
Interwencja ambasadora Marcina Bosackiego w sprawie zwrotu "polskie SS", który pojawił się w kanadyjskiej książce "Flight and Freedom. Stories of Escape to Canada" przyniosła skutki. Autorki publikacji przeprosiły, stwierdzając że... określenie jest "istotnym błędem gramatycznym". Z taką interpretacją nie zgadza się Reduta Dobrego Imienia.
REKLAMA
Przypomnijmy. Marcin Bosacki, ambasador RP w Kanadzie, wystosował list do wydawnictwa z żądaniem wycofania książki z rynku. Domagał się również oficjalnych przeprosin. "Zdajemy sobie sprawę, że jest to istotny błąd gramatyczny. Nie ma polskiego SS. Nie miałyśmy zamiaru sugerować inaczej. Szczerze żałujemy tego błędu" – napisały autorki publikacji w liście do polskiego dyplomaty.
Fundacja Reduta Dobrego Imienia uważa przeprosiny za niewystarczające. "Skoro autorki użyły znieważającego określenia "Polish SS” to w wersji poprawionej powinno być użyte sformułowanie "German SS”. Skoro w pierwotnej wersji wskazały narodowość sprawców, fałszywie oskarżając Polaków, to w wersji poprawionej ta narodowość powinna być wskazana" – napisała fundacja w liście do redakcji TV Republika.
Zdaniem RDI autorki próbują zminimalizować straty finansowe, które z powodu ich błędu może ponieść wydawnictwo. "Ma być dodana errata do egzemplarzy już znajdujących się w sprzedaży. Uważamy, że wszystkie egzemplarze z oszczerczym sformułowaniem powinny być wycofane ze sprzedaży" – czytamy w liście.
Przedstawiciele Reduty uważają ponadto, że autorki nie muszą brać na siebie całej winy za ten incydent, bo odpowiada za to w dużej mierze wydawca, który powinien zachować szczególną staranność i rzetelność redakcyjną. W liście podpisanym przez Macieja Świrskiego, prezesa Zarządu Reduty Dobrego Imienia – Polskiej Ligi przeciw Zniesławieniom czytamy także, że w przypadku niespełnienia warunków przedstawionych przez fundację wystąpi ona na drogę prawną.
źródło: TV Republika
źródło: TV Republika
Napisz do autora: adam.gaafar@natemat.pl
