Tokio Drift na miarę polskich możliwości. Test Toyoty GT86

Tokio Drift na miarę polskich możliwości. Test Toyoty GT86. Fot. naTemat
Ten samochód to bez wątpienia marzenie każdego 18-latka, który właśnie odebrał prawo jazdy. Sportowy wygląd i względnie sportowe osiągi, nie za duży i przykuwający wzrok, gdziekolwiek się nie pojawi. Kierowcy z większym stażem też pewnie chętnie się nim przejadą, ale raczej w formie jednorazowej atrakcji. Bo Toyota GT86 to samochód, który na dłuższą metę potrafi być męczący.


GT86 to taki sportowy rodzynek w rodzinie Toyoty. Przeciętny kierowca kojarzy głównie Corolle, Avensisy, Aurisy, RAV4 czy Land Cruisery. I nie ma się co dziwić, GT86 to po prostu dodatek do tej japońskiej stajni. Sam model jest dostępny tylko w jednej konfiguracji silnikowej: 2-litrowy benzyniak o mocy 200 koni mechanicznych. Klienci mogą wybierać jedynie pomiędzy automatyczną a manualną skrzynią biegów. Jednak o tym, jak jeździ, potem. Skupmy się na tym, jak wygląda, bo w przypadku GT86 to jej największa zaleta.
GT86 jest dostępne w siedmiu wersjach kolorystycznych, ale cieszę się, że trafiło na tak wyraźny pomarańcz. Swoją drogą jest coś z tym pomarańczowym, bo podobną stylistykę utrzymywano w Mercedesie CLA Shooting Break czy Seacie Leonie Cupra. To rodzaj samochodu, który musi przykuwać uwagę nie tylko brzmieniem, ale także (a może głównie?) wyglądem. Dlatego zamiast standardowej czerni czy odcieni szarości, lepiej pójść w coś wyrazistego. W razie czego jest jeszcze czerwony i niebieski, ale najlepszą opcją jest chyba ta, którą widzicie na zdjęciach.


Podczas testu mijałem w mieście kilka GT86-ek w „zwykłych” kolorach i tylko utwierdziłem się w tym przekonaniu. Ciekawostka, jako że jest to wyjątkowy model, właściciele czują chyba pewien rodzaj solidarności, bo każdy z nich na światłach kiwał głową z uznaniem i wymownym zrozumieniem.

