
Przejścia z polityki do biznesu to zjawisko zupełnie normalne - na całym świecie. Tak samo jak lobbing, który dla części polityków w Polsce równoznaczny jest z korupcją. Fakt, że Kazimierz Marcinkiewicz doradzał spółce DSS i że zajęła się ona później projektem rządowym, nie powinien nikogo nie dziwić. Oleksy, Olechowski, Misiak, Kaczmarek - wszyscy, po polityce, zajęli się biznesem.
REKLAMA
Marcinkiewicz doradzał spółce, która potem upadła - głoszą nagłówki w mediach. DSS, która budowała odcinek autostrady A2, właśnie zbankrutowała. Niektórzy łączą oba fakty - i wnioskują, że Marcinkiewicz musi być kiepskim doradcą. Inni, jak np. Jacek Kurski, sugerują, że byli politycy, pracując w spółkach i pośrednicząc w ich kontaktach z rządem, naruszają pewne zasady. Zazdrość kolegów, którzy dalej tkwią w Sejmie, czy dbałość o moralne standardy?
Polityk w biznesie potrzebny
Nasi rozmówcy: Dariusz Rosati, Robert Gwiazdowski - prezes Centrum im. Adama Smitha i Wiesław Kaczmarek - między innymi były minister gospodarki i skarbu państwa, zgodnie twierdzą: przejścia z polityki do biznesu i doradztwo w spółkach to nic nowego ani dziwnego.
Nasi rozmówcy: Dariusz Rosati, Robert Gwiazdowski - prezes Centrum im. Adama Smitha i Wiesław Kaczmarek - między innymi były minister gospodarki i skarbu państwa, zgodnie twierdzą: przejścia z polityki do biznesu i doradztwo w spółkach to nic nowego ani dziwnego.
- W wielkim biznesie, tym na styku biznesu i polityki, często potrzebne są te same umiejętności - zauważa Robert Gwiazdowski. - Dobry PR, chociażby, a Marcinkiewicz był w tym świetny. Nic dziwnego więc, że go tam zatrudniono.
Jak wskazuje prezes Centrum im. Adama Smitha, angażowanie osób takich jak byli ministrowie czy premierzy to czysty pragmatyzm. - W spółce DSS Marcinkiewicz został zatrudniony po to, by reprezentować ją na spotkaniach. Bo kto lepiej mógłby rozmawiać z ministerstwami, jeśli nie były premier? - pyta retorycznie Gwiazdowski. Jego zdaniem, zależność jest prosta: obecność byłego ministra lub szefa rządu "lepiej pozycjonuje" spółkę na spotkaniu i znacznie ułatwia pertraktacje.
Jak wskazuje prezes Centrum im. Adama Smitha, angażowanie osób takich jak byli ministrowie czy premierzy to czysty pragmatyzm. - W spółce DSS Marcinkiewicz został zatrudniony po to, by reprezentować ją na spotkaniach. Bo kto lepiej mógłby rozmawiać z ministerstwami, jeśli nie były premier? - pyta retorycznie Gwiazdowski. Jego zdaniem, zależność jest prosta: obecność byłego ministra lub szefa rządu "lepiej pozycjonuje" spółkę na spotkaniu i znacznie ułatwia pertraktacje.
Odnośnie zarzutów o słabe doradztwo, nasi rozmówcy ponownie zgodnie twierdzą, że nie można łączyć pracy Marcinkiewicza z bankructwem firmy. Wręcz przeciwnie. - Skoro był zatrudniony do rozmów z ministerstwami, a DSS dostała potem kontrakt, to znaczy, że ze swoich obowiązków się wywiązał - ocenia Gwiazdowski. - A przecież doradca nie musi interesować się płynnością finansową, szczególnie jeśli jego rola polega głównie na reprezentowaniu spółki w kontaktach z polityką - wyjaśnia prezes C.A.S., który przyznaje, że suma otrzymana przez Kazimierza Marcinkiewicza - 64 tysiące - nie jest zawrotna, ale o niczym to nie świadczy.
- Może mówił coś, czego nie posłuchali i dlatego zbankrutowali - dodaje z uśmiechem Dariusz Rosati.
- Może mówił coś, czego nie posłuchali i dlatego zbankrutowali - dodaje z uśmiechem Dariusz Rosati.
Zjawisko niekoniecznie pozytywne
- Mimo wszystko, nie uważam, żeby to była dobra praktyka - ocenia biznesową rolę polityka-mediatora prezes Centrum im. Adama Smitha. Zaznacza jednak, że problemu nie stanowi sam fakt, że Marcinkiewicz tego zadania się podjął i je wykonał. - Problematyczne jest to, że w ogóle trzeba iść do ministerstwa, żeby coś załatwić. Państwo za bardzo ingeruje w gospodarkę i stąd takie zjawisko - uważa Gwiazdowski.
