
Nowoczesna ma kłopoty. Na razie niewielkie, ale od tego, jak sobie z nimi poradzi zależy, jak ugrupowanie Ryszarda Petru przejdzie przez resztę kadencji. Bo na razie poza mówieniem o "długim marszu" po władzę w 2019 roku, nie widać żadnego pomysłu. Wydaje się, że dzisiaj Nowoczesna jest silna słabością Platformy.
REKLAMA
W październikowych wyborach Nowoczesna Ryszarda Petru zdobyła 7,6 procent głosów. Jak na nową formację to sporo, ale jednak poniżej ambicji lidera, który jeszcze w kampanii mówił naTemat, że celuje w ponad 10 procent. Jednak to, co wydarzyło się po wyborach, to był złoty okres dla nowej partii. To nawet nie był miesiąc miodowy, ale kwartał.
Prezent od losu
Przyczyn było kilka. Po pierwsze tempo i powaga zmian, które zaczęło realizować Prawo i Sprawiedliwość. Po drugie całkowita bierność Platformy Obywatelskiej, która aż do lutego była zajęta wewnętrzną walką o szefostwo. Poza tym wyborcy zawsze odwracają się od przegranych i lgną ku zwycięzcom, a w tej mniejszej skali Nowoczesna odniosła sukces.
Przyczyn było kilka. Po pierwsze tempo i powaga zmian, które zaczęło realizować Prawo i Sprawiedliwość. Po drugie całkowita bierność Platformy Obywatelskiej, która aż do lutego była zajęta wewnętrzną walką o szefostwo. Poza tym wyborcy zawsze odwracają się od przegranych i lgną ku zwycięzcom, a w tej mniejszej skali Nowoczesna odniosła sukces.
Nowoczesna zyskiwała też na tym, że to jej pierwsza kadencja w Sejmie. Dlatego w przeciwieństwie do PO nie ma bagażu własnych grzechów. Dzięki temu mogła krytykować PiS, chociażby w sprawie Trybunału Konstytucyjnego, nie narażając się na argumenty w stylu "a wy robiliście tak samo". Nowoczesna wykorzystała ten czas i wypromowała się jako główny obrońca porządku prawnego.
Wpadki
Robiła to przy braku jakiejkolwiek reakcji ze strony PiS. Partia rządząca była zbyt zajęta dzieleniem łupów, przejmowaniem kolejnych instytucji i firm, by zwracać uwagę na partyjkę, która zdobyła w wyborach niecałe 8 procent poparcia.
Robiła to przy braku jakiejkolwiek reakcji ze strony PiS. Partia rządząca była zbyt zajęta dzieleniem łupów, przejmowaniem kolejnych instytucji i firm, by zwracać uwagę na partyjkę, która zdobyła w wyborach niecałe 8 procent poparcia.
Kiedy pierwsze sondaże zaczęły pokazywać wzrost notowań Nowoczesnej, legiony Kaczyńskiego (szczególnie te internetowe), zaczęły atakować polityków Nowoczesnej, a przede wszystkim jej lidera. Sam Petru dostarczał pretekstów do ataków, bo niemal nie wychodził z programów telewizyjnych. A jak się dużo mówi, to i łatwo o wpadkę.
Bez pomysłu
Szybko więc prawica zbudowała obraz niekompetentnego polityka z poważnymi brakami w podstawowej edukacji i teraz systematycznie go utrwala. Petru i jego ludzie są całkiem sprawni w mediach społecznościowych, więc część wpadek udaje im się obrócić w żart. Ale od polityka, który za 3,5 roku chce być premierem oczekuje się raczej umiejętności unikania błędów, niż obracania ich w żart.
Szybko więc prawica zbudowała obraz niekompetentnego polityka z poważnymi brakami w podstawowej edukacji i teraz systematycznie go utrwala. Petru i jego ludzie są całkiem sprawni w mediach społecznościowych, więc część wpadek udaje im się obrócić w żart. Ale od polityka, który za 3,5 roku chce być premierem oczekuje się raczej umiejętności unikania błędów, niż obracania ich w żart.
