
E.L. James, autorka bestsellerowej serii książek erotycznych dla kobiet, zachęcona ogromnym sukcesem "50 twarzy Gray'a" i dwóch pozostałych części cyklu, mimo wcześniejszych zapewnień, że nie wróci do historii perwersyjnej relacji bohaterów, nie dotrzymała słowa. Na rynku właśnie ukazała się kolejna odsłona pornoopowiastki, tym razem opowiedziana z męskiej perspektywy. Autorka zamiast pochwał, została wykpiona. Czytelnicy się zbuntowali, chociaż saga o pejczach i dominacji w łóżku była czytelniczym hitem na całym świecie.
REKLAMA
Od uwielbienia do śmieszności
E. L. James będzie chyba musiała przestać odcinać kupony od popularnej sagi o Anastasii Steele i Christianie Greyu. Łaska czytelników na pstrym koniu jeździ, a autorka miała ostatnio okazję przekonać się o tym na własnej skórze. W związku z promocją najnowszej książki "Gray", która wydarzenia z wcześniejszych książek przedstawia tym razem z męskiego punktu widzenia (tutaj narracja należy do Christiana Graya), autorka poczytnego cyklu postanowiła zrobić niespodziankę swoim fanom i zaprosiła ich na spotkanie online na Twitterze. Każdy, kto chciał, mógł jej zadać pytanie.
E. L. James będzie chyba musiała przestać odcinać kupony od popularnej sagi o Anastasii Steele i Christianie Greyu. Łaska czytelników na pstrym koniu jeździ, a autorka miała ostatnio okazję przekonać się o tym na własnej skórze. W związku z promocją najnowszej książki "Gray", która wydarzenia z wcześniejszych książek przedstawia tym razem z męskiego punktu widzenia (tutaj narracja należy do Christiana Graya), autorka poczytnego cyklu postanowiła zrobić niespodziankę swoim fanom i zaprosiła ich na spotkanie online na Twitterze. Każdy, kto chciał, mógł jej zadać pytanie.
Czat z James cieszył się powodzeniem, chociaż na pewno nie w takim sensie, w jakim życzyłaby sobie tego sama pisarka. Spora część internautów zakpiła sobie z nowej "królowej powieści erotycznej". Naigrywano się m.in. z jej, pozostawiającego wiele do życzenia, stylu pisania: "czego bardziej nie lubisz: niezależnych, silnych kobiet czy języka angielskiego?”, "czy po sukcesie‚ Greya rozważałaś ponowne opowiedzenie tej historii z perspektywy osoby, która potrafi pisać?”, „czy kiedykolwiek rozważałaś korzystanie ze słownika wyrazów bliskoznacznych, czy też brzmi to jak zbyt ciężka praca?” – to tylko niektóre pytania od złośliwców, z którymi E. L. James, chcąc nie chcąc, musiała się skonfrontować.
Swoją pogardę internauci wyrażali też na inne wymyślne sposoby. Autorka została np. postawiona przed poważnym dylematem: „jeśli zostałabyś zmuszona pod groźbą użycia broni do zjedzenia całego samochodu, ale mogłabyś wybrać jego model, to jaki byś wybrała?”.
Przebiorę się w lateks, ale "Gray'a" nie przeczytam?
Rzeczywiście, lista zarzutów wobec pisarskiego dorobku Brytyjki, jest długa. Miałki styl, tanie chwyty spod znaku literatury harlequinowej, podkręconej pikantnymi gadżetami rodem ze sklepu dla miłośników sadomaso, papierowe postacie, płytkie dialogi, itd., itd. Wszystko się zgadza, racji nie można też odmówić internautom, którzy zażartowali sobie ostatnio z pisarki.
Rzeczywiście, lista zarzutów wobec pisarskiego dorobku Brytyjki, jest długa. Miałki styl, tanie chwyty spod znaku literatury harlequinowej, podkręconej pikantnymi gadżetami rodem ze sklepu dla miłośników sadomaso, papierowe postacie, płytkie dialogi, itd., itd. Wszystko się zgadza, racji nie można też odmówić internautom, którzy zażartowali sobie ostatnio z pisarki.
Tylko że autorzy tzw. literatury ambitnej mogliby pomarzyć o podobnym wyniku sprzedażowym. Podczas gdy ich książki zalegają na półkach miesiącami, książki James znikają ze sklepowych półek z szybkością światła. Mimo wszystkich wymienionych wyżej mankamentów, które przypuszczalnie powinny skazywać książki James na literacką banicję. James należy zresztą do najlepiej zarabiających pisarek na świecie, a jej gaża jest wyższa niż niejednego uznanego mistrza pióra.
Książki pisarki były już wyśmiewane na wszystkie możliwe sposoby – James nie doczekała się bodaj jednej pozytywnej recenzji od krytyków. Doczekała się za to rzeszy wiernych fanek, które dzięki jej marnej pisaninie, uporały się z purytańskim wychowaniem i wpuściły do sypialni trochę życia, a ich nudne dotąd życie erotyczne, nabrało rumieńców i zachęciło do śmiałych eksperymentów.
"Grayomania w sypialni"
Żadne tam programy edukacyjne ani gadanie mądrych głów, nie zmieniło w ich życiu tyle, co te paręset lichych stron zapisanych ręką James – są na to dowody, a seksuolodzy wiążą coraz większą otwartość seksualną m.in. z książkami James. Zaczęto nawet mówić o "efekcie Graya", albo "grayomanii", co oczywiście jest jakiegoś rodzaju nadużyciem, ale wiele mówi o skali zjawiska. To właśnie jest mocna strona tych, tak słabych przecież książek.
Żadne tam programy edukacyjne ani gadanie mądrych głów, nie zmieniło w ich życiu tyle, co te paręset lichych stron zapisanych ręką James – są na to dowody, a seksuolodzy wiążą coraz większą otwartość seksualną m.in. z książkami James. Zaczęto nawet mówić o "efekcie Graya", albo "grayomanii", co oczywiście jest jakiegoś rodzaju nadużyciem, ale wiele mówi o skali zjawiska. To właśnie jest mocna strona tych, tak słabych przecież książek.
Prof. Zbigniew Izdebski w rozmowie z naTemat przyznał, że cykl o przygodach studentki i młodego biznesmena mógł poruszyć seksualną wyobraźnię Polaków. – Polacy w ostatnich latach docierają do różnych źródeł informacji na temat seksu. Czytają najprzeróżniejsze książki na ten temat i mają dostęp do takich informacji w internecie. Ta książka mogła być jednak dla wielu osób pewną inspiracją – przyznał. James wstrzeliła się w oczekiwania, głodnych erotycznie kobiet: od wyzwolonych bizneswoman po krzątające się na co dzień wokół garnków panie domowe.
Można postukać się w czoło i powiedzieć, że to zaczytywanie się w tanich romansidłach, można skrytykować James i jej "wypociny" na Twitterze, można też jednak zerknąć na wyniki sprzedaży najnowszej powieści - w ciągu pierwszych czterech dni od premiery w Stanach i Wielkiej Brytanii rozeszło się blisko 1,8 miliona egzemplarzy powieści. To powinno zamknąć usta krytykom, a otworzyć portfele tych, którzy nie zważając na liczne słabe strony książki, pójdą do księgarni, bo chcą poczytać coś, od czego można dostać rumieńców. Nic mi do tego. Zaglądanie komuś przez ramię, kiedy czyta, nawet powieść erotyczną, niewiele różni się od zaglądania komuś do alkowy.
Napisz do autora: dominika.majewska@natemat.pl
