
Sprawa rzekomego "złotego pociągu", który według jednej z wersji spoczywa gdzieś pod ziemią na 65. kilometrze linii kolejowej Wrocław-Wałbrzych, nieco przycichła, ale nadal budzi ogromne emocje. Jak się okazało, poszukiwacze, którzy dwa miesiące temu ogłosili wszem i wobec, że dokonali wielkiego odkrycia, mogą pożałować swojego postępowania.
REKLAMA
Piotr Koper i Andreas Richter, dwóch eksploratorów, którzy zgłosili się do Starostwa Powiatowego w Wałbrzychu z informacją o odkryciu skarbu nazistów z czasu II wojny światowej, mogą mieć problemy z wymiarem sprawiedliwości. Według Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków, poszukiwania z udziałem georadaru, do jakich przyznali się obaj rzekomi znalazcy "złotego pociągu", były nielegalne, ponieważ nikt takiego faktu do placówki nie zgłosił. Sprawą zainteresowali się już śledczy.
– Wojewódzki konserwator zabytków złożył zawiadomienie do prokuratury w związku z art. 111 ustawy o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami „Kto bez pozwolenia lub wbrew warunkom pozwolenia prowadzi poszukiwania zabytków...” – tłumaczy Marek Kowalski z delegatury urzędu w Wałbrzychu.
Co grozi obu poszukiwaczom? Jeśli zostaną uznani za winnych, mogą w najlepszym razie zapłacić grzywnę. Alternatywą będzie wyrok w zawieszeniu (zapewne prace społeczne) bądź nawet 30-dniowy areszt. Z pewnością będą musieli też zapomnieć o 10 proc. znaleźnym, na jakie tak bardzo liczyli.
Temperatura wokół doniesień o odkrytym niemieckim skarbie jest szczególnie gorąca w samym Wałbrzychu. Do tego stopnia, że między zaangażowanymi w eksplorację "złotego pociągu" w ruch ostatnio poszły pięści. O co poszło? O to, kto ma prawo nazywać się prawdziwym odkrywcą. I o to, kto odbierze znaleźne.
Jak pisaliśmy już w naTemat, do bijatyki doszło między Piotrem Koprem - tym samym, który zgłosił urzędnikom rewelacje na temat historycznego pociągu, a Markiem Słowikowskim, synem mężczyzny, który od kilkudziesięciu lat zbierał informacje i poszlaki dotyczące cennych wagonów ukrytych w okolicach Wałbrzycha.
Jak pisaliśmy już w naTemat, do bijatyki doszło między Piotrem Koprem - tym samym, który zgłosił urzędnikom rewelacje na temat historycznego pociągu, a Markiem Słowikowskim, synem mężczyzny, który od kilkudziesięciu lat zbierał informacje i poszlaki dotyczące cennych wagonów ukrytych w okolicach Wałbrzycha.
Źródło: "Gazeta Wrocławska"
