
Na to, czy i jak często sięgamy po nikotynę, ma wpływ nie tylko grubość naszego portfela, lecz płeć i wykształcenie. Zobacz, kto w Polsce pali najwięcej.
REKLAMA
Walka władz o zdrowsze płuca Polaków przypomina zmagania greckich herosów ze słynną hydrą. W miejscu jednej odciętej głowy potwora wyrastają kolejne dwie. Podobnie w przypadku polityki antynikotynowej państwa: im bardziej spada legalna sprzedaż wyrobów tytoniowych, tym dynamiczniej rośnie szara strefa. Problem w tym, że polskie władze to nie Herakles i na rychłe zwycięstwo w bitwie z nielegalną produkcją się nie zanosi.
Oto dowody. W ciągu ostatniej dekady cena paczki papierosów nad Wisłą w wyniku podwyżki podatku akcyzowego wzrosła z 5 do 15 zł. Teraz już na pewno rzucą palenie – pomyśleli ustawodawcy. Palacze najwyraźniej doszli do innych wniosków. Prawdą jest, że szeregi uzależnionych od nikotyny się przerzedziły, ale spadek był za mały, by móc mówić o sukcesie. Od 2005 r. liczba palaczy spadła o zaledwie 3,5 punktów proc. do 25,8 proc.
Najwyższy odsetek nikotynowych nałogowców zidentyfikowano wśród górników (aż 57 proc.) oraz hutników (52 proc.). Niewiele mniej palą budowniczowie (47,9 proc.).
Z o wiele większym entuzjazmem na poczynania fiskalne władz zareagowała natomiast szara strefa. W ciągu zalewie 10 lat wzrosła ona prawie trzykrotnie. Dziś 19 proc. obecnych na rynku wyrobów tytoniowych to nielegalna produkcja – wynika z danych Instytutu Doradztwa i Badań Rynku Almares. Wskaźnik ten różni się w zależności od województwa. Są też na mapie Polski tacy championi jak województwo podlaskie, gdzie aż 43 proc. wszystkich wyrobów tytoniowych nie ma państwowej banderoli.
Kim jest Polak kupujący nielegalne papierosy? Z danych ośrodka badań opinii społecznej „Diagnoza Społeczna” wynika, że najczęściej po taką produkcję sięgają osoby z podstawowym wykształceniem (ponad 17 proc. palaczy) oraz ci, którzy palą dużo i nie zamierzają porzucać nałogu. Najrzadziej zaś papierosy z drugiego obiegu trafiają w ręce palaczy z wyższym wykształceniem, którzy palą okazjonalnie bądź przymierzają się do zerwania z nawykiem. Jaki to ma wpływ na rozrost szarej strefy w Polsce? Ma ona bardziej stabilne podłoże niż legalny rynek. – Na rynku pozostaje nadreprezentacja osób skłonnych wejść w szarą strefę – reasumują analitycy agencji Niemczyk i Wspólnicy.
Dlaczego tak się dzieje? To właśnie osobom skłonnym nabyć produkcję bez akcyzy jest najtrudniej wyrwać się z sideł nałogu. W części potwierdzają to badania prof. Christine Sheffer z uczelni The City College w Nowym Jorku (CCNY). Z obserwacji efektów programu rzucania palenia przy zastosowaniu terapii poznawczo-behawioralnej wśród osób o różnym statusie społecznym i ekonomicznym wynika, że największe szanse na ostateczne zerwanie z nałogiem miały osoby z lepszą sytuacją finansową. W przypadku tych gorzej zarabiających prawdopodobieństwo powrotu do palenia w ciągu najbliższych 3 miesięcy było o połowę wyższe. Po upływie kolejnych trzech miesięcy ryzyko nawrotu u biedniejszych było już 2,5 razy większe.
Według badaczki dzieje się tak dlatego, że w życiu biedniejszych jest więcej stresu. Wynika to z niestabilnej sytuacji bytowej, niepewności zatrudnienia czy kłopotów finansowych. Papieros jest często więc postrzegany jako jeden z nielicznych sposobów na rozładowanie napięcia. Biedniejsi mają też więcej pokus dookoła, w swoim otoczeniu mają bowiem więcej palaczy – reasumuje prof. Sheffer.
Podobny obraz wyłania się z danych „Diagnozy Społecznej” – najwięcej palaczy w Polsce jest wśród osób bezrobotnych (ok. 40,2 proc.) oraz tych utrzymujących się z dorywczych prac. Najmniejszy odsetek uzależnionych od nikotyny jest natomiast wśród prawników (zaledwie 6,3 proc.) i wykładowców akademickich (niewiele ponad 8 proc.). Najwięcej osób rzuciło palenie w takich grupach społecznych jak przedsiębiorcy (37 proc.), najmłodsi palacze (35 proc.) i osoby z wyższym wykształceniem.