Dlaczego PiS puści nas z torbami? Grecy zanim zbankrutowali, dostawali 400 zł na dziecko

Beata Szydło i Pis wygrali wyborczą licytację. Dziś chcą rozdawać pieniądze, których jeszcze nie ma.
Beata Szydło i Pis wygrali wyborczą licytację. Dziś chcą rozdawać pieniądze, których jeszcze nie ma. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Też podwyższali podatki najbogatszym i korporacjom, a podnosili płacę minimalną biednym-maluczkim. Kobiety kończyły pracę w wielu 58 lat, mieli wysoką kwotę wolną od opodatkowania, hojnie wspierali dotacjami małe firmy. Na każde dziecko płacili 98 euro. Cztery rzeczy, które proponuje PiS, a które wcześniej wykończyły Greków.

– Nie jest dobrze mamić ludzi różnymi obietnicami, ale jeszcze gorzej jest te obietnice spełniać – tak prof. Leszek Balcerowicz skomentował zapowiedź PiS–u szybkiej realizacji obietnic wyborczych. Wystarczy tylko posłuchać licytujących się polityków PiS z premier Szydło na czele, by przekonać się, że druga Grecja jest wręcz zaprogramowana w ich głowach. U nich też socjalista Jeorjos Papandreu wygrywał wybory z hasłem "Pieniądze są!", a po chwili wszystko się zawaliło.

Make love, not work
To właśnie Papandreu wprowadził zasiłek dla rodziców wychowujących jedno dziecko wynoszący 98 euro miesięcznie. Dziś, kiedy Grecy żyją z jałmużny Międzynarodowego Funduszu Walutowego obniżono go do zaledwie 5,87 euro na pierwsze dziecko i 18 euro na drugie. Tyle zostało z potęgi państwa socjalnego, które miało ulżyć biednym, a zabrać bogatym.

W jakich krajach nie płacą 500 złotych na dziecko, uznając, że ich nie stać na rozdawanie pieniędzy? Lista jest szokująca, bo to o wiele bogatsze gospodarki od naszej. W Austrii i Wielkiej Brytanii płacą 447 zł, w Holandii maksymalna wypłata to niespełna 350 zł, ale i to dopiero w latach największych wydatków, kiedy dziecko na ponad 12 lat. We Włoszech średnio zarabiający rodzice otrzymują jedynie 161 zł dodatku miesięcznie. Tymczasem w Polsce rządzący politycy maja gest jak jedno najzamożniejszych państw w Europie. Norwegia płaci 549 zł dodatku na dziecko. Mimo wielkich wpływów ze sprzedaży ropy i gazu, nadwyżki budżetowej płacą tam jedynie 12 euro więcej niż dawać chce PiS.


Emerytura w wieku 60 lat
PiS twierdzi, że będzie żyło się lepiej, gdy w Polsce cofnie się decyzję Tuska i Rostowskiego w sprawie podwyższenia wieku emerytalnego. Ustawa uchwalona w 2012 roku podwyższyła wiek emerytalny do 67 lat i wprowadziła stopniowe zrównanie go dla kobiet i mężczyzn. Argument przeciw? Przecież nawet Jan Kulczyk nie dożyłby emerytury w tym niewolniczym systemie – zmarł w wieku 65 lat.

Przypomnijcie sobie Grecję z 2010 roku i opór wobec podobnej nieuchronnej reformy demograficznej. Wtedy socjalistyczny rząd zaproponował swoim obywatelom zrównanie wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn, przy jednoczesnym podniesieniu go z 60 do 65 lat ( wcześniej kobiety mogły przechodzić na emeryturę w wieku 58 lat.) Ze względu na protesty uliczne reformy tej nie zrealizowano. Później wydatki emerytalne były gwoździem do trumny finansów greckiego państwa. Dziś w Grecji trwają przygotowania do wydłużenia czasu pracy do 67. roku życia jednocześnie „młodym emerytom” obniżono świadczenia o 10 proc.

