Finansista z Libanu odpowiada szefowi Amrit Kebab: "Momentami wygląda, że Polska jest nazistowska"

Hussein Abou-Ali to Polak libańskiego pochodzenia.
Hussein Abou-Ali to Polak libańskiego pochodzenia. Archiwum prywatne
– Polska ma prawo nie przyjmować uchodźców. Nie mamy jednak prawa nazywać ich śmieciami, obrażać, wstydzić za ich “gęby”, robić z nich potworów – mówi naTemat Hussein Abou-Ali, Polak libańskiego pochodzenia, który pracuje jako doradca finansowy. To reakcja na głośny wywiad szefa Amrit Kebab Ghaze Abdulloha.


Udzielał się pan w komentarzach pod naszym wywiadem z szefem Amrit Kebab. Oburzyły pana jego wypowiedzi. Dlaczego?

Przede wszystkim państwa rozmówca przedstawia pogląd jednej grupy politycznej w Syrii – prorządowej, zwolenników prezydenta Assada i jego ekipy. Komentatorzy z tego obozu chcą być ślepi na to, co się dzieje. Skoro pan od Amritu, jak podejrzewam, lata do Syrii przez Liban, mógłby zajrzeć, co się tam dzieje. Liban dźwiga ciężar 1,4 miliona uchodźców, a jest malutki jak kiedyś województwo podlaskie. To jest powierzchnia 10 tys. kilometrów kwadratowych. I taki kraj nie odmawia pomocy humanitarnej, a Europa od czterech lat się odcina od problemu.
I teraz musi przyjąć uchodźców.


Ja byłem w Libanie, widziałem, jak ludzie umierali w obozach dla uchodźców. Ile można żyć w namiocie? Dzieci nie chodzą nawet do szkoły. Teraz spotykam się z taką reakcją, że my odmawiamy tym ludziom prawa do szukania lepszego miejsca do życia. A co ludzie mają robić? Czekać w obozach, aż ich dzieci umrą z zimna? Dziwię się więc, że ktoś, kto jest Syryjczykiem i powinien być bliżej tej tragedii, szydzi z ludzi, szyderczo się o nich wypowiada. Dziwię się, że ktoś mówi, że wstydzi się za ich “gęby”. Z tego powodu się oburzam. Mnie nie interesuje, która strona w Syrii wywołuje falę uchodźców. Ci ludzie uciekają, bo chcą bronić życia swojego i swoich dzieci, chcą zapewnić sobie lepszy byt. To jest ich prawo. Ja mam dzieci i jako człowiek zrobię wszystko, żeby miały lepsze życie.


Rozmówca z Amrit Kebab powtarza często spotykany zarzut – “imigranci nie chcą ciężkiej pracy, chcą socjalu”. Jak pan na to odpowie?

Uchodźcy uciekają z obozów do miejsc, gdzie jest im lepiej. Myślę, że w Polsce byłoby im lepiej, ale jeśli wybierają np. Niemcy, mają do tego prawo. Mają prawo wybierać kraj o lepszej ekonomii. Co do tego, że “imigranci nie chcą ciężkiej pracy”, nie zgadzam się. Możemy mówić ogólnie o fali uchodźców, ale Syryjczycy są bardzo pracowitym narodem. Tam są np. bardzo dobrzy rzemieślnicy. Dlatego jeśli mówimy o braku chęci do pracy, to może to dotyczyć części tej grupy, ale według mnie nie większości.


Poza tym uchodźcy jadą tam, gdzie ich chcą, a nie tylko tam, gdzie jest lepszy socjal. Chęć pomocy zadeklarowały chociażby Szwecja i Niemcy, z kolei Polska i Węgry otwarcie deklarują, że nie chcą uchodźców. Niech pan porówna wypowiedź Korwin-Mikkego, że uchodźcy to śmieci, z postawą premiera Norwegii, który powiedział, że przyjmie rodzinę uchodźców w swoim domu…

Mówi pan, że uchodźcy nie chcą do Polski. Ale być może będziemy musieli ich przyjąć, a oni będą musieli tu przyjechać…

I nie zostaną, jeśli będą mogli jechać dalej. Z drugiej strony to jest tak, że my zmuszamy tych ludzi, by byli tam, gdzie ich nie chcą. Jeśli w Polsce byłoby środowisko, które ich akceptuje i jest na nich otwarte, oni na pewno zmieniliby zdanie. Ale jest inaczej. Fundacja Estera sprowadziła do Polski rodziny chrześcijańskie i potem wszyscy byli zaskoczeni, że na drugi dzień ich nie było.

