Być może w najbliższej przyszłości rozgrywki ligowe zostaną zmodyfikowane
Być może w najbliższej przyszłości rozgrywki ligowe zostaną zmodyfikowane Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta

Polskiego ligowca czekają ciężkie czasy. Od sezonu 2013/14 każda drużyna w Ekstraklasie rozegra w ekstraklasie nie 30, a 44 spotkania - podał tygodnik "Piłka nożna". Analizujemy, jakie korzyści, a jakie straty krajowej piłce nożnej może przynieść planowana reforma. Zdaniem jednych, zapowiadana reforma może okazać się zbawienna dla polskiego futbolu. Jednak jej przeciwnicy przekonują, że może wywołać nową aferę korupcyjną.

REKLAMA
Tytuł "Najbardziej zapracowanego zawodnika" tego sezonu powędrował w ręce sportowca warszawskiej Legii - Jakuba Wawrzyniaka. Obrońca rozegrał bowiem aż 52 spotkania, najwięcej ze wszystkich graczy biegających po naszych boiskach. Nie dość, że był podstawowym zawodnikiem klubu z Łazienkowskiej podczas zmagań ligowych, to także w europejskich pucharach, w których jego zespół zaszedł nadspodziewanie wysoko (1/16 Ligi Europejskiej), wychodził w podstawowym składzie.
Dodatkowo selekcjoner polskiej reprezentacji Franciszek Smuda nie zamierzał oszczędzać Wawrzyniaka. Stawiał na niego w każdym meczu towarzyskim. Lewy obrońca rozegrał rekordową, jak na polskie warunki, ilość meczów. To ewenement, bo przeciętny zawodnik z Ekstraklasy w tym czasie co legionista, na murawę wyszedł 30 razy. Ale obecna sytuacja już w niedalekiej przyszłości ma ulec radykalnej zmianie.
Za ponad rok rozgrywki piłkarskie na najwyższym szczeblu w Polsce zmienią swój charakter. Ich pierwsza część będzie pozostanie bez zmian - 30 pojedynków każdy z każdym, systemem "mecz i rewanż". Jednak po ostatniej kolejce drużyny zostaną podzielone na dwie grupy - mistrzowską i spadkową z zaliczeniem punktów z pierwszej fazy.
Tam znów będą grać między sobą po dwa razy, a więc zakończą sezon po 44 spotkaniach. Będzie więc o 14 kolejek więcej niż dotychczas. Według "Piłki nożnej" nie są to tylko czysto teoretyczne rozważania podsłuchane na korytarza PZPN-u czy Ektraklasa S.A. To rozwiązanie ponoć jest już przesądzone, a do porozumienia w tej sprawie mieli już dojść prezesi klubów.
Podobny system, z dwoma grupami, obowiązywał w sezonie 2001/2002. Jednak szybko został zastąpiony formułą, która do dziś reguluje przebieg ligowych rozgrywek w Ekstraklasie. Warto się zastanowić, jakie są wady i zalety nowego systemu, który miałby być zostać wdrożona już za rok. Tym bardziej, że sam pomysł w środowisku piłkarskim wywołuje niemałe kontrowersje.

Od dawna piłkarze, trenerzy, działacze, a najmocniej kibice, podkreślają iż sezon ligowy w Polsce trwa za krótko. W ciągu 12 miesięcy praktycznie tylko przez osiem piłkarze mają okazję do boiskowej rywalizacji. Pod ostrzałem krytyki znajduje się zwłaszcza przerwa między rundami, jesienną i wiosenną, która trwa prawie trzy miesiące. - Piłkarze nie grają w zasadzie od grudnia do lutego. To zbyt długo, nie możemy sobie pozwolić na utrzymanie takiego stanu. Zimy w naszym kraju bywają srogie, ale też warunki do grania w piłkę poprawiły się w ostatnich latach - zauważa Radosław Gilewicz, byłī zawodnik.
Zwolennicy nowego rozwiązania zauważają, że wszystkie nowoczesne stadiony, ośrodki, które w ostatnim czasie powstały, sprawią, że bez obaw możemy oglądać Ekstraklasę również zimą. Aura nie powinna stanąć na przeszkodzie, bo większość klubów ma już zadaszony w dużej części stadion, a wszystkie podgrzewaną murawę. - Prawie każdy ma odpowiednie oświetlenie, boiska i inne środki, dzięki którym mógłby spokojnie w środku stycznia rozgrywać swoje spotkania - zauważa trener Marek Motyka. Dodaje również: - Z całą pewnością podpisałby się po tym pomysłem zwiększenia ilości spotkań.
Gdyby przerwa między rozgrywkami trwała krócej, to automatycznie wzrosłyby szansę polskich zespołów w europejskich pucharach. Rzadko który kibic pamięta czasy, kiedy przedstawiciel naszej ligi wygrywał na wiosnę swoje spotkania w międzynarodowych rozgrywkach. Z tym problemem borykały się niedawno także Legia i Wisła.
Od grudnia zeszłego roku do lutego tego roku nie miały one okazji do poważnej rywalizacji. Pozostawały im tylko mecze towarzyskie. Jak się ponownie okazało, nie jest to najlepsza forma przygotowań do występów w Europie. Tym bardziej, że piłkarze takiego Sportingu Lizbona podchodzili do dwumeczu z warszawiakami z marszu. W styczniu i w lutym w Portugalii nikt nie odpoczywa. Rozgrywki odbywają się co tydzień. A Legia? Jej pozostały tylko sparingi, które nie wywołują większej presji. Zatem, może nowy system w Ekstraklasie to skuteczna recepta na wymarzony sukces polskiego klubu w europejskich pucharach?

