Nowy prezydent Francji szybko wziął się do roboty
Nowy prezydent Francji szybko wziął się do roboty Fot. Mateusz Baj / Agencja Gazeta

Nowy prezydent Francji, Francois Hollande, nie próżnuje. Zaledwie dwa dni temu został zaprzysiężony, a już dziś realizuje jedną ze swoich obietnic wyborczych. Na pierwszym posiedzeniu nowo powołanego rządu zdecydowano o obniżeniu pensji prezydenta, premiera i wszystkich ministrów o 30 procent. Trudno nie przyznać, że szybkość decyzji robi wrażenie. Dobre wrażenie. - To typowo PR-owa decyzja - mówi nam dr Wojciech Jabłoński, specjalista od marketingu politycznego.

REKLAMA
Głośne zapowiedzi reform, które w kampanii wyborczej przedstawiał Hollande, jedni kwitowali z uśmiechem, drudzy z niedowierzaniem. Nowy prezydent Francji razem ze swoją ekipą wziął się do pracy i już w dwa dni po objęciu urzędu zaczyna wcielać obietnice w życie. Co prawda zaczął od tych stosunkowo najłatwiejszych. - Chodzi o dawanie przykładu - mówił dziennikarzom premier Jean-Marc Ayrault.
Iść za ciosem i dbać o wizerunek
Głowa państwa i cały socjalistyczny rząd z premierem na czele będzie zarabiać o 30 procent mniej. A to wszystko ogłoszone na pierwszym posiedzeniu rządu, które odbywa się w w dniu święta państwowego. - Nie marnujemy czasu i rozpoczynamy walkę z kryzysem - przekonuje szef nowego rządu.
- Bardzo dobra decyzja, która wynika z logiki komunikacji politycznej. Trzeba iść za ciosem. Tam gdzie przychodzi zwycięstwo, w sposób naturalny powinno się podejmować decyzje podtrzymujące wyborczy entuzjazm. To nic więcej, jak dbałość o kojarzenie wizerunku kandydata, który wygrał wybory z jego wizerunkiem z kampanii wyborczej - wyjaśnia dr Wojciech Jabłoński.
Pierwszy parytetowy rząd
Zarabiać o 30 proc. mniej będzie rząd, którego skład jest również efektem wyborczych obietnic Hollande'a. To pierwszy we Francji rząd parytetowy. W jego skład wchodzi po 17 mężczyzn i kobiet. Chociaż te najważniejsze stanowiska powędrowały do panów. Co ciekawe, zarobki francuskiego prezydenta odkąd stanowisko to objął Nicolas Sarkozy wzrosły dwukrotnie. Jego pensja była jedną z największych wśród szefów państw. Na konto Sakrozy'ego wpływało co roku 240 tysięcy euro.
Początek rządów Hollande'a robi dobre wrażenie. Pozostaje mieć tylko nadzieje, że tak będzie przez całą kadencję. A robić jest co, jednak wcale nie będzie to tak łatwe jak obniżenie pensji. Nowy prezydent musi sprostać stworzeniu 60 tysiącom miejsc pracy w edukacji publicznej oraz wprowadzeniu 75-procentowego podatku dla osób, które zarabiają ponad milion euro rocznie.

Dlaczego polskich polityków traktujemy jak żebraków
Deklaracje o obniżaniu zarobków politykom w czasach kryzysu stały się chodliwym hasłem wyborczym. Na podobną decyzję całkiem niedawno zdecydował się nowy premier Włoch, Mario Monti. Włoscy deputowani otrzymują pensje niższe o 1300 euro, a sam Monti w ogóle zrezygnował ze swojego wynagrodzenia. Godne pochwały, ale przysłowiowej biedy i tak nie klepią. Specjalna komisja urzędu statystycznego Istat obliczyła, że tamtejsi parlamentarzyści po podliczeniu wszystkich dodatków i diet zarabiają miesięcznie średnio 16 tysięcy euro.
Czerwona kartka nie dla polskich polityków
Polscy politycy zarabiają stosunkowo mało w porównaniu do europejskich kolegów i pewnie dlatego nie pałają chęcią do deklaracji o obniżaniu zarobków. Problem w tym, że często nie mają również wielkiego parcia do spełniania większości wyborczych obietnic.
- To wszystko wynika z kontekstu komunikacyjnego. We Francji głosuje znaczna część obywateli i oni potrafią politykom pokazać czerwoną kartkę raz na zawsze. U nas nikt się tego naprawdę nie boi, bo ordynacja jest skonstruowana w ten sposób, że czerwonej kartki raz na zawsze raczej dostać nie można - wyjaśnia dr Jabłoński.

Od jutra Europa na nowo. Dzięki Hollande'owi Polska zyska w oczach Niemców
- Przede wszystkim trzeba składać realne obietnice. Niewywiązywanie się zawsze jest przypisywane złej woli polityków, a trzeba pamiętać, że życie często weryfikuje rzeczywistość - broni swoich kolegów posłanka Joanna Kluzik-Rostkowska.
Dla polskiego Sarkozy'ego niewywiązanie się z tak głośnych obietnic mogłoby być końcem kariery polityka. - A proszę spojrzeć ilu w Polsce jest polityków, którzy mimo wszystko trzymają się dobrze po ćwierć wieku - mówi politolog. Tam, gdzie istnieje realne zagrożenie wycofania polityka rękami i kartkami wyborców, tam istnieje również większa kreatywność w komunikacji politycznej. - U nas niezależnie od tego, czy ktoś wygrywa, czy nie, to ciągle w tej polityce funkcjonuje - dodaje.
Zarabiają mało
U polskich polityków na takie deklaracje nie mamy raczej co liczyć, a co dopiero na tak drastyczne obniżki. - Politycy zarabiają stosunkowo mało, zwłaszcza w porównaniu do swoich kolegów w Europie. Pamiętam, że mój bliski kolega, który przyszedł do polityki powiedział, że musi odpuścić, bo wcześniej zarabiał cztery razy więcej. I mimo, że się do pracy nadawał to posady w ministerstwie już więcej by nie przyjął - mówi posłanka PO, Joanna Kluzik-Rostkowska.
I dodaje: - Ja, będąc dziennikarką, miałam wyższe zarobki niż teraz. Populistyczne domaganie się niższych płac, koniec końców odbije się na nas wszystkich. To moim zdaniem głupota. Jeżeli chcemy mieć dobrą kadrę to za umiejętności trzeba płacić - słyszymy. Joanna Kluzik-Rostkowska zauważa, że coś jest nie tak, jeżeli bardzo dobry specjalista odchodzi z polityki, tylko dlatego, że gdzieś indziej może zarabiać więcej. - W pewnym momencie może uznać, że albo sprawuje funkcję z powołania, albo rezygnuje, bo musi lepiej zająć się rodziną mówi.