fot. Wojciech Olkuśnik / Marcin Onufryjuk / Sławomir Kamiński /Agencja Gazeta

- Jestem politykiem poza polityką - powiedział w poranku TOK FM Jerzy Hausner. Zdaniem byłego ministra gospodarki, polityka to nie tylko uczestnictwo w partii, ale także komentarze, wywiady, raporty, wpływanie na bieżące wydarzenia. To głos rozsądku? A może wołanie byłego członka establishmentu, który chce wrócić do głównego nurtu?

REKLAMA
Polityk bez polityki jest jak ryba bez wody? Niekoniecznie. Zdaniem byłego ministra gospodarki, wciąż można wpływać na bieg wydarzeń nawet jeśli jest się poza głównym nurtem. Jego zdaniem on jest na to przykładem. Ale czy tak jest faktycznie? - Samo komentowanie polityki polityka nie czyni - mówi prof. Piotr Pawełczyk z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu.
- Brakuje nam profesjonalnych polityków - uważa z kolei dr Krzysztof Kowalczyk, politolog.
Zaczynał od ekonomii, przeszedł przez politykę. Skończył?
Jerzy Hausner jest jednym z najbardziej znanych polskich ekonomistów. Pracę naukową zaczynał na Akademii Ekonomicznej w Krakowie jeszcze w latach siedemdziesiątych. Rok przed upadkiem PRL uzyskał habilitację na podstawie pracy dotyczącej grup nacisku w socjalistycznej gospodarce. Zaledwie pięć lat później został profesorem.
Hausner należał do PZPR, a później do SLD. W czasie kadencji premiera Włodzimierza Cimoszewicza był szefem doradców Grzegorza Kołodki, któremu pomagał w sprawach gospodarczych, później doradzał także prezydentowi Aleksandrowi Kwaśniewskiemu.
Te stanowiska były jednak dopiero początkiem jego politycznej kariery - wkrótce został pełnomocnikiem rządu do spraw zabezpieczenia społecznego i podsekretarzem stanu w KPRM. Był posłem, wicepremierem, ministrem gospodarki, a także - przez chwilę - ministrem zdrowia.
dr Krzysztof Kowalczyk
politolog

Mamy deficyt profesjonalnych polityków, za małą dozę specjalistów od polityki zagranicznej, ekonomii.

Po tym, jak SLD zaczęło spadać w sondażach, a w walce o władzę w Polsce liczyły się już praktycznie wyłącznie PiS i PO, założył Partię Demokratyczną. Ta poniosła jednak sromotną klęskę, ale Hausner, z rekomendacji Platformy Obywatelskiej, objął posadę w Radzie Polityki Pieniężnej, gdzie zasiada do dziś.
Hausner jest jest autorem raportów gospodarczym i komentatorem. Często wypowiada się w mediach o ekonomii i gospodarce. Dziś w rozmowie z Janiną Paradowską przyznał, że to jego sposób na działalność polityczną.
- Na pewno ten typ uprawiania polityki, który w przypadku Hausnera ma miejsce to polityka naukowa - mówi dr Krzysztof Kowalczyk. - Podobnym przykładem jest Leszek Balcerowicz, który łączy diagnozy ekonomiczne z politycznymi.
Wątpliwości co do polityczności takiego zachowania ma jednak prof. Pawełczyk, który przypomina, że sam komentarz to zbyt mało, by nazwać kogoś politykiem.
Schował się do puszczy, wrócił do Senatu
Również Włodzimierz Cimoszewicz przez lata był na politycznym szczycie, a później próbował zajmować się polityką bez związku z głównym nurtem. Od 1989 roku, przez pięć kolejnych kadencji zasiadał w ławach poselskich. W 1993 roku został wicepremierem i ministrem sprawiedliwości. Po upadku drugiego rządu Waldemara Pawlaka był wicemarszałkiem Sejmu, a od 1996 przez półtora roku premierem. W latach 2001 - 2005 był również marszałkiem Sejmu.
W kampanii prezydenckiej 2005 Włodzimierz Cimoszewicz sięgnął po najwyższe państwowe stanowisko, stając do wyścigu z Lechem Kaczyńskim i Donaldem Tuskiem. Kandydaturę Cimoszewicza poparł Aleksander Kwaśniewski, ustępujący prezydent, a media typowały go na niemal pewnego zwycięzcę.
prof. Piotr Pawełczyk
specjalista w dziedzinie marketingu politycznego

Mamy socjologów, czy speców od marketingu politycznego, którzy także wpływają swoimi wypowiedziami na wydarzenia. Nas jednak nikt jak polityków nie traktuje.