14 dodatkowych spotkań w sezonie na pewno ucieszyłoby także klubowych działaczy. W tej chwili bowiem płacą swoim pracownikom za cały rok, a ci wychodzą na boiska jedynie przez 2/3 sezonu. Dodatkowo kolejne pojedynki pozytywnie wpłynęłyby na stan klubowej kasy. Mowa nie tylko o wpływach z biletów i z dnia meczowego, ale także o pieniądzach z praw telewizyjnych. Trudno jest bowiem utrzymywać stadion, który przez dłuższy czas stoi pusty. - Finansowo odczuli by to z pewnością również sami zawodnicy. Mogliby liczyć na więcej premii. A ponadto każdy z woli zagrać normalny mecz, nawet najnudniejszy, z mało atrakcyjnym przeciwnikiem, aniżeli stawiać się na kolejny trening - zauważa Gilewicz.
Na temat finansów w Ekstraklasie swoje zdanie ma także Stefan Białas. Były trener jednak odmiennie postrzega ligową rzeczywistość. - Gdybyśmy mieli rozgrywać więcej spotkań, to każda z drużyn koniecznie musiałaby uzupełnić swój skład. Tak, by mieć do dyspozycji zawsze 22 piłkarzy. A nie 13 czy 14. A skoro dziś kluby mają problemy z płatnościami wobec swoich piłkarzy, to nie wiem, czy byłyby skłonne zatrudniać kolejnych. Praktycznie od początku każdego sezonu słyszymy o kolejnych zespołach, które borykają się zaległościami finansowymi wobec zawodników - zauważa były trener m.in Legii Warszawa i Cracovii.
A jeśli piłkarze nie wytrzymają kondycyjnie takiego obciążenia? Nie każdy z nich jest Wawrzyniakiem, który w mniej niż rok rozegrał ponad 50 spotkań. I nie miał dość. - Nawet jeśli niektórzy będą narzekać, to nie powinniśmy rezygnować z nowej formuły rozgrywek. Raczej należy doprowadzić do tego, by wszyscy byli optymalnie przygotowani na większy wysiłek. Jeśli odpowiednio się do tego podejdzie, to nie widzę przeszkód - przekonuje Gilewicz.
Z kolei krytycy podziału ligi na grupę mistrzowską i spadkową alarmują: "Grozi nam powrót do korupcyjnych praktyk!". Niestety, nowy kształt rozgrywek mógłby spowodować, że zjawisko korupcji odżyłoby na nowo. Dlaczego? Wyobraźmy sobie sytuację, że wśród najlepszych ośmiu drużyn, trzy ostatnie nie miałyby większych ambicji, aniżeli zajęcie miejsc 6-8. Już można sobie wyobrazić tę falę podejrzeń i kontrowersji. Nagminne oskarżenia o "podkładanie się". - Takie zagrożenie rzeczywiście istnieje. Pamiętam, jak 10 lat temu (wówczas obwiązywał model dwóch grup) mieliśmy wrażenie, że nie wszystkie mecze były "czyste". Powszechna była opinia, iż niektórym ekipom nie zależało aż tak bardzo na odnoszeniu zwycięstw za każdym razem - wspomina Białas.
Większość ekspertów podkreśla, że dotychczasowy model rozgrywek na najwyższym poziomie w Polsce należy gruntownie zreformować. Jednak ile osób, tyle opinii, w jaki sposób należy tego dokonać. A co na ten temat sądzą sami piłkarze? Najlepiej zapytać nowego mistrza Polski z Wrocławia. - Nie podoba mi się pomysł podziału tabeli na dwie grupy. Grałem już w takiej formule i myślę, że przynosi ona więcej szkody, niż pożytku. Do wątpliwości na tle korupcyjnym, doszłoby także zamieszanie organizacyjne. Nie przekonuje mnie też często przywoływany argument, że ten sposób podniósłby się ogólny poziom ligi. Moim zdaniem, raczej należy brać przykład z Zachodu, stamtąd czerpać wzorce - przekonuje Sebastian Mila, piłkarz Śląska Wrocław.
Mila radzi, by większą liczbę spotkań w sezonie uzyskać poprzez powiększenie samej ligi. - Mogłoby w niej grać osiemnaście, a nie szesnaście drużyn. Ewentualnie wprowadzić system rodem z Austrii, gdzie mamy 10 drużyn, które ze sobą grają czterokrotnie. Z doświadczenia wiem, że taka forma rywalizacji jest również warta rozważenia - zauważa zawodnik, który sześć lat temu grał w barwach Austrii Wiedeń.
Zapowiadany system, który miałaby obowiązywać w Ekstraklasie od sezonu 2013/2014, wywołuje coraz więcej emocji. Część kibiców chwali samą ideę zmodyfikowania zawodów, lecz postuluje, by po prostu powiększyć ligę. "Dodajcie 2 zespoły i będa wtedy aż 4 kolejki wiecej, czyli o miesiac dłuższy sezon", "Czemu tego systemu nie ma w Hiszpanii czy we Włoszech? Czyżbyśmy wpadli na lepszy pomysł, aniżeli szefowie najważniejszych lig europejskich? Wątpię" - zauważają internauci.
A Waszym zdanie, w jaki sposób należałoby zreformować polską Ekstraklasę?