Ks. Ściegienny chciał stanąć na czele antyrosyjskiej rewolucji.
Ks. Ściegienny chciał stanąć na czele antyrosyjskiej rewolucji. Domena publiczna, na lic. Creative Commons / Mathiasrex

Dokładnie 13 lat po upadku powstania listopadowego, miało wybuchnąć nowe, tym razem chłopskie. Inspiratorem rewolty okazał się ksiądz, który doskonale pamiętał klęskę zrywu, wywołanego przez podchorążych. Gdyby nie zdrada współpracownika, historia mogła potoczyć się inaczej.

REKLAMA
Rosyjska niewola wcale nie okazała się gwoździem do trumny dla ks. Piotra Ściegiennego - i to dosłownie, choć początkowo wszystko na to wskazywało. Po dwuletnim śledztwie niemal stanął przed szubienicą. Szczęśliwie jednak, zamieniono mu wyrok na 25 lat zesłania (nie bez powodu był fakt, że ksiądz wydał współpracowników). Miał sporo czasu, aby rozpamiętywać przeszłość. On i jego chłopi, mogli na trwałe zapisać się w historii. Niewiele brakowało.
Od powstania do powstania
Dlaczego Ściegienny dążył do otwartej konfrontacji z Rosją? Zanim założył habit (w 1827 roku wstąpił do zakonu pijarów), a następnie sutannę (wyświęcony na księdza w 1832 roku), imał się różnych zajęć. Nauczał w szkole, zarabiał na chleb także jako urzędnik. Istotną cezurą był wybuch powstania listopadowego. Co prawda zakonnik nie walczył z bronią w ręku, ale jak tylko mógł niósł pomoc potrzebującym żołnierzom. Opatrywał rany, podnosił na duchu.
Walczący rodacy musieli pamiętać jego słowa o "sprawiedliwej walce" z zaborcą w imię chrześcijańskich wartości. Musieli je też znać chłopi z Kielecczyzny i Lubelszczyzny, podobnie drobnomieszczanie i wiejski kler. Inaczej - już po klęsce powstania - nie poszliby za charyzmatycznym kapłanem. A doprawdy głosił oryginalne idee.
"Socjalistyczny teokratyzm"
Łączył radykalizm z tym, co zawarte w Ewangeliach. Chciał zburzyć istniejący porządek, całkowicie przewartościować system społeczno-polityczny. Nie tylko odzyskać wolność, ale i znieść pańszczyznę i wielką własność ziemską, dać chłopom pełną swobodę decydowania o własnym losie. – Pan taki człowiek jak chłop, ma nogi, ręce, zdrowie i siłę od Boga, może sobie sam i powinien na utrzymanie życia zapracować – pisał w "Złotej książeczce".
Ks. Piotr Ściegienny

W przyszłej zaś wojnie staną chłopi i mieszczanie polscy i rosyjscy z jednej strony, a panowie i królowie polscy i rosyjscy z drugiej strony, chłopi będą strzelali nie do chłopów, ale do panów.(...) Ta wojna ostatnia, wojna sprawiedliwa toczyć się będzie o porządek społeczny, oparty na wolności, równości i braterstwie; po wojnie tej ziemia, uprawiana przez chłopów, przejdzie w ich ręce, ustaną pańszczyzny, czynsze i opłaty kościelne, zaś dzieci chłopskie bezpłatnie uczyć się będą.

Piętnowanie ludzkiej niesprawiedliwości szło w parze z krytyką władz zaborczych, narzuconych, "nie wybranych z woli narodu i Boga". W przyszłej niepodległej i sprawiedliwej Polsce prym miało wieść... duchowieństwo. "Socjalistyczny teokratyzm" - tak hasła głoszone przez trybuna ludowego określili Lidia i Adam Ciołkoszowie, autorzy "Zarysu socjalizmu polskiego".
Ks. Piotr Ściegienny

[Niewola, nędza, głód i zimno, wyzysk i ciemnota] nie pochodzą z woli Boga, ale są dziełem złych ludzi. Bóg bowiem stworzył ludzi, a zatem i was, abyście wolni używali wszystkich darów boskich, nie żyli w niedostatku i nędzy, nie cierpieli głodu i zimna, pracowali jedynie dla siebie, dla starców, kaleków, umieli czytać i pisać.

Powstanie, którego nie było
Już w latach 30. XIX stulecia Ściegienny, od kiedy związał się trwale z warszawską siatką konspiracyjną, czynił przygotowania na rzecz tzw. akcji społecznej. Przygotowywał "grunt" pod planowaną walkę, agitował, kolportował swoje pisma. Powołał nawet tajny Związek Chłopski. Wszystko szło zgodnie z planem. Przełomowy miał być rok 1844. Późną zimą ksiądz objął probostwo w Chodlu, a walka z Rosjanami miała wybuchnąć jeszcze jesienią. 24 października Ściegienny zgromadził tłumy w podkieleckiej wsi Krajno. Nie mógł przypuszczać, że zdradzi go jeden ze spiskowców...
Niedoszli powstańcy, wraz z księdzem, wpadli na skutek donosu. Gdy w 1870 roku Ściegienny wrócił na ojczystą ziemię, było już po kolejnym zrywie niepodległościowym - powstaniu styczniowym. Nie mógł nawet pełnić obowiązków duchownego. Kościół pozbawił go kapłaństwa zaraz po wyroku, ale skazańcowi udało się u schyłku życia wyjednać zmianę tego orzeczenia. Gdy schodził z tego świata, jako 89-letni starzec, musiał rozmyślać nad tym, co minęło bezpowrotnie. Gdyby poprowadził chłopów do walki, rok 1844 nie przeszedłby w polskiej pamięci bez echa.

Napisz do autora: waldemar.kowalski@natemat.pl