
Jako neutralny kraj Szwecja przeżyła prawie 200 lat, w tym dwie wojny światowe. Teraz zbroi się na potęgę, współpracuje z NATO i pierwszy raz uczestniczy w wielkich manewrach Sojuszu na Morzu Północnym. Razem z Finlandią szykują się na potencjalny atak. Gdzie podział się pokojowy obraz państw skandynawskich?
W Europie zachodniej jest pięć krajów, które uważane są za neutralne i nie są członkami Sojuszu Północnoatlantyckiego. To Austria, Szwajcaria, Irlandia oraz Szwecja i Finlandia. I choć pierwsza trójka dalej wiedzie spokojny i militarnie odizolowany od reszty Europy żywot, to dwa ostatnie całkowicie zmieniają swoją politykę.

Tym bardziej, że sama Rosja przestała je traktować neutralnie. – W Szwecji i Finlandii panuje przekonanie, że w przypadku konfliktu z NATO Rosja będzie ich traktowała jako potencjalnie wrogie państwa. To zaś może wiązać się z tym, iż staną się celem ataku. Oba kraje muszą być przygotowane na takie scenariusze, bo nie da się ukryć, że w pełnej gotowości Szwecja ma tylko dwie brygady operacyjne – przyznaje Wojciech Lorenz, główny specjalista do spraw bezpieczeństwa międzynarodowego w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych.
Lokalna współpraca najważniejsza Niedawno Szwecja i Finlandia utworzyły sąsiedzki, militarny sojusz i ustaliły, że na wypadek wojny wspólnymi siłami będą odpierać atak.
Sama Szwecja zwiększyła swój budżet obronny na lata 2016-2020 o ponad miliard euro. Pieniądze mają pójść m.in. na modernizację okrętów, które będą w stanie wychwycić wrogie łodzie podwodne (szwedzcy wojskowi twierdzą, że to dziś priorytet), a także na wysłanie żołnierzy na Gotlandię, największą wyspę na Bałtyku, o której już dziś pisze się czasem, że hipotetycznie mogłaby stać się następnym Krymem.
Gotlandia w rękach Rosji Strategiczna wyspa znajduje się około 100 kilometrów od granic Szwecji, niedaleko wybrzeża Łotwy i około 300 kilometrów od plaży w rosyjskim Kaliningradzie. Jest niezwykle popularna wśród szwedzkich turystów, którzy przyjeżdżają tu, choćby po to, by oglądać średniowieczne miasto Visby.

Za czasów zimnej wojny była tu szwedzka baza wojskowa, ale od ponad 10 lat Gotlandia nie gościła na swoim terenie ani jednego szwedzkiego żołnierza (choć tak naprawdę bazę zlikwidowano już w 1989 roku, po upadku Muru Berlińskiego).
Tylko raz w historii wpadła w ręce Rosji. Było to w 1808 roku podczas wojen napoleońskich. Na krótko przed tym, zanim w 1834 roku szwedzki król Gustaw XIV ogłosił politykę neutralności. Dlatego w ciągu roku Szwedom udało się odzyskać wyspę.
Nowa baza na morzu Teraz mają tu stacjonować samoloty bojowe i około 150 żołnierzy. Jak pisze Reuters cytując pilotów, w ostatnim roku mieli tyle pracy patrolując Morze Bałtyckie, że wyrobili niemal połowę normy z czasów Zimnej Wojny.
– W 1988 roku ścigałem radzieckie samoloty z czerwoną gwiazdą. Potem na Bałtyku absolutnie nic się nie działo. Prosiliśmy kontrolerów, by coś wymyślili, by piloci wreszcie mogli coś wychwycić – opowiadał płk Markus Bjorkgren, głównodowodzący szwedzkimi siłami powietrznymi. W zeszłym roku szwedzkie samoloty bojowe wykonały ponad 600 takich lotów, z których większość związana była z rosyjskimi sygnałami.
Nic dziwnego, że szwedzkie myślenie się zmienia. Tym bardziej, że szef szwedzkiej armii bez ogródek uprzedzał dwa lata temu, że w przypadku ataku Szwecja byłaby w stanie bronić się jedynie przez tydzień.
Wojciech Lorenz
W ramach „pozasojuszowych” działań władze w Sztokholmie zapowiedziały właśnie, że chcą zacieśniać współpracę z NATO i maksymalnie zwiększyć udział swojego wojska w organizowanych przez nie ćwiczeniach. Czy w przyszłości oznacza to jednak ubieganie się o członkostwo w NATO?
Najważniejsze, by nie drażnić Rosji Szwedzkie władze wykluczają taki scenariusz, tym bardziej, że poparcie dla NATO wśród Szwedów nie przekracza 40 procent. Podobnie jest w Finlandii, a nawet gorzej. Tam za członkostwem w NATO opowiada się zaledwie 27 procent Finów, choć tamtejsi politycy są w tej kwestii bardziej otwarci. Niedawno były już premier Alexander Stubb mówił, że ubiegania się o członkostwo nie należy wykluczyć, choć na pewno nie w najbliższej przyszłości.

– Szwecja nie wejdzie do NATO, a nawet jeśli miałoby do tego dojść, nigdy nie zostawiłaby Finlandii samej. Oba kraje myślą również o reakcji Rosji. Ich wejście do NATO – a zwłaszcza Finlandii, tradycyjnej sfery buforowej dla Związku Radzieckiego, a dziś Rosji – byłoby dla Moskwy przekroczeniem czerwonej linii. Można by się wówczas spodziewać bardzo agresywnych działań i NATO mogłoby stanąć przed scenariuszem normalnej, regionalnej wojny. Szwedzi i Finowie zdają sobie sprawę, że lepiej takiej sytuacji nie prowokować – uważa Wojciech Lorenz.
Dlatego, jego zdaniem, oba kraje prowadzą ostatnio politykę balansowania. – Bez wchodzenia do NATO, żeby nie prowokować otwartej agresji ze strony Rosji. Ale z bliską współpracą, by w przypadku zagrożenia można było liczyć na pomoc czy np. udostępnić swoje terytoria dla wojsk NATO czy USA – dodaje.
