
"Nie możemy bać się nowoczesności... tę aplikację można otworzyć w kościele przed udaniem się do konfesjonału". Słowa które usłyszałem dzisiaj od dominikanina, o. Michała Oska były dla mnie szokiem. Być może nie zauważyłem jak bardzo w ostatnich latach pod pewnymi względami zmienił się Kościół katolicki. Ale czy zauważyli to sami wierni? Wielu ludzi tej instytucji nie tylko jest bardzo aktywnych w internecie (na portalach społecznościowych i w innych miejscach), lecz także tworzy także aplikacje, które pozwalają na bardziej regularny kontakt wyznawców ze wspólnotą. Jak tego typu programy są przyjmowane przez wiernych?
REKLAMA
"Rachunek sumienia" to najnowsza aplikacja przygotowana przez dominikanów. Ma ona pomóc chętnym dobrze się przygotować do spowiedzi. Dzięki niej pogłębimy naszą wiedzę o grzechach nieczystych, dowiemy się, w jakich przypadkach ksiądz nie będzie nam mógł udzielić rozgrzeszenia, zapoznamy się z psalmem 51, stanowiącym wezwanie i prośbę pokutnika, a także tekstem ks. Twardowskiego i wywiadem z o. Wojciechem Ziółkiem. W sumie przeczytać można 5 tekstów, które pozytywnie mogą wpłynąć na jakość naszego wyznania w konfesjonale. Program oczywiście jest darmowy i może go pobrać każdy, kto ma dostęp do sklepu internetowego Google Play.
Nasuwa się pytanie dlaczego tworzyć aplikację, skoro chodzi tylko o teksty, a nie o coś bardziej interaktywnego. Zwłaszcza, że żaden z przytoczonych powyżej nie powstał specjalnie z myślą o tym programie. Artykuły były już obecne w sieci wcześniej, m. in. na stronie miesięcznika "W drodze", którego pracownicy odpowiadają za stronę merytoryczną programu. Jak wyjaśnia o. Osek pomysł powstał na skutek zapotrzebowania wyrażanego przez czytelników – wielokrotnie zwracali się oni z zapytaniami o publikacje w tym temacie. Aplikacja da im łatwy i szybki dostęp do tego starannie przemyślanego wyboru tekstów.
Trudno powiedzieć jaki będzie ostateczny odzew wiernych na "Rachunek sumienia". Jak twierdzi dominikanin na razie reakcje są zachęcające i jednoznacznie pozytywne. To nie pierwszy tego typu produkt (słowo użyte w rozmowie przez samego o. Oska, które plasuje się niebezpiecznie blisko określeń takich jak: konsumenci, rynek, popyt i podaż, wskazujący na to, że wśród polskich katolików istnieje zapotrzebowanie na treści podawane w bardzo nowoczesnych formach. Takich aplikacji jest mnóstwo. Znaczący sukces odniosły już m. in. "Modlitwa w drodze" przygotowana przez zakon jezuitów i "Ewangelium", stworzone przez osobę prywatną. Z obydwu korzystają tysiące wiernych, a noty, jakie otrzymują programy, są wysokie.
Nieco osobliwie czyta się o zaletach tej pierwszej takich jak "codzienna modlitwa na telefon!", "modlitwa w formie dźwiękowej i tekstowej", "twoja indywidualna baza ulubionych medytacji" "możliwość udostępniania w mediach społecznościowych", "łatwy w obsłudze kalendarz", tak jakby chodziło o jakąkolwiek zwykłą aplikację. Wśród komentarzy pod obydwoma zdarzają się wpisy typu "grafiką i stabilnością program się wyróżnia", "szkoda tylko, że od jakiegoś czasu nie pobiera komentarzy".
Z jednej strony dobrze, że Kościół odpowiada na konkretne zapotrzebowanie, ale z drugiej można postawić pytanie, czy nie jest to pomieszanie sacrum z profanum. Jeżeli po przeczytaniu tekstu w zwykłym tabloidzie nagle go odłożymy i weźmiemy do rąk Biblię to przejście między nimi będzie bardzo wyraźnie zaznaczone – będziemy musieli wykonać ileś tam ruchów, odłożyć gazetę, wziąć do ręki książkę, zmieni się przy okazji medium. W smartfonie jedno od drugiego będzie oddzielało jedynie parę klików...
"A co jeśli ktoś pod pretekstem czytania w telefonie modlitwy będzie tak naprawdę przeglądał Facebooka?" – pytam o. Oska. "Jest to już indywidualna kwestia jego sumienia. Nic na to nie możemy poradzić". Obecnie kiedy widzimy kogoś w kościele bawiącego się komórką raczej nie podejrzewamy go o to, że właśnie robi coś nabożnego i związanego z mszą. Być może niektórym osobom przyszło już na myśl by zamiast brewiarza do kościoła zabrać po prostu smartfona i w nim otworzyć odpowiednie modlitwy. Większość jednak ludzi bałaby się, że nie spotka się to ze zrozumieniem i spowoduje zgorszenie.
Czy jednak za 5, 10 lat taki widok będzie czymś normalnym, powszednim? Pomimo tego że należy pochwalić starania Kościoła o próbę dostosowania się do nowoczesnych trendów – wiele działań należy ocenić tutaj pozytywnie, w tym zwłaszcza obecność na portalach społecznościowych – to jednak muszę przyznać, że widok księdza przemawiającego w niedzielę w kościele do tłumu wiernych pochylonych nad swoimi telefonami wydaje mi się groteskowy.
Napisz do autora: manuel.langer@natemat.pl
