
Z Katarzyną Gajek, jedną z pionierek w dziedzinie planowania ślubów i wesel w Polsce z firmy Aspire, rozmawiamy o tym, jak Euro 2012 wpływa na sezon ślubny, oraz jakie są trendy i mody wśród VIPów.
REKLAMA
Janusz Omyliński: Zgodnie z przesądem, że miesiąc, w którym organizujemy ślub, musi zawierać literkę "r", zaczyna się właśnie szczyt sezonu. Czy Euro 2012 wpływa jakoś na tę tendencję?
Katarzyna Gajek: To wydarzenie odstraszyło wielu. Zarówno ze względu na ceny, bo wszystko będzie droższe, jak i warunki, zamieszanie wokół mistrzostw. Jeśli ktoś mógł, to przekładał uroczystość na później.
A może szaleństwo wokół imprezy zrodziły się pomysły na piłkarskie wesela tematyczne?
Nawet jeśli pojawiłyby się takie pomysły, to narzeczone by na to nie pozwoliły. Choć pojawiają się ekstrawaganckie pomysły i można w wielu punktach odejść od tradycyjnej formy, to jednak śluby i wesela mają być eleganckie. Ale możliwości w detalach jest mnóstwo, przykładowo tort mógłby wyglądać jak pokryty trawą.
Organizowała pani między innymi uroczystość ślubną niemieckiego piłkarza polskiego pochodzenia Łukasza Podolskiego. Czy jego wesele miało takie akcenty?
Wydawałoby się to naturalne, ale nie było widać ani grama piłki nożnej w ślubie i weselu Podolskiego.
Ten piłkarz zawsze podkreśla swoje pochodzenie, czy było to widać podczas uroczystości?
Ślub i wesele odbyły się w Polsce, i oczywiście przysięga była złożona po polsku. O innych szczegółach jednak oczywiście nie mogę mówić.
Co było największym wyzwaniem w organizacji wesela piłkarza?
Wyzwaniem logistycznym było przewiezienie gości, z których większość była z Niemiec. Ciekawym faktem jest, że impreza trwała trzy dni. To ostatnio modny trend. Ludziom zależy żeby spędzić więcej czasu z rodziną i niektórzy wolą zamiast trzystu, zaprosić stu gości, ale być z nimi dłużej.
A jakie są inne trendy wśród VIPów? Organizowała pani śluby chociażby Doroty Zawadzkiej, czy Małgorzaty Kożuchowskiej.
W ślubie i weselu najważniejszy jest przede wszystkim detal. Jedni stawiają na muzykę, inni na dekoracje, kwiaty. Są zachcianki, jak przy jednym ślubie, gdzie klienci zażyczyli sobie we wrześniu parę tysięcy konwalii. Przede wszystkim jednak muszą czuć się dobrze. Raczej nie robi się uroczystości w jakiejś konwencji, ale mieliśmy jedną w stylu Marii Antoniny, gdzie grano Mozarta, a dania miały odpowiednie nazwy. Ci ludzie poznali się w Paryżu i tam zakochali, stąd pomysł.
Musi pani czasem powstrzymywać klientów, żeby nie przekroczyli granicy kiczu?
Jestem strażnikiem spójności. Klienci chcą przede wszystkim spełnić oczekiwania gości. Paradoksalnie z drugiej strony walczą z presją społeczną i starają się przekroczyć tradycyjne modele (jak ustawienie gości), i opierać się naleciałościom. Dlatego coraz częściej pojawiają się na przykład pokazy tańca, występy iluzjonistów, fajerwerki.
A czy tradycyjne przaśne zabawy weselne trzymają się mocno?
W grupie moich klientów nie, chyba, że jakieś elementy, i to też raczej w celu wyśmiania. Są zrażeni tymi balonami, jajkami i innymi zabawami.
Jakie są teraz najpopularniejsze lokalizacje? Domy weselne są wśród nich?
Domy weselne widzę tylko, jak gdzieś je mijam na trasie. Popularne są zamki i pałace, choć z nimi jest różnie ponieważ często nie mają wielkich sal balowych. Modne są też miejsca offowe jak na przykład stara elektrociepłownia, czy dach wieżowca. Przecież ślub to impreza wizerunkowa.
Słyszymy o popularności ślubów humanistycznych, skąd ona się bierze?
W dużym stopniu z oporu urzędników. Są ludzie, którzy nie wyobrażają sobie ślubu w szarych ścianach urzędu, a czy urzędnicy zgodzą się wyjść poza nie? To ruletka, która nie ma logiki. Wcześniej urządzano nawet śluby z aktorem, który grał prowadzącego ceremonię. Teraz organizuje się śluby humanistyczne. Mają szczególną oprawę, przykładowo jest dwóch mistrzów ceremonii – kobieta i mężczyzna.
Na koniec trzeba zapytać: ile trzeba wydać na ślub?
Według GUS średnia w Polsce to około 30-40 tys. złotych, u nas to jest raczej dolna granica. Limitu górnego nie ma, najdroższa impreza kosztowała powyżej 500 tys. złotych. Choć ludzie przychodzą do agencji często właśnie dlatego, że mają mniej pieniędzy, żeby wszystko dobrze rozplanować.