Kiedy kampania rozkręciła się na dobre, jeden z tygodników opublikował obszerny materiał, w którym zarzucił Cimoszewiczowi kłamstwo w oświadczeniu majątkowym i manipulację akcjami Orlenu w latach 2000 - 2002. Informacje miała upublicznić była asystentka Cimoszewicza, Anna Jarucka. Afera wstrząsnęła mediami i wyborcami, a poparcie dla byłego premiera zaczęło lawinowo spadać. 14 września Cimoszewicz ogłosił, że postanowił wycofać się z życia publicznego. Po tej deklaracji przeprowadził się na stałe do Puszczy Białowieskiej.
Jak pokazuje praktyka, były premier nie jest jednak w swoim postanowieniu konsekwentny. Już dwa lata po decyzji postanowił startować jako niezależny kandydat do Senatu, gdzie od tego czasu zasiada już drugą kadencję. Jako senator walczy o ochronę przyrody, komentuje sprawy związane z prokuraturą, macierzystą partią - SLD, reformą emerytalną. W jego przypadku okazało się, że bycie politykiem poza polityką nie tylko nie jest satysfakcjonujące, ale także niemożliwe.
Wypadł z polityki, wpadł do banku
Zupełnie inny los czekał Kazimierza Marcinkiewicza, który przez lata był nauczycielem matematyki, a później zaangażował się w pracę w ZChN, a następnie szefował gabinetowi politycznemu Jerzego Buzka. W czasie III kadencji Sejmu trafił do PiS, gdzie "rozwinął polityczne skrzydła" (brak takich możliwości zarzucał Buzkowi) i rozpoczął karierę parlamentarną - był szefem klubu i Komisji Skarbu Państwa. PiS nominował go na szefa lubuskiego regionu.
Z nadania Prawa i Sprawiedliwości Marcinkiewicz został premierem. Był znany z gospodarskich wizyt na wsiach, jeżdżenia quadem i poloneza z maturzystką podczas studniówki jednego ze stołecznych liceów. Za popularne wśród Polaków działania dostał nawet telewizyjną nagrodę - Wiktora.
U szczytu popularności, w lipcu 2006 poinformował Komitet Polityczny PiS o tym, że chce złożyć dymisję. W mediach mówiło się o tym, że został do tego zmuszony. Marcinkiewicza wysłano jako komisarza Warszawy, a tekę premiera objął po nim Jarosław Kaczyński. Marcinkiewicz komentował później w wywiadach, że "Kaczyński zadał mu cios w plecy".
Z polityki do biznesu. Korupcyjna patologia czy naturalna ścieżka kariery?

To był początek końca politycznej kariery Marcinkiewicza. Jako samorządowiec musiał zrezygnować z parlamentu, ale sukcesu nie przyniosły mu wybory na prezydenta stolicy, które o blisko 60 tys. głosów przegrał w 2006 roku z Hanną Gronkiewicz - Waltz.
Marcinkiewicz przeniósł się więc z polityki do banków - został doradcą prezesa PKO BP Sławomira Skrzypka. Później startował nawet w konkursie na prezesa, ale wycofał się i w 2007 roku zaczął pracę w Europejskim Banku Odbudowy i Rozwoju. Rok później zatrudnił go jako eksperta Goldman Sachs. Co teraz robi były premier?
Zbigniew Kuźmiuk
wpis na blogu w Salon24

Marcinkiewicz od momentu kiedy przestał być szefem rządu, bardzo szybko został lobbystą i jednocześnie coraz ostrzejszym krytykiem braci Kaczyńskich oraz Prawa i Sprawiedliwości

CZYTAJ WIĘCEJ


Marcinkiewicz coraz częściej pojawia się mediach. Ostatnio obiegła je informacja, że były premier doradza firmie DSS - wykonawcy autostrady A2. Komentatorzy posądzali go o wykraczanie poza granice lobbingu. Nikt nie postawił mu jednak zarzutów, a media coraz częściej zapraszają go w roli eksperta do politycznych programów.

Polityk bez komentarza
W podobnej sytuacji jest jeszcze kilka osób, które kiedyś wpływały na losy kraju, a teraz stoją w roli komentatorów - choćby Aleksander Kwaśniewski, czy Lech Wałęsa. Czy ich wszystkich należy traktować jak polityków? Zdaniem ekspertów, samo komentowanie rzeczywistości, czy nawet lobbing to zdecydowanie zbyt mało.
- W ten sam sposób można by powiedzieć o komentatorach, którzy nigdy nie byli politykami. Mamy socjologów, czy speców od marketingu politycznego, którzy także wpływają swoimi wypowiedziami na wydarzenia. Nas jednak nikt jak polityków nie traktuje - mówi prof. Piotr Pawełczyk z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Toruniu. - Oczywiście istotny jest potencjał komentatora, czyli baza, z której się wypowiada. Jeśli ktoś był ministrem, prezydentem, premierem, to i częstotliwość i zasięg jego wypowiedzi jest większy.
- Czasami może to być strategia wyczekiwania, a czasami ma miejsce inna sytuacja - niechęć do tego, co polityk obserwował do tej pory, jeśli jest niezależny ekonomicznie, nie musi wracać - mówi z kolei dr Kowalczyk.