Sylwetka GT86 jest bardzo charakterystyczna i osoby, które choć trochę orientują się w świecie motoryzacji, szybko skojarzą wizualnie podobne modele. To na przykład Nissan 370Z, Mazda RX8 czy niemal identyczny Subaru BRZ. Mi osobiście GT86 przypominało sporo młodszego brata potężniejszego Nissana GTR. Trochę tak jakby przeskalowano go do mniejszych (i tańszych) rozmiarów. Właśnie z tego powodu linia GT86 jest lekko myląca, bo patrząc na auto z przodu (zwłaszcza stojąc nieco dalej) można odnieść wrażenie, że jest dużo większe.
Może nie potężny, ale słusznych rozmiarów jest grill i zderzak. Do tego dochodzą wysokie, wybijające się nadkola. Dopiero podchodząc bliżej zdajesz sobie sprawę, że na samochód patrzysz naprawdę z góry. Trochę jak na zabawkę. Skalując samochód wzrokiem od lewej do prawej aż prosi się, by tył był pociągnięty nieco dalej. Nie jest, ale taki urok tego coupe, które z tyłu kończy się sportowym spoilerem i chromowanym podwójnym wydechem, który inni kierowcy oglądają naprawdę często. Ładnie prezentuje się także ciekawie umieszczone światło stopu i biegu wstecznego, która w nietypowym formacie zamontowano pomiędzy wydechami.
Na karoserii (oraz wewnątrz) trafiamy też na logo GT86 w kształcie tłoków. Fajny wyróżnik, który niestety nie tylko mi, ale kilku różnym osobom przypominał… logo SS. Do środka wsiada się trochę jak do piwnicy, trzeba zejść napraaaawdę nisko. Ale o ile wsiadanie jest jeszcze okej, to przy wysiadaniu trzeba się trochę namęczyć. Raz, że często zahacza się o próg ciągle brudząc spodnie, dwa, że trzeba się wygramolić. To słowo dobrze opisuje sposób wychodzenia z GT86.
Wnętrze jest – nazwijmy to – kameralne. I o ile patrząc na auto z zewnątrz można mieć wrażenie, że jest duże, w środku takich rozterek nie ma. Producent zwraca uwagę, że układ deski rozdzielczej jest przejrzysty, a każdy element sterowania jest w zasięgu ręki. Z tym pierwszym się zgodzę, a drugie nawet nieco rozwinę. Wewnątrz GT86 WSZYSTKO jest w zasięgu ręki, bo miejsca wcale nie ma dużo. Polubiłem czytelne zegary. W centrum jest wielki obrotomierz z niewielkim elektronicznym wyświetlaczem prędkości, który jest dużo bardziej praktyczny niż zwykły prędkościomierz po lewej. Dalej kierowca widzi dwa wyraźne nadkola, które wybijają się ponad maskę i utwierdzają w przekonaniu, że będzie na sportowo.
W środku wszędzie daje się odczuć sportowy charakter auta. Poza wspomnianymi przed chwilą zegarami mamy też aluminiowe pedały czy świetnie leżący w dłoni hamulec ręczny czy dźwignię zmiany biegów. Ta jest bardzo krótka i sprzyja dynamicznej redukcji. Jest także sporo skóry i wyróżniający się na jej tle przedni panel. Jeśli chodzi o system multimedialny, to nie wiem, na ile to była kwestia oprogramowania, a na ile stan faktyczny, ale mapy w nawigacji ładowały się strasznie długo.
Z przodu mamy dwa miękkie fotele, po wpadnięciu w które, szybko nas "otulają". GT86 to teoretycznie samochód 2+2, ale słowo teoretycznie jest tutaj bardzo istotne. W rzeczywistości z tyłu dorosły człowiek nie ma szansy normalnie podróżować. Ok, wciśnie się, ale wtedy pasażer z przodu jest praktycznie także wciśnięty w schowek i taka podróż nie ma większego sensu. Już lepiej rozłożyć się z tyłu w poprzek i siedząc za pasażerem, nogi trzymać za kierowcą. Generalnie jeśli będziecie mieli okazję jechać GT86-ką, nie dajcie się usadzić z tyłu. Sensownie jeździć tym autem mogą maksymalnie dwie osoby. Co ciekawe, z drugiej strony mamy zaskakująco spory bagażnik, który miło zaskoczył. Jadąc na jeden z materiałów byliśmy w stanie przewieźć tam naprawdę sporo toreb ze sprzętem wideo.
Jazda samochodem tego typu ma tylko jeden cel: zapewnić sportowe wrażenia i radość z jazdy. I pod tym względem spisuje się znakomicie. Do uszu kierowcy dobiega donośny odgłos silnika, który warczy coraz głośniej przy każdym depnięciu pedału gazu. Szybki strzał, podkręcanie obrotów do kilku tysięcy, silnik ryczy, zmiana biegów, wszyscy zostają w tyle, samochód jest lekki, więc prędkość szybko odczuwamy, a na liczniku… 70km/h. Choć w kwestii wrażeń GT86 spisuje się bez zarzutu, osiągi względem tego, co dostajemy „na papierze”, wydają się nieco małe. Powyższa sytuacja dobrze oddaje emocje we wnętrzu auta. Kierowca ma wrażenie, że pędzi nie wiadomo jak, a w rzeczywistości dopiero dobija do pierwszej setki. Trochę tak jakby brzmiał głośniej niż w rzeczywistości jechał.
Oczywiście GT86 nie ma problemu z osiąganiem dużo wyższych prędkości, ale patrząc na samochód i to, co ma pod maską, spodziewałem się czegoś więcej. Nie zawodzi natomiast jeśli chodzi o trzymanie się drogi. Nisko osadzone GT86 mknie niczym przyczepione do asfaltu, także w zakrętach i przy wyższych prędkościach. Z tej perspektywy kierowca mógł czuć się wyjątkowo pewnie. Dobra przyczepność to efekt umieszczonego nisko układu napędowego oraz przesunięcia silnika możliwie do tyłu, by obniżyć środek ciężkości. Nieco mniej stabilnie było przy większych podmuchach wiatru. Przy zaledwie 1300kg masy własnej i mocnym wietrze, na który raz trafiłem, dało się lekko odczuć wiatr.
Poza tym, że jest nisko, jest także twardo jeśli mowa o zawieszeniu. Jeśli zagapisz się i nie zwolnisz naprawdę mocno przed śpiącym policjantem, pasażer z tyłu podskoczy i walnie głową w tylną szybę. To nie wyimaginowana historia, ale autentyczne przeżycie. Przesadzenie z przygazowaniem może sprawić, że tył auta nieco rzuci w bok, ale systemy bezpieczeństwa szybko to wyłapują i kontrują. Przy tych wszystkich atrakcjach GT86 spalało ok. 10l/100km.
Sami widzicie, że Toyota GT86 to samochód co najmniej nietuzinkowy. Raczej dla młodszego kierowcy, który od samochodu wymaga wielu rzeczy, ale nie praktyczności. Za względnie niewielką cenę 120-130 tys. zł (zależnie od wersji) możemy dostać co dobrze pasuje do definicji motoryzacyjnej zabawki. Tylko mogłoby być jej trochę „więcej”. A nawet jeśli nie, możesz być pewien, że w tym aucie nie będziesz się nudził.

Napisz do autora: michal.mankowski@natemat.pl