Czy ktoś się zastanawiał, dlaczego? Bo prawdopodobnie tych ludzi wyrwano z własnych środowisk. My chcielibyśmy w nich widzieć tylko chrześcijan, a oni się czuli tutaj obco. Do nich nie przemawia to, że ktoś ich kocha, bo są chrześcijanami. Oni wcześniej mieszkali w sąsiedztwie z muzułmanami. Ja z takiego wieloreligijnego środowiska pochodzę. Bliższy mi jest chrześcijanin w Syrii czy Libanie niż muzułmanin w Jemenie. To jest normalne i naturalne.

Nie ma pan wrażenia, że w Polsce dominuje ton narzucany właśnie przez obóz reżimu w Syrii. Miriam Shaded otwarcie mówi o sobie, że jest sympatyczką Assada. To trochę tak, jakby proputinowski komentator z Rosji mówił, że Polska nie powinna przyjmować uchodźców z Ukrainy.

No właśnie. Czy Polacy nie zdają sobie sprawy, że stają po stronie Putina? Przecież to on wspiera Assada. Jesteśmy hipokrytami w tej kwestii. Jak przyjdzie co do czego, to jesteśmy przeciwko Putinowi. A junty wojskowe, które on wspiera, nie robią nam problemu.

Uderza mnie jeszcze też jeszcze co innego. Traktujemy ISIS jako jedyną opozycję dla Assada. I jesteśmy w grubym błędzie, przedstawiając tylko te dwie strony konfliktu. Ludzie, którzy uciekają z Syrii, znaleźli się między dwoma ogniami – ogniem ISIS i Assada. Dlatego Europa powinna ich przyjąć. Tymczasem w Polsce dominuje ton, że wszystkich, którzy są przeciwko Assadowi, należy kojarzyć z ISIS.

Polska, przejawiając wrogość do uchodźców, strzela sobie w kolano. To jest mimo wszystko kraj emigrancki. Europa nie zapomni o postawie Polaków. Już teraz pojawiają się wypowiedzi, ze Polska to kraj rasistowski. Ostatnio w telewizji ZDF był wywiadem z Janem Tomaszem Grossem, który mówił o postawie polski, że jest nazistowska. I z pewnych wypowiedzi momentami tak to wygląda

Na jakiej podstawie? Bo Polska nie chce przyjmować uchodźców?

Nie. Tak jak uchodźcy mają prawo uciekać od śmierci i szukać lepszego życia, tak Polska ma prawo ich nie przyjmować. Nie mamy jednak prawa nazywać ich śmieciami, obrażać, wstydzić za ich “gęby”, robić z nich potworów. A ja uważam, że medialne wypowiedzi, m.in. takie jak pana z Amrit Kebab, w ten sposób szkodzą tym ludziom. Szkodzą każdej inności. Ja sam jestem troszkę inny, moje dzieci są troszkę inne. Pamiętam, jak był 11 września. Na mojego syna w szkole zaczęto wołać “talib”. Dziecko reagowało, dochodziło do bójek na boisku, potem byłem wzywany do szkoły. To nie mój syn to spowodował, a ta całą fobia, która się rozwija w polskich domach. Teraz mamy podobną sytuację. Fobia wobec uchodźców jest fobią wobec każdej inności. To jak antysemityzm, tylko o innej twarzy.
W wywiadzie z szefem Amrit Kebab znalazła się też taka wypowiedź. “Jeśli syryjski stomatolog straci dom na wojnie, to przeprowadzi się do Libanu, Turcji czy Jordanii i nie musząc uczyć się języka, będzie zarabiał dwa razy więcej niż polski dentysta. Ci, którzy szturmują granice, to w większości słabo wyedukowani ludzie z pustyni”. Zgadza się pan z tym?