- Mimo wszystko, nie uważam, żeby to była dobra praktyka - ocenia biznesową rolę polityka-mediatora prezes Centrum im. Adama Smitha. Zaznacza jednak, że problemu nie stanowi sam fakt, że Marcinkiewicz tego zadania się podjął i je wykonał. - Problematyczne jest to, że w ogóle trzeba iść do ministerstwa, żeby coś załatwić. Państwo za bardzo ingeruje w gospodarkę i stąd takie zjawisko - uważa Gwiazdowski.
Politycy powinni być, więc, czyści jak łza, jeśli już decydują się na udział w takich projektach.
- Przechodząc do biznesu, trzeba wyraźnie odciąć się od polityki - potwierdza Dariusz Rosati. - Byli politycy są prywatnymi osobami, mogą robić, co chcą, nie można też od nich wymagać, by wyzbywali się swoich poglądów. Takie zjawisko jest w porządku, dopóki nie prowadzi do patologii i nadużyć - stwierdza były minister spraw zagranicznych.
- Przechodząc do biznesu, trzeba wyraźnie odciąć się od polityki - potwierdza Dariusz Rosati. - Byli politycy są prywatnymi osobami, mogą robić, co chcą, nie można też od nich wymagać, by wyzbywali się swoich poglądów. Takie zjawisko jest w porządku, dopóki nie prowadzi do patologii i nadużyć - stwierdza były minister spraw zagranicznych.
Takie patologie na świecie występowały i dotyczyły, nierzadko, najważniejszych osób w państwie. Było tak w przypadku Gerharda Schrödera, byłego kanclerza Niemiec. Pod koniec swojej kadencji podpisał on umowę z Rosją o budowie gazociągu pod Bałtykiem, omijającego m.in. Polskę, Ukrainę i inne kraje bałtyckie. Niedługo po tym, jak Schröder przestał być kanclerzem, zasiadł w radzie nadzorczej spółki Nord Stream - budującej właśnie gazociąg z Rosji do Niemiec. Zarzuty o nadużycie władzy i działanie na korzyść Rosjan padały pod adresem byłego kanclerza bardzo często. Rosati stwierdza jednak, że takie przypadki jak Schrödera są rzadkie i skrajne, trzeba z nimi walczyć, ale byłym politykom nie można odmawiać prawa do przedsiębiorczości. - Po prostu taka praca nie może służyć wspieraniu swojej formacji - ocenia były szef MSZ.
Polityk pomocny...
W niektórych przypadkach, nawet, udział byłych rządzących w biznesie może nieść korzyści polityczne - i bynajmniej nie w postaci "kręcenia lodów". Jako taki przykład, Rosati wskazuje Józefa Oleksego.
W niektórych przypadkach, nawet, udział byłych rządzących w biznesie może nieść korzyści polityczne - i bynajmniej nie w postaci "kręcenia lodów". Jako taki przykład, Rosati wskazuje Józefa Oleksego.
Były premier z SLD w 2008 roku zasiadł w radzie nadzorczej jednego z największych polskich deweloperów, spółki JW Construction, należącej do Józefa Wojciechowskiego. - Jego sympatie polityczne nie są żadną tajemnicą, nie następuje tu żadna patologia. Wręcz przeciwnie, SLD być może wreszcie zrozumie, jak działa współczesny biznes, przedsiębiorstwo, bo zawsze mieli z tym spore problemy - uważa Rosati. - Dopóki nie zajmuje żadnego stanowiska, to nie widzę tu przeciwwskazań.
Wielu polityków, po skończeniu kariery, wybiera biznes jako sposób na życie. Bynajmniej nie dlatego, że polityka już ich nie chce - dzięki biznesowi żyją po prostu bardzo dobrze. Tak zrobił Andrzej Olechowski, który doskonale ułożył swoją pozycję. Jeden z założycieli Platformy zasiada m.in. w radach nadzorczych Banku Handlowego, Euronetu, a jako doradca pracuje dla Citigroup Europe czy funduszu Macquarie European Infrastructure. Inni, jak Jacek Piechota, były minister gospodarki w rządzie Leszka Millera, zakładają własne firmy. JP Solution Partners Piechoty oferuje doradztwo strategiczno-operacyjne - czyli dokładnie to samo, czym dla DSS zajmował się Marcinkiewicz.