W Polsce liczby również są brutalne. Z jednej strony polskie społeczeństwo się starzeje, z drugiej średnia długość życia się wydłuża. Już teraz jednego emeryta zasila składkami 3 pracujących, a deficyt Funduszu Ubezpieczeń Społecznych przekracza 50 mld zł. Jeśli na skutek kontrreformy PiS więcej osób przeszłoby na emeryturę ZUS musiałby wysupłać dodatkowe 8 mld - szacują ekonomiści. W kolejnych latach kwoty byłyby większe przyspieszając krach systemu.

Płaca minimalna, bogactwo na papierze
PiS złożył w Sejmie projekt podniesienia godzinowej stawki do 12 złotych. Wcześniej rząd Ewy Kopacz podniósł płacę minimalną do 1850 złotych (obowiązywać będzie od 1 stycznia). Propozycja PiS podbija stawkę do 1920 złotych miesięcznie. Znowu wkraczamy na ścieżkę wytyczoną przez Greków.

Przed upadkiem płaca minimalna w Grecji była jedną z najwyższych w Europie. Minimum wynosiło tam 913 euro ( dla porównania w USA około 100 euro). W porównaniu płacy minimalnej do średniej krajowej Grecy zajmowali pierwsze miejsce w Europie. Ale kiedy PiS podniesie płace maluczkim, biednym, robotnikom to Polska wskoczy do czołówki rankingu kolosów papierowego bogactwa.

Pisał o tym całkiem niedawno Paul Krugman, laureat ekonomicznej nagrody Nobla. Wskazał on, że z Grekami możemy podać sobie ręce ze względu na podobne przewartościowanie płac w stosunku do produkcyjności. Tłumacząc ekonomistę na ludzki nie pracujemy, aż tak dobrze i wydajnie, żeby wypłacać szeregowym i niewykwalifikowanym pracownikom coraz wyższe pensje.

Cała gromada ekspertów, już nie noblistów, przekonuje, że podnoszenie płacy minimalnej zazwyczaj mści się na tych którzy mają ją dostawać. Wyższa pensja to wyższe składki na ubezpieczenia i ZUS. Przy propozycji PiS pracodawca ponosi dodatkowy koszt ubezpieczeń sięgający już 400 złotych. – Dlatego firmy są bardziej skłonne są zwalniać pracowników albo zatrudniać ich na czarno. Wysoka pensja minimalna to sztuczna cena za pracę, która nie ma odzwierciedlenia w realiach rynkowych i nie jest uzależniona od poziomu zysków przedsiębiorstwa. Wyższe koszty pracy w firmie przyczynić się do tego, że będzie ona zmuszona podnieść cenę swoich towarów. Oznacza to spadek konkurencyjności firmy na rynku krajowym i zagranicznym - komentuje Kazimierz Sedlak, z portalu Wynagrodzenia.pl, szef firmy doradczej analizującej płace i rynek pracy w Polsce.

Dać biednym, zabrać bogatym
Grecy również chcieli zedrzeć skórkę z najbogatszych oraz korporacji, a ulżyć drobnym podatnikom. Przed kryzysem obowiązywała tam sięgająca 12 tys. euro kwota dochodu wolna od opodatkowania. Aby uzupełnić dochody w budżecie najbogatsi przedsiębiorcy zostali objęci podatkiem wysokości 40-proc. podatkowe restrykcje objęły również zagraniczne korporacje.

Skończyło się tak, że najbogatsi Grecy, a nawet urzędnicy państwowi wyprowadzili się z pieniędzmi na Cypr, do Luksemburga, pozakładali konta w szwajcarskich bankach. Kto płacił? Właściciel warzywniaka, którego nie stać było na optymalizację podatkową, dogorywające restauracje i hotele. Nie łudźmy się, że przykręcając śrubę bankom i sieciom hipermarketów PiS zmusi kogokolwiek do patriotyzmu podatkowego. Wręcz przeciwnie wielkie firmy zapłacą pieniędzmi klientów oraz firm dostarczających do sklepów mleko i chleb.

Napisz do autora: tomasz.molga@natemat.pl

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...