Jedyne co w Wigilię w biurach powinno się zastawać to świąteczne ozdoby, a nie pracowników.
Jedyne co w Wigilię w biurach powinno się zastawać to świąteczne ozdoby, a nie pracowników. Fot. Flickr Ruth Hartnup/http://bit.ly/1PmgMnV/CC BY 2.0/http://bit.ly/1mhaR6e

Biuro. Krótko przed dziewiątą rano. Ludzie, którzy się lubią i są ze sobą zżyci. Dziś panuje grobowa atmosfera. Koleżanka żartuje, że pójdzie po powróz i się powiesi, bo jest tak "wesoło". Co się stało ze zgranym na co dzień składem? Właściwie to nic. Poza tym, że jest 24 grudnia. Każdy myślami jest już przy karpiu i wigilijnym stole. Praca? Kogo ona dzisiaj tak naprawdę obchodzi?

REKLAMA
Czy jest zatem sens abyśmy pracowali w Wigilię? Nie lepiej żeby każdy miał wolne? Przecież wydajność pracownika w takich warunkach – nie oszukujmy się – jest raczej marna. Lista rzeczy, które muszę wklepać w komputerze wydaje się jakimś kompletnym absurdem.
Czy będą korki na mieście w godzinach powrotu? Czy zdążę na pociąg? Czy nie trafię w przedziale na jedną z tych kobiet, które potrafią "trajkotać" przez całą podróż? Czy bliscy ucieszą się z prezentów? Tą są rzeczy, które zamiast pracy zajmują pewnie nie tylko moją głowę.
Dziś na stacji metra było jeszcze mniej ludzi niż w weekendy. Ci których powierzchowność sugerowała, że jadą do pracy, zdawali się mieć miny bardziej osowiałe niż zwykle. Jedna osoba patrzyła na mnie z ewidentną zazdrością – oprócz zwykłej torby miałem walizkę podróżną. Myślała pewnie, że jadę prosto na święta. Naiwna!
logo
To drzewko nas dzisiaj dużo bardziej obchodzi niż zadania w pracy. Fot. Flickr Nikolaj Potanin/http://bit.ly/1RIljCJ/CC BY-SA 2.0/http://bit.ly/1dsePQq
– Ktoś chce może jogurt? Nie zdążę go już zjeść. Zostawiam jakby co – patrzę z osłupieniem na kolegę. Pakuje się do wyjścia. Jest uśmiechnięty. Przez chwilę kompletnie nie rozumiem sytuacji. Potem przypominam sobie, że był na wcześniejszą zmianę. Stukał już w klawiaturę kiedy było jeszcze ciemno i kiedy ja jeszcze spałem. Ale teraz patrzę na niego jak na szczęściarza. Nieważne! Też przecież za niedługo wyjdę. Jeszcze tylko godzina, dwie, trzy, czter... cholera!
Mam to szczęście, że przynajmniej mogę wyrazić swoje poirytowanie. Nie muszę dusić go w środku i skupić się na czymś kompletnie z nim nie związanym. W Polsce nie mamy znowu aż tak mało dni ustawowo wolnych od pracy. Choćby w Niemczech, Francji czy Hiszpanii jest ich mniej, jeśli wierzyć dokumentom UE.
Jednak kompletnie nie rozumiem po co mi wolne w dni takie, jak np. 6. stycznia. Nie bronię nikomu w ten dzień iść do kościoła, jeśli tego chce. Jego sprawa. Ale dla wielu Polaków ta data tak naprawdę nic nie znaczy. Za to dla większości, niezależnie od poglądów i religijności, Wigilia Bożego Narodzenia jest ważnym dniem, w który by chcieli być wolni od swych codziennych obowiązków. Może byłoby więc warto nieco zrewidować nasz kalendarz świąt?

Napisz do autora: manuel.langer@natemat.pl