… Polityk niechciany
Nie zawsze jednak dawna pozycja polityczna sprzyja robieniu interesów. Dobitnie przekonał się o tym były senator Tomasz Misiak z PO, bohater afery na styku polityki i biznesu. Najpierw, jako senator, Misiak pracował nad ustawą stoczniową, a potem jego firma Work Service dostała zlecenie na realizację kontraktu w ramach tej ustawy. Pojawiły się zarzuty o nadużywanie władzy, korupcję. Senator musiał zrezygnować z pracy w firmie, sprzedał też swoje udziały w niej. Jak się później okazało, ani spółka, ani Misiak nie naruszyli prawa - polityk został oczyszczony z zarzutów. Znalazł się jednak zarówno na politycznym, jak i biznesowym marginesie. Dopiero w 2011 wszedł w skład rady nadzorczej spółki akcyjnej HAWE.
Nie zawsze jednak dawna pozycja polityczna sprzyja robieniu interesów. Dobitnie przekonał się o tym były senator Tomasz Misiak z PO, bohater afery na styku polityki i biznesu. Najpierw, jako senator, Misiak pracował nad ustawą stoczniową, a potem jego firma Work Service dostała zlecenie na realizację kontraktu w ramach tej ustawy. Pojawiły się zarzuty o nadużywanie władzy, korupcję. Senator musiał zrezygnować z pracy w firmie, sprzedał też swoje udziały w niej. Jak się później okazało, ani spółka, ani Misiak nie naruszyli prawa - polityk został oczyszczony z zarzutów. Znalazł się jednak zarówno na politycznym, jak i biznesowym marginesie. Dopiero w 2011 wszedł w skład rady nadzorczej spółki akcyjnej HAWE.
- Część biznesu, związana z aktualnie rządzącą ekipą, zawsze krzywo patrzy na przedstawicieli byłej władzy - tłumaczy Wiesław Kaczmarek, były minister gospodarki i skarbu państwa za czasów SLD. Obecnie jest on prezesem firmy Platinum Hospitals i prowadzi projekt odbudowy szpitala Elżbietanek w Warszawie.
- Kiedyś usłyszałem: "ma Pan kompetencje, ale był pan ministrem, musi się pan przyczaić na jakieś dwa, trzy lata i dopiero wtedy możemy współpracować" - opowiada Kaczmarek. Jego zdaniem, w kontaktach z administracją publiczną dawne stanowiska wcale nie muszą ułatwiać rozmów, często nawet je utrudniają.
- Kiedyś usłyszałem: "ma Pan kompetencje, ale był pan ministrem, musi się pan przyczaić na jakieś dwa, trzy lata i dopiero wtedy możemy współpracować" - opowiada Kaczmarek. Jego zdaniem, w kontaktach z administracją publiczną dawne stanowiska wcale nie muszą ułatwiać rozmów, często nawet je utrudniają.
Kaczmarek podkreśla jednak, że w relacjach czysty biznes-biznes, w których państwo nie ma udziału, doświadczenie polityczne jest doceniane. - Wielokrotnie spotkałem się z wyrazami uznania, szacunku, za pełnioną wcześniej funkcję publiczną - zdradza nasz rozmówca. Zaznacza też, że im niższy szczebel załatwiania spraw, tym lepiej postrzegana jest polityczna przeszłość. - Taka smuga celebrycka ciągnie się za mną, ale staram się tego unikać.
Doświadczenie ważne, byle nie za długo
Nasi rozmówcy potwierdzają, że wiedza i przeżycia zebrane w polityce owocują potem w biznesie. Nie chodzi tylko o zdolności autopromocji. Ważna jest, przede wszystkim, znajomość zasad funkcjonujących w państwie, obeznanie w procesie legislacyjnym, wiedza o funkcjonowaniu administracji publicznej. - Ale także odporność na stres, nabyta w sytuacjach kryzysowych, z którymi często, za naszej kadencji, mieliśmy do czynienia - podkreśla Wiesław Kaczmarek.
Nasi rozmówcy potwierdzają, że wiedza i przeżycia zebrane w polityce owocują potem w biznesie. Nie chodzi tylko o zdolności autopromocji. Ważna jest, przede wszystkim, znajomość zasad funkcjonujących w państwie, obeznanie w procesie legislacyjnym, wiedza o funkcjonowaniu administracji publicznej. - Ale także odporność na stres, nabyta w sytuacjach kryzysowych, z którymi często, za naszej kadencji, mieliśmy do czynienia - podkreśla Wiesław Kaczmarek.
Mimo to, były minister skarbu nie chciałby już wracać do polityki. - Oczywiście, nie narzekam w żaden sposób na swoją karierę polityczną, ale chyba spędziłem tam nawet za dużo czasu - wspomina Kaczmarek. Czemu zrezygnował z Sejmu:? - Kiedyś nadchodzi taki moment, że wypełniło się swoją misję, trzeba skończyć z pro publico bono i przenieść środek ciężkości na siebie.
