
Poza operatorem telefonii komórkowej Play, rogalikami 7Days i znaną z produkcji worków na śmieci firmą Jan Niezbędny, których udziałowcami są greccy przedsiębiorcy nie mamy zbyt wielu związków gospodarczych z Grecją. A jednak to, co dzieje się w Grecji ma wpływ na nasze portfele.
REKLAMA
– Na wszelki wypadek kupiłbym trochę franków. Powiedzmy na jedną, dwie raty. Istnieje duże ryzyko, że w wyniku kryzysu Grecja wypadnie ze strefy euro, co sprowokuje spadek wartości tej waluty wobec dolara i franka szwajcarskiego. W konsekwencji odbije się to na kursie złotówki, bo inwestorzy zagraniczni postrzegają nasz kraj jako narażony na ewentualny kryzys walutowy – mówi Dariusz Lasek, dyrektor inwestycyjny ds. papierów dłużnych w Union Investment TFI.
Teoretycznie nie mamy się czego obawiać. – Nie ma istotnych zagrożeń dla wzrostu gospodarczego w Polsce w związku z sytuacją w Grecji. Ten wzrost cały czas przyśpiesza – przekonywał wiceminister finansów Artur Radziwiłł. Wiceszef resortu finansów podkreślił, że polskie finanse i sektor bankowy są stabilne. – Przełożenie tego co się dzieje w Grecji na sytuację w Polsce jest bardzo niewielkie, praktycznie zerowe – dodał.
Jednak Lasek i inni eksperci przekonują, że w międzynarodowym świecie finansistów już sama zapowiedź kilkudniowego kryzysu jest katalizatorem nerwowych zachowań. Wyprzedaże akcji na giełdach niepewnych krajów, żądania wyższego oprocentowania na pożyczone naszemu rządowi pieniądze. W dodatku tuż po 5 lipca, kiedy rozstrzygać się będzie się referendum w Grecji, przypada na ogół data spłata rat kredytowych w polskich bankach. Przy średniej racie 700 franków zwyżka notowań waluty przekłada się na podwyżkę o ponad 250 zł. – Na wszelki wypadek, bo może się wydarzyć coś złego, rozważyłbym zakup waluty już teraz – mówi Lasek.
Również w prognozie banku UBS wymienia się Polskę jako kraj, który może ucierpieć na skutek greckiego kryzysu.
Również w prognozie banku UBS wymienia się Polskę jako kraj, który może ucierpieć na skutek greckiego kryzysu.
Giełda w dół
Uspokajające wypowiedzi naszych polityków nie odwróciły trendów w biznesie. Wszystkie indeksy warszawskiej giełdy traciły w poniedziałek około 2 proc. Co przekłada się na zmartwienia ponad miliona Polaków posiadających rachunki inwestycyjne. Tak gwałtowny spadek w jeden dzień to wymierna strata. Jeszcze gorzej od niedzieli czują się ci z kredytem hipotecznym denominowanym we franku szwajcarskim. Zanim uśpiony weekendem NBP ogłosił kursy walutowe właściciele kantorów sami uwzględnili zmiany na rynku. Waluta ta znowu zdrożała do 4,09 zł za 1CHF – najwyższego poziomu od stycznia i słynnej decyzji szwajcarskiego banku o zaprzestaniu interwencji walutowych.
Uspokajające wypowiedzi naszych polityków nie odwróciły trendów w biznesie. Wszystkie indeksy warszawskiej giełdy traciły w poniedziałek około 2 proc. Co przekłada się na zmartwienia ponad miliona Polaków posiadających rachunki inwestycyjne. Tak gwałtowny spadek w jeden dzień to wymierna strata. Jeszcze gorzej od niedzieli czują się ci z kredytem hipotecznym denominowanym we franku szwajcarskim. Zanim uśpiony weekendem NBP ogłosił kursy walutowe właściciele kantorów sami uwzględnili zmiany na rynku. Waluta ta znowu zdrożała do 4,09 zł za 1CHF – najwyższego poziomu od stycznia i słynnej decyzji szwajcarskiego banku o zaprzestaniu interwencji walutowych.
Andrzej Stefaniak działa na rynku walutowym w firmie Alpha Financial Services. Kiedy rano przyszedł do biura przełączył telewizory na zagraniczne kanały informacyjne, aby na na bieżąco monitorować wypowiedzi kluczowych polityków. – Po raz pierwszy widzimy tak ostrą grę pomiędzy greckimi politykami, a wierzycielami kraju. Wykorzystują fakt, że Europa zainwestowała ogromny kapitał finansowy i polityczny w stworzenie strefy euro. Jeśli Grecja upadnie i wyjdzie ze strefy, oznacza to, że miliardy euro jakie zapłacili niemieccy podatnicy za spokój w Europie poszły na marne. Dostarczyłoby to argumentów przeciwnikom i krytykom Unii Europejskiej – ocenia Stefaniak.
