
Prawo i Sprawiedliwość zdobyło przychylność gorzej sytuowanych wyborców retoryką wrażliwości na kwestie materialne. Niezadowoleni, poszkodowani w procesie transformacji ustrojowej, czy wreszcie młodzi bez perspektyw, poczuli się ważni i wysłuchani.
REKLAMA
Przez ostatnie lata politycy PiS niestrudzenie wytykali palcem zadowolone z siebie elity ("tłuste koty"), wypominali ośmiorniczki Sikorskiego, wałkowali podsłuchane słowa Bieńkowskiej o 6 tysiącach złotych pensji dla złodzieja lub idioty. Jednak teraz, zaledwie po 3 miesiącach rządzenia, narracja o wrażliwym socjalnie PiS-ie zaczyna się sypać. Opozycja nie musi się o to specjalnie starać. Wystarczy pozwolić PiS-owi mówić.
Arogancja miała być cechą charakterystyczną Platformy Obywatelskiej. Zmień pracę i weź kredyt – takiej rady udzielił młodemu mężczyźnie ubiegający się o reelekcję prezydent Komorowski, który potem przegrał o włos z kontrkandydatem PiS-u, Andrzejem Dudą.
Wypowiedź została potraktowana jako kolejny dowód na arogancję władzy, która oddaliła się od społeczeństwa w stopniu, który utrudnia lub wręcz uniemożliwia komunikację. Niezależnie od tego, czy użyte zostanie słowo "oddalenie" czy "alienacja", wszystko i tak sprowadza się do Marksa, choć PiS oczywiście się do tego nie przyzna: byt określa świadomość. A Prawo i Sprawiedliwość latami konsekwentnie deklarowało, że stoi po stronie tych, którzy o swój byt muszą walczyć każdego dnia.
Jednak na wizerunku partii zatroskanej o los wszelkiego rodzaju wykluczonych – pracujących biednych, emerytów, pracowników na umowach śmieciowych – zaczyna pojawiać się rysa. Trzeba było nieustająco uczyć się i pracować – tak posłanka partii rządzącej pouczyła na Facebooku emerytkę, której skromne świadczenie zostało podwyższone o 5,46 zł brutto.
Brzmi znajomo? Powinno. Bo arogancja polityczna nie ma barw partyjnych. Jedyna istotna różnica to kwestia formy – o ile polityk PO zachował zasady kultury osobistej, o tyle posłanka PiS tradycyjnie puściła się poręczy, o ile w ogóle kiedyś się jakiejś trzymała (m.in. nazwała emerytkę leniwą zazdrośnicą). Tak, chodzi oczywiście o Krystynę Pawłowicz, ale jej występ to tylko bardziej spektakularny przejaw szerszego zjawiska.
Emeryci
Kilka dni wcześniej w Suwałkach, gdy minister Błaszczak podczas otwarcia wystawy gen. Andersa w muzeum wyrażał nadzieję, że stojąca obok niego kandydatka PiS zostanie za kilkadziesiąt godzin wybrana senatorką, na sali odezwały się głosy niezadowolonych starszych ludzi z Komitetu Obrony Demokracji. Jedna z kobiet zaczęła krzyczeć, że to skandal, by jej niska emerytura została podwyższona o 2 złote, zwłaszcza w sytuacji, gdy rząd lekką ręką oddaje 20 milionów złotych Rydzykowi.
Kilka dni wcześniej w Suwałkach, gdy minister Błaszczak podczas otwarcia wystawy gen. Andersa w muzeum wyrażał nadzieję, że stojąca obok niego kandydatka PiS zostanie za kilkadziesiąt godzin wybrana senatorką, na sali odezwały się głosy niezadowolonych starszych ludzi z Komitetu Obrony Demokracji. Jedna z kobiet zaczęła krzyczeć, że to skandal, by jej niska emerytura została podwyższona o 2 złote, zwłaszcza w sytuacji, gdy rząd lekką ręką oddaje 20 milionów złotych Rydzykowi.
Min. Błaszczak próbował przekrzyczeć KOD-owiczów mówiąc o awanturnictwie politycznym, ale do samej kwestii żenująco niskich podwyżek żenująco niskich emerytur się wtedy nie odniósł. Za to jego partyjny kolega, Joachim Brudziński, nabijał się na Twitterze ze starszych ludzi.
Emerytka odniosła się do ważnego, bytowego problemu, który łączy emerytów niezależnie od sympatii partyjnych. Drwiny marszałka PiS-u mogą nie spodobać się nie tylko zwolenniczkom i zwolennikom KOD-u, ale wszystkim tym, którzy (których rodzice, bliscy) mają niską emeryturę. Przy tym "moherowe berety" Tuska brzmią niemal pieszczotliwie.
