Poskarżyli się Kukizowi, że w Jarocinie, kultowym mieście rocka, źle się dzieje. Zobaczcie, jak patrzą władzy na ręce.

Miasto słynne festiwalu. Na co dzień ma swoje problemy.
Miasto słynne festiwalu. Na co dzień ma swoje problemy. Fot. Łukasz Cynalewski / Agencja Gazeta
Napisał do mnie mieszkaniec Jarocina. O tym, że miasto znane z festiwali rockowych jest ostatnio koncertowo prowadzone przez władze. ”Burmistrz traktuje gminę jak swoje podwórko i robi wszystko, na co ma ochotę” – napisał czytelnik. Sprawdźmy. Coś musi być na rzeczy, skoro w najbliższą niedzielę Jarocin będzie głosował w referendum nad odwołaniem burmistrza...Pamiętacie taką historię? Swego czasu było o nim głośno, bo chciał uciążliwym petentom zakładać ”żółte papiery”.

Adam Pawlicki to ciekawa postać. Rządził już Jarocinem dziesięć lat, po czym w 2010 roku odszedł w niesławie nie dokończywszy nawet swojej trzeciej kadencji. Skazany przez sąd za działalność na szkodę jednej ze spółek, z wyrokiem w zawieszeniu. W 2014 wrócił i to z fantastycznym wynikiem. I znowu chcą go odwołać! Niecały rok po wyborach.
Potrafi być butny i arogancki
Można powiedzieć, że jest kontrowersyjny. Nikt przed nim nie powiedział bardzo otwarcie, jak męczący są urzędowi pieniacze. A on miał dość tych samych ludzi, którzy bez końca piszą listy do urzędu. – Ile urzędów w Polsce jest nękanych przez takie osoby? Ilu pracowników musi odszyfrowywać ich charakter pisma? One potrafią zablokować pracę całej jednostki, bo potem okazuje się, że muszą odpisywać im trzy wydziały. W każdym urzędzie powinien istnieć wydział deszyfryzacji – mówi naTemat sekretarz gminy Jarocin Michał Fijałkowski.

Burmistrz chciał tym osobom założyć ”żółte papiery”, czym wywołał burzę w Polsce. I z tego powodu więcej już do tematu nie wracał. Ale jego lokalne pomysły podobają się coraz mniej. Zwłaszcza że – jak mówią w Jarocinie – jest arogancki, nie szanuje mieszkańców, nie dotrzymuje obietnic, a nawet działa wbrew nim. – Faktycznie potrafi być arogancki. Chwilami odnoszę wrażenie, że tak spektakularne zwycięstwo w wyborach samorządowych go przerosło – przyznaje Piotr Ignasiak z ”Gazety Jarocińskiej”. I o tym właśnie mieszkańcy powiedzieli Pawłowi Kukizowi, kiedy ten przyjechał na koncert do Jarocina.
Kukiz zaproponował nam miejsce
Adam Zaworski, jeden z pomysłodawców referendum, doskonale pamięta tamten koncert. Partie tworzyły wtedy swoje listy wyborcze, a burmistrz – jak mówi – chciał wcisnąć swojego człowieka na listę Kukiza.

– Opowiedzieliśmy mu wtedy o działalności Adama Pawlickiego, powiedzieliśmy, że traktuje miasto jak folwark. I Kukiz nie wpisał znajomego burmistrza na swoją listę. Zaproponował je wtedy jednemu z członków naszego komitetu – mówi naTemat. Osoba ta, już indywidualnie, podjęła decyzję o starcie w wyborach, bez udziału komitetu, który chce pozostać apolityczny.


Adam Zaworski jest zwykłym mieszkańcem, ojcem, tak jak większość osób skupionych w Komitecie Referendalnym. Nigdy wcześniej nie miał do czynienia ze sprawami gminy czy samorządu w ogóle. Nie był zaangażowany w politykę. Ale zdenerwował się, gdy burmistrz zaczął likwidować przedszkola i szkołę (czy, jak mówi ”przekształcać”). Z nikim tego nie konsultował, nagle podjął decyzję i już. A rodziców i innych zainteresowanych potraktował bardzo nieelegancko.

