
Jeżeli wakacyjne wyjazdy dopiero przed wami, pamiętajcie, że nie warto pchać się koniecznie tam, gdzie pcha się większość turystów. Podpowiadamy więc, które polskie miejscowości w sierpniu lepiej omijać szerokim łukiem i w których urlop nie będzie najlepszym pomysłem w tak upalne lato, jak to, które mamy w tym roku.
REKLAMA
1. Mielno, Łeba, Hel...
Wytłumaczenie, dlaczego odradzamy te lokalizacje na spędzenie ostatnich letnich weekendów, a tym bardziej urlopu jest chyba jasne. Osławiony "parawaning", walka o miejsce przy brzegu od wczesnych godzin porannych, tłok na plaży, ulicach i smażalniach to w tym roku znaki rozpoznawcze najpopularniejszych polskich "kurortów" nad otwartym morzem.
A na Półwyspie Helskim nie jest lepiej. Szczególnie, gdy jedzie się tam w poszukiwaniu prawdziwego wypoczynku. Nigdy nie zasypiająca latem mekka polskich surferów i... lanserów nie da takich możliwości. Obraz zniechęcenia dopełnia tam też powszechna wakacyjna drożyzna. Zwykle lokalni przedsiębiorcy tłumaczą ja tym, iż przez kilka słonecznych dni, o które tak trudno w Polsce, trzeba zarobić na cały rok. W tym roku na pogodę narzekać nie można i nad Zatokę Pucką przepuszczany jest szturm spragnionych ochłody w morzu Polaków. Tymczasem ceny zamiast nieco zmaleć przy takim ruchu, tylko idą w górę...
2. Zakopane
Sierpień to zazwyczaj najlepszy okres na górskie wędrówki po polskich górach. Inaczej niż w maju i czerwcu nie ma już ani grama pozostałości po zimie, ani tych typowych dla Tatr lipcowych burz i ulew, które skutecznie uniemożliwiają jakąkolwiek wyprawę. No może oprócz tej z zamęczanymi końmi nad Morskie Oko. W sierpniu u stóp Tatr gromadzą się więc zarówno prawdziwi turyści, którzy chcą skorzystać z wciąż długiego dnia i najlepszej w ciągu roku pogody, jaki tzw. Janusze przez większość urlopu szlifujący ceprostrady. Uzupełniają ich jeszcze "typowi kuracjusze" i niezliczona ilość dzieci i młodzieży z zakopiańskich obozów harcerskich i ośrodków kolonijnych.
O ile na Krupówkach ten barwny tłum ma jeszcze jakiś klimat i dodaje kolorytu, o tyle wszędzie indziej nie da się go długo wytrzymać. Do tego dochodzą wewnętrzne problemy Zakopanego, które od kilkunastu lat ma coraz większe problemy z prawidłowym rozwojem. A to przekłada się na fakt, iż mieszkańcy miasta są ze sobą skłóceni. Jeśli zgadzają się co do wizji miasta, dzielą ich poglądy polityczne, bo "zimowa stolica Polski" co wybory prawie równo pęka na pół w poparciu dla PO i PiS.
I co ciekawe, im turystów więcej, tym te podziały rzucają się w oczy jeszcze bardziej. W poszukiwaniu odpoczynku, piękna Tatr i kultury Podhala warto do Zakopanego zaglądać, ale na pewno nie przez najbliższe tygodnie. Warunki na górskie wędrówki bywają dobre do połowy października, a jeśli nie chcecie zapuszczać się szlakami dalej niż nad Morskie Oko, czy kolejką na Kasprowy Wierch, to najwięcej spokoju znajdziecie tam dopiero jesienią. Latem, Zakopane można bowiem łatwiej znienawidzić niż pokochać.
3. Mikołajki
Jeżeli są wakacje, jest upalnie, a wyjeżdżając z Warszawy zastanawiasz się, czemu na ulicach tak pustawo i gdzie podziało się pół stolicy, to... lepiej nie jedź do najpopularniejszego miasteczka na Mazurach. Większość tych warszawiaków, których brakuje w mieście prawdopodobnie jest właśnie tam. A także miłośnicy żagli i jezior z Krakowa, Katowic, Wrocławia, Gdańska, a ostatnimi czasy także połowa Obwodu Kaliningradzkiego i wielu wielu innych.
W Mikołajkach i okolicach jest tłocznie, a przez to niebezpiecznie. Po pierwsze, na drogach dojazdowych do miasta, gdzie pełno leśnych odcinków, trudno uświadczyć więcej niż jednego pasa ruchu, ale śpieszący się na lub z wakacji kierowcy chętnie wyprzedzają co najmniej na trzeciego.
Po drugie, niebezpiecznie w tym tłoku robi się na wodzie. W czasach, gdy tak łatwo stanąć za sterem, a coraz więcej Polaków na tę przyjemność stać, niektóre obszary mazurskich jezior wyglądają niczym ulice pod "Mordorem" na Domaniewskiej popołudniu. Na jeziorach robi się coraz ciaśniej, bo między jachtami i żaglówkami lawiruje pełno innego wodnego sprzętu typu rowery, kajaki i łódki. No i nieprzejmujący się niczym miłośnicy pływania długodystansowego.
Jest tam zbyt pięknie, by odradzać podróżowanie do Mikołajek i na Mazury w ogóle, ale lepiej poczekać z tym na bardziej "normalną" pogodę. Na taki okres, w którym nie będą ciągnęły tam tłumy, jak te, które przyciągnęły wielotygodniowe upały tegorocznego lata.
4. Wrocław
To jedno z najwspanialszych miast w obecnych granicach Polski. Wielka aglomeracja, tętniąca multikulturowym, dość zachodnim rytmem życia. Wrocław to też piękno architektury i... w sierpniu to właśnie ona jedyna może "robić klimat" turystom. Pod koniec wakacji trudno bowiem w pełni poczuć Wrocław, bo bywa on wówczas po prostu pustawy. Brakuje studentów, a wrocławianie próbują łapać ostatnie chwile lata gdzieś poza miastem. Nie jest to też typowy letni kierunek, więc turyści są w stolicy Dolnego Śląska często tylko przejazdem
W efekcie wybierając Wrocław na sierpniowy weekend lub urlop można trafić na widok pustawych ulic, a nawet kawiarenek, w których w ciągu roku trudno o wolny stolik. Jeżeli miasto to dla was przede wszystkim ludzie i wydarzenia, lepiej z wycieczką nad Odrę wybrać się kiedy indziej.
5. Poznań
Na tegoroczny, niezwykle upalny sierpień, odradzamy jeszcze jedno wielkie miasto. Przede wszystkim dlatego, że Poznań to nie jest miejsce, w którym łatwo wytrzymać taki skwar. Położenie geograficzne stolicy Wielkopolski sprawia, że w ciepłe dni trudno tam o choć trochę przyjemnego wiatru poza klimatyzowanymi wnętrzami Starego Browaru i innych galerii handlowych.
A co z Maltą?! Owszem, to świetne miejsce na spacer, czy kilka chwil opalania się. Przed kąpielą w słynnym jeziorze lepiej jednak dwa razy się zastanowić i rozejrzeć się, ilu poznaniaków się na nią decyduje. Raczej nie będą to tłumy. Zwiedzanie tego pięknego miasta w najbardziej upalnym okresie może okazać się więc męczarnią, w której ulgę przyniesie tylko przesiadywanie w klimatyzowanych lokalach lub pokoju hotelowym.
Napisz do autora: jakub.noch@natemat.pl
