy na pewno jest się o co oburzać? Fot. Anna Kraśko / Agencja Gazeta

Jednym z dyskutowanych wątków afery taśmowej jest, jak to było z organizacją obchodów rocznicy odzyskania wolności (o której to rocznicy przez aferę taśmową i tak już nikt nie pamięta - niestety!). Temat pojawił się na nagranej rozmowie prezesa PKN Orlen Jacka Krawca z politykiem PO Pawłem Grasiem. Zareagował na niego Jurek Owsiak. Zareagował z oburzeniem. Zajęliśmy się tą sprawą i widać, że właściwie nic w niej nie ma. Ani powodów do oburzenia ani nawet newsa. Jak zresztą niemal ze wszystkimi opublikowanymi w tym tygodniu taśmami. Są barwne, ale niewiele poza tym. Jak to więc z Owsiakiem i Orlenem było? Otóż...

REKLAMA
Według redakcji "Wprost", rozmowa Jacka Krawca z Pawłem Grasiem miała być kolejnym trzęsieniem ziemi, które osłabi rząd Donalda Tuska. Tymczasem potwierdziło jedynie tyle, że sekretarz stanu w KPRM to człowiek dość milczący, a prezes Orlenu jest potrafi opowiadać. Krawiec z typową dla siebie swadą opowiadał więc Grasiowi, co też myśli przygotowywanych wówczas obchodach 25. rocznicy pierwszych demokratycznych wyborów.
Szukając kolejnego aferzysty...
W tej rozmowie przypomina przede wszystkim, że ciężar organizacyjny wziął na siebie prezydent Bronisław Komorowski, a jego marzeniem jest, by 4 czerwca w Polsce odbył się koncert zespołu takiego, jak The Rolling Stones. Nowego dowiadujemy się z niej jedynie tyle, że w Kancelarii Prezydenta postanowiono powierzyć odpowiedzialność za to wydarzenie Jurkowi Owsiakowi, a całość miałaby kosztować około 30 mln zł, które postanowiono spróbować zdobyć od największych spółek w Polsce, które nie rzadko angażują się w tego typu sponsoring.
Dla żądnych kolejnej podsłuchowej sensacji jasnym było więc, że "Owsiak jest umoczony w aferę". Już wczoraj szef Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy wydał w tej sprawie oświadczenie, w którym tłumaczył, że jego udział w organizacji obchodów zaczął się na tym, że Kancelaria Prezydenta poprosiła go o podrzucenie ciekawego pomysłu i skończyła się w chwili, gdy okazało się, że nie ma możliwości realizacji tej wizji.
Zabieganie o fundusze, o którym wspominał Pawłowi Grasiowi Jacek Krawiec nie przypominało tymczasem żadnych biznesowo-politycznych gierek, które mogą wyobrażać sobie miłośnicy podsłuchów z taśmy, a odbyło się podczas oficjalnego spotkania przedstawicieli największych spółek w Polsce w Kancelarii Prezydenta. Mówiąc wprost: Jerzego Owsiaka chciano wykorzystać jako najlepszego w Polsce wodzireja, a nie kolesia od "ściągania kasy", co wielu zaczęło w ostatnich dniach sugerować. Jurek Owsiak miał więc prowadzić otwartą imprezę dla kilkunastu - kilkudziesięciu tysięcy osób, co z pewnością potrafi robić być może najlepiej w Polsce. Robi to w końcu dwa razy do roku - w styczniu jest WOSP, a latem "Przystanek Woodstock".
Nie tylko Jurek Owsiak, nie tylko Orlen
Warto wspomnieć, że już w sierpniu ubiegłego roku prezydent Bronisław Komorowski wysłał specjalny list do przedstawicieli różnych środowisk, w którym zapraszał do zaangażowania się w wspólne przygotowania do rocznicy 4 czerwca. Obok przedsiębiorców i organizacji społecznych, prezydent zachęcał do współpracy także ludzi nauki, urzędników, a nawet przedstawicieli Kościołów.
Z informacji naTemat wynika, że wybór głównego architekta najważniejszej imprezy padł na Jerzego Owsiaka i WOŚP, bo w Kancelarii uznano, że to najbardziej doświadczeni ludzie w realizacji wydarzeń o charakterze masowym, a jednocześnie społecznym wymiarze. Wszelkie plany spaliły jednak na panewce, nie tylko przez powściągliwość prezesów w wydawaniu pieniędzy, ale głównie ze względu na wypełnione już kalendarze największych gwiazd.
Podobno o U2 i Bono zabiegać próbował też sam Jacek Krawiec. Orlen chciał być bowiem sponsorem niebiletowanego koncertu, który miałby odbyć się na Stadionie Narodowym we wrześniu, gdy obchodzić będziemy powołanie rządu Tadeusza Mazowieckiego. Jednak podobnie jak Stonesi, Bono i spółka również nie znaleźli już wolego czasu w tych terminach.
Skończyło się skromnie
Dlatego też ostatecznie obchody "25 lat wolności" przybrały znacznie skromniejszą formę. Dla przeciętnego Kowalskiego przygotowano tylko kilka imprez plenerowych, a Micka Jagger i Bono w roli gwiazdy dnia musiał zastąpić prezydent USA Barack Obama.
Trochę przypadkowo spełniły się więc też żądania oburzonych członków Związku Zawodowego Muzyków, którzy sprzeciwiali się temu, by polską rocznicą uświetniali zagraniczni artyści. Choć jeszcze wczesną wiosną spekulowano, że The Rolling Stones zastąpią na Narodowym muzycy DeMono, ostatecznie i te plany nie wypaliły.