Wiele osób chciałoby bliższego mariażu religii i państwa.
Wiele osób chciałoby bliższego mariażu religii i państwa. Screen ze strony zapolske.pl

Efektowna akcja, która nie mogła nie spotkać się z zainteresowaniem mediów i opinii publicznej – tak najkrócej można podsumować przedsięwzięcie 'Naszego Dziennika" (za którym stoi ojciec Rydzyk) i organizacji CitizenGO. Jaki jest sens całego zamieszania i jakie ma dać ono rezultaty? Co nam mówi dana liczba osób deklarujących codzienną modlitwę za jakiegoś polityka? Byłoby naiwnością sądzić, że akcja niesie jedynie prosty przekaz dobroczynnej modlitwy.

REKLAMA
Piotr Liroy-Marzec, znany wszystkim członek ruchu Kukiz'15 u progu swej politycznej kariery. Dzwonię dzisiaj do niego z prośbą o komentarz w związku z wyżej wymienioną akcją. Poza ludźmi związanymi z PiS-em (i przystawkami spod znaku Gowina i Ziobry) jest to postać, w przypadku której najwięcej osób zadeklarowało codzienną modlitwę w jego intencji i tego jak sprawuje swój mandat (28 śmiałków). Liroy jest całą sprawą wyraźnie zaskoczony.
Piotr Marzec-Liroy

Czuje się z tym w porządku. (...) Fajnie gdyby ludzie się modlili za nas wszystkich [ma na myśli parlamentarzystów].

Gdy zwracam mu uwagę, że jedna z modlitw zawiera m. in. sformułowanie, by rządzący działali zgodnie z wolą Boga odpowiada, że działa zgodnie z wolą ludzi, którzy go wybrali. Generalnie jednak Liroy znany jak na razie bardziej jako kontrowersyjny muzyk niż parlamentarzysta, nie krytykuje akcji w żaden sposób. Bo jak tu właściwie mieć do ludzi pretensje o to, że się za kogoś modlą?
Być może musiałby zmienić swój stosunek do całej sprawy gdyby ci ludzie przedstawili swoje prawdziwe powody. Raczej trudno bowiem przypuszczać, że spośród wszystkich członków opozycji upodobali sobie rapera z racji jego pobożności. Bynajmniej nie jest on wzorem, który katecheci na lekcjach religii polecają swoim podopiecznym.
Cała akcja jest o tyle niewypałem, że z wyjątkiem polityków formacji rządzącej, ludzie biorący w niej udział nie modlą się prawie za nikogo innego. Ewa Kopacz może liczyć na wsparcie zaledwie dziewięciu osób, Ryszard Petru pięciu, Paweł Kukiz dwunastu. Przy reszcie możemy zobaczyć same zera lub co najwyżej deklaracje modlitwy dwóch, trzech osób.
logo
"Panie, kieruj ich wolą według tego, co jest dobre i miłe w Twoich oczach" - ten przykaz parlamentarzyści najwyraźniej powinni sobie wziąć do serca. Screen ze strony zapolske.pl
W przypadku obozu władzy na większe wsparcie mogą liczyć prawie wszystkie znane medialnie osobistości. Gołym okiem więc widać, że w przedsięwzięciu wzięło udział jedynie konkretne środowisko i w żadnym wypadku nie można mówić o akcji mającej wymiar powszechny, ogólnospołeczny. To nie Polacy modlą się publicznie (każdy uczestnik akcji jest podany z imienia i nazwiska, podane jest także miasto, z którego pochodzi) za polityków. To sympatycy ojca Rydzyka/"Naszego Dziennika" modlą się za PiS-owców.
Co jest nad wyraz ciekawe, znacznie więcej ludzi wstawia się u Boga za prezydentem Andrzejem Dudą (424), Beatą Szydło (249) i Antonim Macierewiczem (197) niż za Jarosławem Kaczyńskim(55). Człowiek, który w chwili obecnej pociąga w Polsce za wszystkie sznurki, cieszy się mniej więcej taką samą popularnością jak Mariusz Kamiński i Piotr Gliński. To dobrze pokazuje, że w oczach ludzi, którzy stanowią twardy elektorat jego partii (bo takowym przypuszczalnie są osoby biorące udział w akcji) skutecznie usunął się w cień.
logo
Nikt nie dorównuje popularnością prezydentowi i premier. Jarosław Kaczyński jest za nimi daleko w tyle. Screen ze strony zapolske.pl
"Pomódl się za Polskę, ofiaruj modlitwę za polityka" trwa zaledwie od kilku dni i trudno na razie wyrokować, jakie wzbudzi ostatecznie zainteresowanie. Ale gdyby porównać na razie osiągnięte rezultaty z ponad sześcioma tysiącami tradycyjnych kartek wysłanych przez Polaków na apel "Naszego dziennika" do prezydenta Dudy (oczywiście z deklaracją modlitwy za niego), to należy zauważyć, że wynik prezentuje się dość miernie.
Wielu osobom cała ta szopka się nie podoba. Po co te publiczne deklaracje? Modlitwa – czy nie powinna się raczej odbywać domowym zaciszu, bez obwieszczania tego wszem i wobec? Skoro jest indywidualną rozmową z Bogiem (w tym wypadku). Warto zauważyć, że akcja, jeżeli przybrałaby w pewnym momencie formę masową, dałaby prawej stronie mocny argument pozwalający dobitniej obwieścić fakt katolickości naszego kraju. Powstałoby kolejne narzędzie pchające do przemian w stronę państwa o charakterze wyznaniowym.
A jeśli zdobycie masowego poparcia Polaków się nie uda, to inicjatorzy akcji... też wyjdą na swoje. Angażując ludzi w tego typu przedsięwzięcia umiejętnie umacniają swoją bazę odbiorców/wyborców. Bo czy wierni, którzy publicznie zadeklarowali, że w dzień w dzień będą za kogoś odmawiać modlitwę (i przypuszczalnie duża część z nich rzeczywiście to regularnie robi) odmówią tej osobie za parę lat swojego głosu?
Wszak to za wstawiennictwem modlących się wola boża sprawi, że posłowie będą głosować w parlamencie tak, a nie inaczej. A co z opozycjonistami, którzy oddadzą swe głosy nie "po katolicku" (cokolwiek to oznacza)? No przecież za nich nikt się nie chce modlić, więc są podatni na podszepty diabła.

Napisz do autora: manuel.langer@natemat.pl