Ale bardziej niebezpieczne niż wpadki Petru jest brak pomysłu Petru. Bo można odnieść wrażenie, że jedynym planem na wygranie z PiS jest czekanie. Tę taktykę dobrze obrazuje koszarowy żart, który kiedyś w Sejmie rzucił Jan Tomaszewski, wówczas poseł PiS.
Czekać
O czekaniu mówił Ryszard Petru w obszernym wywiadzie dla naTemat, który opublikowaliśmy dwa tygodnie temu. Przekonywał, że trzeba wywierać presję na PiS i Jarosława Kaczyńskiego, a Prezes w końcu się złamie. Służyć temu miał marsz, który Nowoczesna zorganizowała 12 marca, tuż po wydaniu orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego i opinii Komisji Weneckiej.
O czekaniu mówił Ryszard Petru w obszernym wywiadzie dla naTemat, który opublikowaliśmy dwa tygodnie temu. Przekonywał, że trzeba wywierać presję na PiS i Jarosława Kaczyńskiego, a Prezes w końcu się złamie. Służyć temu miał marsz, który Nowoczesna zorganizowała 12 marca, tuż po wydaniu orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego i opinii Komisji Weneckiej.
Ale zasługi za to wydarzenie zebrał KOD, który przyłączył się do demonstracji. Z tego punktu widzenia trudno uznać ten marsz za sukces Nowoczesnej. Poza tym na scenie byli też liderzy pozostałych ugrupowań opozycyjnych.
I to kolejny powód zadyszki ugrupowania Petru. Bo jako jedna z dwóch partii o czystym życiorysie robi wiele, by zostać uznana za część establishmentu. W sondażach widać, że ostra krytyka starych partii się opłaca, a Kukiz '15 pomimo braku wewnętrznej spójności i jasnego programu zyskuje. Między innymi dzięki takim występom, jak tyrada Piotra Liroy-Marca w niedzielnej "Kawie na ławę".
Hurraoptymizm
W styczniu Nowoczesna była na szczycie, wyprzedzając nawet Prawo i Sprawiedliwość. Oczywiste było, że taki poziom poparcia jest nie do utrzymania. Dlatego pisałem wtedy, że jest jeszcze za wcześnie, by obwoływać tę partię pogromcami PiS.
W styczniu Nowoczesna była na szczycie, wyprzedzając nawet Prawo i Sprawiedliwość. Oczywiste było, że taki poziom poparcia jest nie do utrzymania. Dlatego pisałem wtedy, że jest jeszcze za wcześnie, by obwoływać tę partię pogromcami PiS.
Teraz Nowoczesna zbliża się do 20 procent poparcia. Najniższy ostatnio wynik to sondaż telefoniczny TNS dla "Gazety Wyborczej", przeprowadzony w dnach 15-16 marca, a więc bezpośrednio po marszu w obronie Trybunału). Spadek zainteresowania, i to wyraźny, widać też w internecie.
Petru mniejszą aktywność medialną tłumaczy pracą nad budowaniem struktur. I rzeczywiście struktury rosną, ale to generuje też pierwsze konflikty. Testem na to, czy działacze są dobrze zorganizowani (a zarazem narzędziem ich mobilizacji) jest zbiórka podpisów pod petycją wzywającą PiS do poszanowania konstytucji.
Czekając na falę
Pomóc ma też seria spotkań w największych miastach w kraju pod hasłem "Porozmawiajmy o lepszej Polsce". Pierwsze takie odbyło się w ostatnią sobotę w Krakowie. Ale to wciąż za mało.
Pomóc ma też seria spotkań w największych miastach w kraju pod hasłem "Porozmawiajmy o lepszej Polsce". Pierwsze takie odbyło się w ostatnią sobotę w Krakowie. Ale to wciąż za mało.
Bo nawet jeśli strategia na przeczekanie jest słuszna, to nie wystarczy tylko siedzieć z założonymi rękoma. Konkurencja jest duża, trzeba cały czas się bić o miano pierwszych do przejęcia władzy po PiS. A w tej chwili wygląda na to, że zmęczeni walką o Trybunał politycy Nowoczesnej robią sobie wolne. I czekają na kolejną falę, która ich poniesie. Tak, jak poniósł ich temat Trybunału. A co, jeśli ta fala nie nadejdzie?
Napisz do autora: kamil.sikora@natemat.pl
