
Elmi Abdi mieszka w Polsce od 19 lat. Wystarczająco długo, żeby poznać Polskę i Polaków od jak najlepszej strony. Dzisiaj ze zdumieniem obserwuje to, co dzieje się w związku z uchodźcami. Jest somalijskim imigrantem i muzułmaninem z polskim paszportem i wie przez co przechodza obcokrajowcy szukający schronienia. – Teraz poprostu boję się, że nienawiść z sieci pojawi się na ulicach – mówi.
REKLAMA
Zapowiedział Pan, że jeśli fala nienawiści w stosunku do obcokrajowców będzie nadal narastać, to spakuje pan manatki i ucieknie razem z rodziną z Polski. Na co dzień spotyka się pan z przejawami niechęci?
Nie, na szczęście jeszcze nie. Na razie zostaję, ale niewykluczone, że będę musiał uciekać. Teraz mowa nienawiści zalewa internet. Dopóki wszystko rozgrywa się w sieci, nie jest najgorzej. Ja się po prostu boję, że ta nienawiść wkrótce wyjdzie na ulice. Jestem tu już od 19 lat. Do tej pory poznawałem Polskę i Polaków od jak najlepszej strony. Ale to co się dzieje obecnie w związku z uchodźcami przerasta moje pojęcie.
Nagle się okazało, że w Polsce oprócz otwartych i serdecznych ludzi istnieją środowiska nienawistne, zwłaszcza wobec imigrantów, a już szczególnie tych, którzy są muzułmanami. A ja tak się składa jestem i jednym i drugim. Jestem Polakiem, imigrantem i muzułmaninem. Jestem w pełni zintegrowany. I boję się, że pewnego dnia ktoś mi zrobi krzywdę. Powtórzę raz jeszcze, że dopóki akty skrajnej nienawiści rozgrywają się w sieci, nie jest jeszcze najgorzej. Ale stąd już tylko jeden krok do tego, żeby to co ludzie tam wypisują stało się rzeczywistością.
Pisanie nienawistnych komentarzy w internecie – skala tego zjawiska rzeczywiście jest ogromna, co do tego nikt nie ma wątpliwości. Pana zdaniem następnym etapem ma być prawdziwa agresja. Naprawdę uważa Pan, że taki scenariusz jest realny?
Kojarzy pani masakrę w Srebrenicy? Tam dokonano rzezi na muzułmanach. Przed tym tragicznym wydarzeniem przez dwa lata trwała propaganda i nagonka na muzułmanów. Do tej masakry nie doszło nagle i przypadkowo. To był efekt dwuletniej kampanii nienawiści do muzułmanów. Być może porównanie dzisiejszej sytuacji do tej sprzed lat wyda się niektórym przesadą, ale ja widzę podobieństwo. I po prostu się boję, że historia się powtórzy.
Uważa Pan, że Polacy cierpią na coś na kształt schizofrenii – z jednej jesteśmy gościnni i otwarci, z drugiej – ksenofobiczni i niechętni obcokrajowcom. Jak to wygląda z Pana perspektywy?
Trochę tak właśnie chyba jest. Przez wiele lat miałem same dobre doświadczenia z Polakami. Jestem zdziwiony tym, co obserwuję obecnie. Podejrzewam, że ten festiwal nienawiści, że jego przyczyną może być strach. Strach przed nieznanym. Tylko, że Polska przecież przyjmuje uchodźców nie od dzisiaj. Ten proces trwa od lat 90-tych. Byli już Ukraińcy, byli Czeczeni. Nikt nigdy wcześniej nie robił z tego takiego problemu, że ktoś tu przyjeżdża.
Dopiero teraz, kiedy Polska ma przyjąć ok. 7 tys. uchodźców stało się coś, czego nie rozumiem. Ludzie mówią, że to jest zagrożenie, że Polska przestanie być bezpiecznym krajem, na każdym kroku powstaną meczety, zaprowadzą nam prawo szariatu. Ja tego po prostu nie rozumiem.
Skąd jeszcze Pana zdaniem, oprócz lęku przed nieznanym, biorą się obawy Polaków przed przyjmowaniem uchodźców?
Na to składa się wiele czynników. Trudno jednoznacznie zdiagnozować to zjawisko. Na pewno nie bez znaczenia są nadchodzące wybory parlamentarne. Polska nie przyjmie tak wielu uchodźców, ale niektórzy politycy i tak chcą zapunktować u wyborców i podkręcają nieprzyjazną atmosferę. Nie potrafię z kolei wytłumaczyć tego zjawiska na poziomie społeczeństwa. Nagle normalni, wykształceni ludzie, którzy podróżują, znają świat – wszyscy ulegają tej gorączce z uchodźcami.
