Janusz Palikot wraca trzy tygodnie po swojej porażce w wyborach prezydenckich.
Janusz Palikot wraca trzy tygodnie po swojej porażce w wyborach prezydenckich. Fot. Agata Grzybowska / Agencja Gazeta

Lider Twojego Ruchu przyznał w ”Faktach po Faktach”, że w wyborach prezydenckich ”dostał kopniaka”. – Nie ukrywam tego – powiedział. Jest jednak przekonany, że za kilka miesięcy ludzie docenią jego determinację. – Nie potrafiłem się przebić, muszę znaleźć na to sposób i go znajdę. Jak ludzie w Polsce będą zarabiali tyle, co w Niemczech, to odejdę na emeryturę – zapowiedział.

REKLAMA
Podsumowując swoją porażkę, Janusz Palikot przyznał otwarcie, że jego program mógł być zbyt skomplikowany. – Było za dużo haseł, były zbyt skomplikowane. Trzeba mówić w sposób prostszy, jak to pokazał Paweł Kukiz. Trzeba iść swoją drogą, nie ma sensu robić jakichś kombinacji, bo ludzie w nie nie uwierzą. Kiedyś ta determinacja i wola walki przyniosą efekt. Mam poczucie, że moja obecność będzie się wzmacniała, a nie słabła – powiedział zapowiadając, że do swojego programu wprowadzi kilka korekt. – Ja nie muszę być w polityce, ja chcę być w polityce. Jestem teraz potrzebny bardziej niż kiedykolwiek – stwierdził.
Podsumował też zwycięstwo Andrzeja Dudy, a właściwie jego wpływ na Jarosława Kaczyńskiego. – To jest człowiek, który był w drugim, trzecim szeregu, którego Jarosław Kaczyński wystawił jako zastępczego kandydata, bo sam nie wierzył w to, że on wygra. Kaczyński jest jedynym politykiem, który nie śpi po wyborach, bo naprawdę jest zagrożony w swoim przywództwie. Spanikowany Kaczyński na chwilę wyskoczył, powiedział, że będzie premierem, żeby w partii nie działo się za wiele przeciwko niemu, ale znów jest schowany. To jest cała, niesamowita intryga, gra, aby ukryć prawdziwą intencję PiS, która nie jest obywatelska, nowoczesna – mówił Palikot.
W 2011 Janusz Palikot wprowadził do Sejmu 40 osób. Po trzech i pół roku zostało z nim mniej niż 15 współpracowników. Tyle osób potrzeba, by mógł istnieć klub parlamentarny. Potem było już tylko gorzej, a partia kurczyła się coraz bardziej. Podobnie jak jego poparcie. Od zeszłego roku odeszła ponad połowa członków Twojego Ruchu, w sondażach praktycznie nie przekracza progu wyborczego. Start w wyborach prezydenckich miał być więc dla niego jedyną szansą na uratowanie nie tyle partii, co samego siebie.
Źródło: TVN24