Samodzielne matki jedynaków
Z kolei Beata Mazurek, rzeczniczka klubu PiS, wyartykułowała swoją dobrą radę dla wykluczonych z zachowaniem zasad kultury osobistej. Kobietom samodzielnie wychowującym dziecko powiedziała, że jeśli chcą skorzystać z programu 500 zł na dziecko, to powinny "ustabilizować swoją sytuację rodzinną" i urodzić kolejne dzieci.
Z kolei Beata Mazurek, rzeczniczka klubu PiS, wyartykułowała swoją dobrą radę dla wykluczonych z zachowaniem zasad kultury osobistej. Kobietom samodzielnie wychowującym dziecko powiedziała, że jeśli chcą skorzystać z programu 500 zł na dziecko, to powinny "ustabilizować swoją sytuację rodzinną" i urodzić kolejne dzieci.
Słowa ociekające ekstremalną arogancją w sytuacji, gdy ściągalność alimentów w Polsce należy do najniższych w Unii Europejskiej. Nic dziwnego, że matki zareagowały wściekłością. Beata Mazurek przepraszała potem mówiąc, że to były tylko jej dobre życzenia dla samodzielnych matek. Innymi słowy chciała dobrze, a wyszło jak zwykle.
Rodziny i "żołnierze" PiS-u na państwowym
Jakby tego było mało, każdy tydzień przynosi wiadomości o kolejnych stanowiskach, synekurach i bonusach dla krewnych i znajomych królika. Arogancji PiS w kwestiach socjalnych towarzyszy powtarzanie "polityki prorodzinnej" Platformy, które jednak razi bardziej, bo przecież Prawo i Sprawiedliwość miało być dobrą zmianą, a nie złą lub jeszcze gorszą kontynuacją. Dzisiaj listę 200. beneficjentów tzw. "dobrej zmiany" opublikował "Newsweek".
Jakby tego było mało, każdy tydzień przynosi wiadomości o kolejnych stanowiskach, synekurach i bonusach dla krewnych i znajomych królika. Arogancji PiS w kwestiach socjalnych towarzyszy powtarzanie "polityki prorodzinnej" Platformy, które jednak razi bardziej, bo przecież Prawo i Sprawiedliwość miało być dobrą zmianą, a nie złą lub jeszcze gorszą kontynuacją. Dzisiaj listę 200. beneficjentów tzw. "dobrej zmiany" opublikował "Newsweek".
Kolesiostwo i nepotyzm PiS-u dostrzegają nie tylko ci, którzy są sceptyczni wobec rządu, ale także ci, którym blisko do ideowych deklaracji "dobrej zmiany".
Ci sceptyczni wobec dobrej zmiany drwią, że już wiadomo dlaczego zlikwidowano konkursy na rządowe stanowiska. Tym sposobem kolesiostwo PiS-u może kwitnąć bez żadnych formalnych przeszkód.
Pycha kroczy przed upadkiem
Prawo i Sprawiedliwość, które dzięki kampanii wyborczej było kojarzone z szacunkiem dla starszych, dbałością o kwestie socjalne i wyższymi standardami partyjnymi, po wyborach zderzyło się z rzeczywistością. Okazuje się, że czyny wymagają więcej wysiłku niż słowa. Inwestycje PiS w spoty partyjne w sytuacji, gdy posłowie lub były członek PiS (prezydent Andrzej Duda) drwią ze społeczeństwa przed kamerami i w mediach społecznościowych, jest ryzykowną strategią.
Prawo i Sprawiedliwość, które dzięki kampanii wyborczej było kojarzone z szacunkiem dla starszych, dbałością o kwestie socjalne i wyższymi standardami partyjnymi, po wyborach zderzyło się z rzeczywistością. Okazuje się, że czyny wymagają więcej wysiłku niż słowa. Inwestycje PiS w spoty partyjne w sytuacji, gdy posłowie lub były członek PiS (prezydent Andrzej Duda) drwią ze społeczeństwa przed kamerami i w mediach społecznościowych, jest ryzykowną strategią.
Emerytki i emeryci, samotne matki (ojcowie) i ci, którym nie podoba się partyjne kolesiostwo, to zbyt duże grupy, by z nimi zadzierać. W końcu to również wśród nich Prawo i Sprawiedliwość szuka poparcia wyborczego. Kpiny Pawłowicz, Brudzińskiego i dobre rady Mazurek pod adresem wykluczonych mogą przesłonić nawet naprawdę dobre reformy. Młodzi, którzy głosowali na PiS z nadzieją na poprawę sytuacji na rynku pracy mogą nie przełknąć pisowskiego nepotyzmu. I nie pomogą nawet najdroższe spoty od marketerów politycznych, gdy wystarczy swobodna wypowiedź posła czy prezydenta z PiS, by socjalna maska partii rządzącej zaczęła się zsuwać.
Napisz do autorki: anna.dryjanska@natemat.pl