Można zapytać tego pana, ilu wykształconych ludzi pracuje w jego kebabach… Ja znam endokrynologa, który skończył studia na Białorusi, wrócił do Syrii, by po wybuchu wojny uciec do Europy. On pracuje jako pomoc kuchenna w restauracji. Może, jeśli to takie łatwe, ktoś załatwiłby mu pracę w Jordanii czy Libanie?

Odpowiedź brzmi – nie, to nie jest łatwe. Stomatolog, który przyjedzie do Libanu, nie ma prawa wykonywania zawodu, bo ten i inne zawody medyczne to są z reguły zawody regulowane.

Zna pan syryjskich uchodźców? To są wykształceni ludzie?

Przede wszystkim jeśli ktoś szuka chleba dla swoich dzieci, to nie patrzy na to, czy ma w kieszeni dyplom czy nie. W Polsce znam kilka osób, ale np. w Libanie znam uchodźców, którzy są z zawodu lekarzami, nauczycielami, urzędnikami czy handlarzami. Pracują jednak na budowach, chwytają się każdego zajęcia, by móc żyć. Mój brat ma w Libanie firmę budowlaną. W sezonie pracuje u niego 30-40 Syryjczyków, z czego co drugi ma inny zawód. Do jednego prześmiewczo mówi się “profesor”, bo wcześniej był nauczycielem w szkole. Takich historii jest mnóstwo.

Kolejny zarzut, który słyszy się w Polsce. Dlaczego w tej masie uchodźców są głównie mężczyźni? Dlaczego zostawiają dzieci i kobiety?

Ci mężczyźni najczęściej później sprowadzają swoje rodziny. Dlaczego podczas stanu wojennego w Polsce najpierw wyjeżdżali mężczyźni? Czy to nie było podobnie, że najpierw jedzie mężczyzna, bo prędzej wytrzyma trudy podróży i życia w obcym miejscu? Było tak samo.

Niektórzy oburzają się też, że samych mężczyzn widzimy w relacjach medialnych. Bo najczęściej są filmowane starcia uchodźców z policją i strażą graniczną itp. więc na pierwszym froncie są mężczyźni, bo jeśli policja popycha i bije, to jest to chyba oczywiste, że nikt nie wysyła tam swoich kobiet i dzieci. Jeśli byłyby tam kobiety, znów ludzie powiedzieliby: “patrzcie, jak muzułmanie posyłają swoje kobiety pod policyjne pały”. Jak ktoś chce zaszkodzić, zawsze znajdzie sobie wytłumaczenie.

W końcu najważniejszy argument. Strach przed terroryzmem. Nie można wykluczyć, że wśród uchodźców są bojownicy ISIS. Pana to nie niepokoi?

To ISIS ogłosiło, że przemyca wśród uchodźców swoich ludzi. Myśli pan, że gdyby chcieli to zrobić, ogłosiliby to na cały świat? Oni chcą siać fobie, chcą, by Europa nie przyjmowała uchodźców, bo to są ich żołnierze, ich ludzie, przyszły pokarm dla ich ideologii. Ci ludzie uciekają od Państwa Islamskiego. My mamy wybór: albo zostawiamy ich na pastwę losu, czyli na zagrożenie ze strony ISIS i Assada, albo próbujemy im pomóc.

Kolejna rzecz z wywiadu z panem z Amrit Kebab. Pojawia się komentarz, że w Syrii nic się nie dzieje, że ludzie na basenach bawią się przy muzyce. To w takim razie dlaczego ludzie uciekają? 5 lat temu nie było takiej ucieczki, a przecież nie było też wojny.

Funkcjonujące w Polsce fobie, ten strach przed innością, to nic innego jak prowokowanie kolejnych wojen. Kiedy mówimy komuś, że jest inny, on zaczyna myśleć o sobie, że taki jest. Zaczyna być potencjalnym mięsem armatnim dla ISIS. W ten sposób tworzą się ściany, które rozdzielają świat na muzułmański i niemuzułmański. Ludzie, którzy w Polsce takie ściany próbują budować, służą temu, co jest celem Państwa Islamskiego.

Napisz do autora: michal.gasior@natemat.pl