Za braterską pomoc biskupów rzymskokatolickich zapłacilibyśmy kolejnymi miliardami złotych, hektarami ziemi i prawami człowieka.
Za braterską pomoc biskupów rzymskokatolickich zapłacilibyśmy kolejnymi miliardami złotych, hektarami ziemi i prawami człowieka. fot. Maciej Skwarczyński / Agencja Gazeta

Kryzys konstytucyjny trwa. Rząd Prawa i Sprawiedliwości, który poprosił o opinię Komisji Weneckiej, odmawia zastosowania się do jej rekomendacji i publikacji wyroku Trybunału Konstytucyjnego. KOD maszeruje, Razem okupuje, opozycja protestuje. PiS próbuje obrazić społeczeństwo nieprawomyślnego sortu, drażni Unię Europejską i wkurza Stany Zjednoczone. W tej sytuacji pojawiają się głosy o potrzebie interwencji biskupów rzymskokatolickich. Ale jest to naprawdę bardzo zły pomysł.

REKLAMA
Apele o biskupią interwencję pojawiły się już podczas apogeum "bolkozy". Danuta Wałęsa była nieprzyjemnie zaskoczona milczeniem hierarchów, którzy zawsze mieli od jej męża takie wsparcie. I rzeczywiście trudno się dziwić Danucie Wałęsie.
W końcu jej mąż wprowadził ideologię watykańską do szkół, za której przekazywanie urzędnikom kościelnym płaci państwo polskie, ułatwił biskupom klerykalizację Polski oraz zawetował ustawę przywracającą kobietom prawo do przerywania ciąży – sól w oku mężczyzn z Episkopatu. Nic więc dziwnego, że oczekiwała lojalności hierarchów wobec prezydenta Wałęsy.
Jednak coraz częściej pojawiają się głosy, że biskupi rzymskokatoliccy powinni wystąpić w roli mediatorów w kryzysie konstytucyjnym. Co ciekawe, są to także życzenia osób, które nie mają zbyt wiele wspólnego – jeśli cokolwiek – z wierzeniami katolickimi. Pomysł polega na tym, by biskupi swym autorytetem i mądrością pomogli zażegnać kryzys konstytucyjny. Jest to bardzo zły pomysł z wielu powodów.
Po pierwsze
Kryzys konstytucyjny nie spadł jak grom z jasnego nieba. Jest to kryzys wywołany przez PiS, który nie wygrał wyborów z tak dużą przewagą, by móc zmienić Konstytucję, dlatego postanowił wyrzucić ją do kosza. Gdy okazało się, że nie uzyskał wsparcia od instytucji międzynarodowych, bije na alarm z okrzykiem "Europejczycy mnie biją!" na ustach. Precyzyjnie więc należy nazywać obecną sytuację kryzysem konstytucyjnym rządu PiS, bo to rząd PiS ma problem z konstytucją. A kompromis, jak słusznie zauważył prof. Ślęczka, nie polega na tym, że łaskawy złodziej zgadza się na oddanie okradzionemu części łupów.
PO DRUGIE
Wzywanie kapłanów jednej z religii do rozstrzygania spraw ustrojowych państwa, to totalne wycofanie się z koncepcji państwa neutralnego światopoglądowo, jakim wedle konstytucji powinna być Polska. Równie dobrze przy obradach władz państwowych mógłby asystować Kościół Latającego Potwora Spaghetti (niestety niezarejestrowany przez rząd Platformy, choć nie ma koncie tylu szkodliwych bzdur co biskupi rzymskokatoliccy).
PO TRZECIE
Autorytet i mądrość "lgnących" biskupów ma ograniczony charakter – nie uznaje go nawet część katoliczek i katolików, którzy mają dość podłych, głupich i egoistycznych słów i działań swoich hierarchów.
PO CZWARTE
Biskupi są znani z partyjnego zaangażowania po stronie Prawa i Sprawiedliwości. Spektakularnym tego przykładem może być choćby marsz PiS, z którego biskupi wycofali się jak niepyszni dopiero po interwencji Watykanu.
PO PIĄTE
Biskupi nie robią nic za darmo. Tak jak w 1989 roku usiedli przy Okrągłym Stole by zgarnąć jak najwięcej dla siebie, a potem konsekwentnie brali jeszcze więcej, korzystając z bezgranicznej dyspozycyjności polityków na kolanach i słabości państwa w okresie transformacji, tak i teraz zażądaliby słonej zapłaty. Zapłaciłoby państwo polskie, czyli my wszyscy – kolejnymi miliardami złotych, etatami dla ideologów watykańskich w szkołach, szpitalach, przychodniach, armii. A także prawami człowieka, a zwłaszcza prawami kobiet i osób nieheteronormatywnych. A wszystko dlatego, że...
PO SZÓSTE
Dla biskupów rzymskokatolickich najważniejsze jest prawo bóstwa, którego rzekomo są reprezentantami. Przez ostatnie 27 lat wielokrotnie wzywali do łamania przepisów argumentując, że bóstwo (czytaj: prawo kanoniczne) stoi ponad "prawem ludzkim" (czytaj: prawem państwa polskiego).
Podsumowując, biskupi rzymskokatoliccy, którzy wzywają do łamania prawa i dbają o interes swojej organizacji bardziej niż o interes Polski i jej społeczeństwa, powinni być ostatnimi których prosi się o pomoc przy sprawach dotyczących Państwa.

Napisz do autorki: anna.dryjanska@natemat.pl