
Marcin Wójcik, jeden z członków popularnego Ani Mru Mru, unika autocenzury. Uważa bowiem, że ma prawo – tak jak inni kabareciarze – wyśmiewać narodowe absurdy. Szydera sprawdza się przy reakcjach na to, co się dzieje. Zdaniem Wójcika dobrze więc, że nie unika tematu katastrofy smoleńskiej czy wpadek polityków – bez względu na ich przynależność. Bo ma do tego prawo.
REKLAMA
– Jako artyści kabaretowi nie mamy specjalnego zacięcia, żeby żartować z katastrofy smoleńskiej – tłumaczy "Dziennikowi" Marcin Wójcik. – Jako obywatele widzimy z kolei to, co się dzieje przy powoływaniu fachowców w różnego rodzaju komisjach, które mają zbadać, a raczej udowodnić przyjęte dużo wcześniej tezy – zaznacza. Z takiego powodu właśnie nie potrafi zamilknąć. – Mamy mandat do tego, żeby z tego żartować – uważa. I wie, że społeczeństwo myśli podobnie, też denerwując się podziałami wokół wypadku TU-154.
Wójcik staje się więc głosem, który naprawdę trudno jest uciszyć. On i jego koledzy śmieją się zatem, czerpiąc garściami z aktualnych wydarzeń politycznych. Sami dystansują się od polityki, dlatego pewnie uderzają we wszystkie partie. Nie wszystkie mają jednak poczucie humoru. Jak pisaliśmy, skecz z rządem w roli głównej poddano modyfikacji. Wójcik nie sądzi jednak, że stoi za tym instytucja cenzury, ale osoby, które "nie chcą się wychylać".
Niemniej zdziwiła go decyzja o wycięciu niewygodnych fragmentów z występu. – Ludzie z telewizji wyjaśniali, że to nie było zamierzone – opowiada. Chodziło o trzy słowa: Prawo i Sprawiedliwość. – Wszelkie inne odniesienia i aluzje były i są nadal jasne i czytelne. Gdyby ktoś chciał to cenzurować z powodów politycznych, to pewnie wyciąłby cały numer – zauważa.
Z chęcią też tłumaczy różnice między reakcjami polityków na żarty. I tak, Donald Tusk podobno sam się z nich zaśmiewał, a nawet za nie dziękował. Prawa strona reaguje zwykle oburzeniem. – A to mobilizuje, by takich żartów robić więcej – dodaje Wójcik. Bywa też, że wystarczy wpadka i skecz gotowy. Stało się tak np. w przypadku Bronisława Komorowskiego i słynnego "Chodź szogunie". Równie inspirujące są teraz zachowania Beaty Kempy i Krystyny Pawłowicz. – Są postaciami łatwymi do sparodiowania: wachlarz, specyficzny sposób mówienia, omijania drażliwych tematów – wyjaśnia. Kogo jeszcze typuje? Lecha Wałęsę, który "im bardziej się tłumaczy, tym gorzej mu to wychodzi". A więc żartów nie zabraknie.
źródło: wiadomosci.dziennik.pl
Napisz do autorki: karolina.blaszkiewicz@natemat.pl