Skalę emocji widać doskonale, bowiem o następstwach ewentualnego Grexitu wypowiadają się politycy i przedstawiciele banków centralnych nie tylko europejskich, ale także w Chinach, dla których efekty ewentualnego bankructwa Grecji będą znikome.
Tsipras gra w tchórza
Zamieszaniu na rynku sprzyja harda postawa Greków. Kiedy analitycy rynków finansowych prześledzili życiorys Janisa Varufakisa, greckiego ministra finansów okazało się, że nominację profesorską zapewniły mu dogłębna znajomość teorii gier. A jego ulubionym tematem do analizy jest gra w tchórza. Znacie to z amerykańskich filmów. Dwa samochody na jednej drodze, pędzące do zderzenia, który kierowca pierwszy skręci ten przegrywa.
Zamieszaniu na rynku sprzyja harda postawa Greków. Kiedy analitycy rynków finansowych prześledzili życiorys Janisa Varufakisa, greckiego ministra finansów okazało się, że nominację profesorską zapewniły mu dogłębna znajomość teorii gier. A jego ulubionym tematem do analizy jest gra w tchórza. Znacie to z amerykańskich filmów. Dwa samochody na jednej drodze, pędzące do zderzenia, który kierowca pierwszy skręci ten przegrywa.
Pierwszy nie chce odpuścić Aleksis Tsipras, który swoje polityczne zwycięstwo zbudował na niezadowoleniu Greków z efektów 5 lat ratowania ich kraju przed bankructwem. Międzynarodowy Fundusz Walutowy, Europejski Bank Centralny i niemiecki rząd, który pożyczył miliardy euro do ratowania greckiej gospodarki oczekują podwyżki podatków (stawki VAT do 23 proc. i 28-procentowego podatku dochodowego) oraz podwyższenia wieku emerytalnego. Dziś ma to być właściwie tylko kara dla kraju, który mimo przyjęcia euro-jałmużny nie przeprowadził żadnych gruntownych reform.
Nie zredukował wydatków, nie uszczelnił systemu emerytalnego, ani nie przeprowadził prywatyzacji, która w pierwotnych założeniach miała przynieść nawet do 50 mld euro zysków Tsipras chce ustępstw i kolejnych 12 miliardów euro pożyczonych na najtańszy procent na świecie – 1,3 proc. rocznie.
Nieodporni na kryzysy
Gdzie w tym wszystkim jest Polska? – Grecka tragedia trwa od 5 lat. Polski rząd miał czas, aby przygotować się na nadejście kryzysu. Teraz widzimy jak słabo działa nasz NBP. Jego reakcją powinna być stanowcza interwencja na rynku walutowym – mówi dalej menedżer Union Investment TFI. Przypomnijmy, że 2013 roku, walcząc z drożejącym euro, NBP sprzedawało po niższej niż rynkowa cenie duże miliony euro, co przełożyło się później na obniżenie kursu.
Gdzie w tym wszystkim jest Polska? – Grecka tragedia trwa od 5 lat. Polski rząd miał czas, aby przygotować się na nadejście kryzysu. Teraz widzimy jak słabo działa nasz NBP. Jego reakcją powinna być stanowcza interwencja na rynku walutowym – mówi dalej menedżer Union Investment TFI. Przypomnijmy, że 2013 roku, walcząc z drożejącym euro, NBP sprzedawało po niższej niż rynkowa cenie duże miliony euro, co przełożyło się później na obniżenie kursu.
Grecy zaczynają coraz częściej mówić, że w razie czego zrobią to, co Islandia w 2009 roku. Początkowo wydawało się, że ten mały kraj opanowany przez banksterów z banków inwestycyjnych nie podoła kryzysowi finansowemu. Premier kraju doradzał Islandczykom strategię pingwinów, by łączyli się w stada i ogrzewali ciepłem własnych ciał. W praktyce Islandia zdewaluowała własną walutę – koronę. Następnie upaństwowiła banki odmawiając spłaty części długów zagranicznym wierzycielom. Dzięki dobrym połowom i eksporcie makreli szybko odbudowano oszczędności. Przed czasem zwrócili pożyczkę ratunkową jakiej udzielił im polski rząd stając się przykładem kraju, który poradził sobie z kryzysem.
Napisz do autora: tomasz.molga@natemat.pl