– Wtedy zaczęliśmy mu się przyglądać. I powiem szczerze – im człowiek mniej wie, tym lepiej śpi. Informacje, które zaczęliśmy zdobywać, były straszne. Wyszło na to, że Rada Miasta przestała w ogóle kontrolować burmistrza. To on przejął nad nimi kontrolę – mówi.

Nie tylko festiwal
Jarocin to miasto kultowe. Muzyka i festiwal – główne skojarzenia. Michał Fijałkowski bardzo chętnie opowiada kto i kiedy odwiedzał Jarocin, jak bardzo to miasto stało się symboliczne i jak bardzo związane jest z muzyką. – Niedawno był Muniek Staszczyk i Republika, niedługo przyjedzie Tomek Budzyński z Armią. Koncerty zespołów odbywają się na bieżąco. Jesteśmy jedynym miastem, w którym działa Muzeum Polskiego Rocka – wymienia z dumą.
Nie każdy wie, że od kilku lat działa tu strefa ekonomiczna. Tyle, że na razie nie udało się przyciągnąć żadnego inwestora. – W kampanii wyborczej Pawlicki mamił nas obietnicą, że ma inwestora, że za kilka miesięcy duża firma meblarska wybuduje u nas fabrykę, że będą miejsca pracy. Ludzie mu uwierzyli, bo praca jest u nas bardzo potrzebna. I potem okazało się, że żadnego inwestora nie ma – mówi Adam Zatorski. Ludzie mocno się wtedy zawiedli.

Pojechali zobaczyć, jak to robią w Nowej Soli
W tym miejscu należy się ogromny pokłon za pomysłowość. Być może pierwszy taki w skali kraju. Zaworski wraz z innymi mieszkańcami zadzwonił bowiem do...Wadima Tyszkiewicza, prezydenta Nowej Soli. To miasto, które dzięki inwestycjom bardzo prężnie się rozwija. Pisaliśmy już w naTemat, jak jedna strefa ekonomiczna okazała się tam za mała i trzeba było tworzyć drugą. Tylu Wadim Tyszkiewicz ściąga inwestorów.

Prezydent Nowej Soli nie miał nic przeciwko wizycie mieszkańców Jarocina. Zaprosił ich do siebie, poświęcił im półtorej godziny, a nawet osobiście obwiózł po strefie. – Chcieliśmy wiedzieć, jak taka strefa działa, jak ściągać inwestorów. Gdy powiedzieliśmy, że nasza ma 8 hektarów, był zaskoczony. Powiedział:” Czy pan żartuje? 8 hektarów to jedna działka, a nie cała strefa!” – wspomina Zaworski. Zaskoczenie było też choćby przy zbrojeniu strefy. Tyszkiewiczowi zajęło to rok. Jarocin zbroi od sześciu.

Działał, naprawdę wiele zrobił
Sekretarz gminy tłumaczy, że każdy inwestor może się wycofać i tak było w ich przypadku. Ale teraz jest nowy, z którym trwają rozmowy – jeden z największych w swojej branży w Europie. Władze zaczęły mówić o nim właśnie przed referendum.
Zarzutów (które najlepiej rozumieją sami mieszkańcy) jest wiele, ale w końcu aż cztery razy głosowali na Adama Pawlickiego! Naprawdę jest aż taki zły? Nawet w Komitecie Referendalnym przyznają, że kiedyś również oddawali na niego swój głos, bo widać było, że potrafił korzystać z funduszy unijnych.
- Za jego czasów gmina Jarocin mocno się zmieniła. Powstał aquapark, centrum sportowe z halą widowiskową, przy każdej szkole są hale sportowe. Nie można powiedzieć, że nic nie robił. Ale już w pierwszych miesiącach tej kadencji podjął właściwie jednoosobowo ważne decyzje, których w kampanii nie zapowiadał. Te decyzje spotkały się z wielkim oporem ze strony mieszkańców, a i tak zapadły, wręcz zostały "dopchnięte kolanem". W konsekwencji stały się zalążkiem referendum – przyznaje Piotr Ignasiak. Jego zdaniem wielu mieszkańców będzie jednak bało się iść na referendum.

Bo burmistrz otwarcie powiedział, że kto będzie głosował, to jego przeciwnik. A w lokalach wyborczych zapowiedział monitoring. Przez część miasta zostało to odebrane jednoznacznie. Zastraszanie.

napisz do autora:katarzyna.zuchowicz@natemat.pl

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...