Na to składa się wiele czynników. Trudno jednoznacznie zdiagnozować to zjawisko. Na pewno nie bez znaczenia są nadchodzące wybory parlamentarne. Polska nie przyjmie tak wielu uchodźców, ale niektórzy politycy i tak chcą zapunktować u wyborców i podkręcają nieprzyjazną atmosferę. Nie potrafię z kolei wytłumaczyć tego zjawiska na poziomie społeczeństwa. Nagle normalni, wykształceni ludzie, którzy podróżują, znają świat – wszyscy ulegają tej gorączce z uchodźcami.
W mediach pojawia się jednak sporo przypadków, kiedy uchodźcy zachowują się nie do końca w porządku, mówiąc delikatnie. Do tego obawy przed ewentualnym atakiem terrorystycznym też nie są przecież wyssane z palca. Niektórzy widzą taki przekaz i myślą sobie, że nie chcą takich sytuacji w kraju, w którym żyją i wychowują swoje dzieci
Jasne, zgadza się i ja to rozumiem. Tylko, że osoba, która chce zrobić krzywdę nie musi udawać uchodźcy i posądzanie całej grupy o to, że mogą okazać się jakimiś fanatykami religijnymi to żerowanie na ludzkim strachu. Przecież to równie dobrze może być student-obcokrajowiec, który bez żadnych przeszkód dostał się na uczelnie. Może być turystą, który przyjechał zwiedzać. Nie widzę tutaj logiki, dlaczego terrorysta miałby ryzykować niebezpieczną podróż przez morze udając uchodźcę uciekającego przed wojną? Przecież żeby zrealizować swoje niecne cele, nie musi narażać życia i może to zrobić w prostszy sposób.
Pan też 19 lat temu uciekał z Somalii przed wojną. Był Pan uchodźcą, a od paru lat ma Pan polskie obywatelstwo. To dlatego solidaryzuje się pan z obcokrajowcami, którzy chcą znaleźć schronienie w Europie?
Doskonale rozumiem przez co ci ludzie teraz przechodzą. I rzeczywiście widzę podobieństwo w tym co wiele lat temu spotkało mnie, a tym, co przechodzą obecnie uchodźcy z Bliskiego Wschodu i Afryki. Wiem, co czują. Nikt inny, kto nie przeżył podobnego zdarzenia do końca nie zrozumie, co siedzi w ich głowach i co tak naprawdę przeżywają. Nie oznacza to jednak, że Polacy nie powinni próbować zrozumieć tego, dlaczego ludzie uciekają ze swojej ojczyzny. Oni uciekają przed horrorem wojny, a nie dla przyjemności.
Po tym jak opuściłem Somalię, po pięciu latach tułaczki dotarłem do Polski i tutaj znalazłem spokój, założyłem rodzinę i tu mam dom. Zasymilowałem się i nie sądzę, żeby podobnie nie mogło być z innymi uchodźcami, którzy niebawem mają przyjechać do Polski.
A co z obrazkami, które widzimy w sieci i mediach – mam na myśli te, które pokazują silnych, na oko zdrowych i majętnych młodych mężczyzn. Ich wizerunek kłóci się z naszym wyobrażeniem uchodźcy...
Wszyscy zwracają na to uwagę i doszukują się tu jakiejś wielkiej mistyfikacji. Ja to widzę inaczej – według mnie to właśnie ci silni mężczyźni, a nie kobiety i dzieci mogą znieść trudy podróży i zaryzykować w ten sposób walkę o lepszą przyszłość. Kiedy są już tu na miejscu, mogą ubiegać się o to, żeby w sposób bezpieczny i legalny dołączyli do niego jego bliscy. To właśnie dlatego wśród uchodźców widzimy prawie samych facetów.
Jest Pan również szefem Stowarzyszenia Somalijczyków w Polsce. Czy członkowie organizacji, której pan przewodniczy doświadczają na własnej skórze, że są w Polsce niemile widziani?
Nie, na szczęście nie dochodzą do mnie żadne niepokojące sygnały, wszystko jest ok. I mam nadzieję, że tak zostanie.
A ma Pan jakiś pomysł na to, co ewentualnie można by zrobić, żeby w dyskusji wokół uchodźców było mniej agresji, mniej nienawiści, a komentarze były bardziej wyważone?
Mówimy o tej części społeczeństwa, której nie da się przekonać. To smutne, bo wiem, że żaden argument do nich nie trafi. Co gorsza, podejrzewam, że oni sami wiedzą, że ich nienawiść nie jest zasadna, ale zamiast pójść po rozum do głowy, tym bardziej obstają przy swoim. Sytuacja może się zmienić, kiedy do Polski faktycznie przyjadą uchodźcy. Wtedy będą mogli zweryfikować swoje obawy i być może zmienią zdanie i zobaczą w uchodźcach ludzi.
