
Nigdy nie komentowana przez samych zainteresowanych anegdota głosi, że niedługo po ślubie w 1975 roku Bill i Hillary nie mogąc dojść do porozumienia postanowili rzucać pięćdziesięciocentówką. Trajektoria monety nie decydowała jednak, jak to bywa w zwykłych małżeństwach, czy nowożeńcy spędzą wakacje w górach czy nad morzem, ale o tym które z nich ma w najbliższych latach znaleźć się na świeczniku. Oboje mieli ogromne ambicje polityczne, wiedzieli jednak, że nie mogą zabrać się za ich realizację jednocześnie.
Hillary, z domu Rodham, wychowała się z dwójką młodszy braci, w przeciętnej amerykańskiej rodzinie klasy średniej na przedmieściach Chicago. Rodhamowie byli gorliwymi metodystami, matka poza prowadzeniem domu uczyła w szkółce niedzielnej. Z kolei ojciec Hillary, Hugh, był weteranem II wojny światowej i utrzymywał rodzinę z małego przedsiębiorstwa tekstylnego.
Jako żona – najpierw gubernatora Arkansas, a potem prezydenta Stanów Zjednoczonych, Hillary nigdy nie pozostawała w cieniu. I nie mam tu na myśli prężnego sprawowania funkcji reprezentacyjnych, czy bycia twarzą fundacji charytatywnej, co stało się już standardem zajęć pierwszej damy.
Opowiadając historię Hillary nie sposób pominąć skandalu wywołanego wyjściem na jaw romansu Billa z Monicą Lewinsky – stażystką zatrudnioną w Białym Domu. Co ciekawe, sprawa Lewinsky, która nieomal doprowadziła do odwołania Clintona ze stanowiska, za składanie fałszywych zeznań, została ujawniona w trakcie procesu innej byłej podwładnej. Prezydent, jeszcze jako gubernator Arkansas, miał nakłaniać niejaką Paulę Jones do stosunków seksualnych wykorzystując swoją nadrzędną pozycję.
Amerykanie uwielbiają tandetne, medialne historie. Publiczne kajanie się Clintona w roli nawróconej owieczki i Hillary obsadzonej jak przebaczająca i kochająca żona, zdało egzamin i pośrednio przyczyniło się do reelekcji Billa. Czy doszłoby do niej, gdyby Hillary zamiast stanąć za nim murem, pojawiała się na telewizyjnych kanapach dzieląc się ze światem swoim cierpieniem, a może i kolejnymi pogrążającymi męża faktami?
Pamiętacie anegdotę o rzucaniu monetą? Gdyby rok 2000 w życiu Hillary Clinton zawrzeć w metaforze filmowej, byłby to lekko śnieżące nagranie z kasety VHS puszczone wstecz. Srebrna moneta z wyraźną pięćdziesiątką leży chwilę na ziemi, by zaraz gwałtownie się od niej oderwać, obrócić kilka razy w powietrzu i wrócić do ciepłej, wilgotnej ze zdenerwowania dłoni Hillary, z której wypadła ponad dwie dekady wcześniej. Ćwierć wieku po zawarciu umowy między małżonkami, ambicja Billa została zrealizowana. Przyszedł czas na jego żonę
Na współpracy z prezydentami Stanów Zjednoczonych Hillary Clinton spędziła już łącznie cztery kadencje, czyli 16 lat. W tym roku w końcu ma szansę wreszcie przebić tzw. szklany sufit i wrócić do Białego Domu jako pierwsza w historii kraju kobieta-prezydent.
Na jej korzyść działa też świetnie przygotowana i przeprowadzana kampania wyborcza do której została zatrudniona między innymi Wendy Clark – wcześniej odpowiadająca za marketing Coca-Coli. 69-letnia Hillary od początku kampanii prowadzi konto na Instagramie. Wypełniają je zdjęcia z rodziną i zwykłymi Amerykanami spotkanymi podczas kampanii, a także fotografie z czasów studiów i z wieców wyborczych. Pierwszy wpis, opublikowany 10 miesięcy temu, to zdjęcie wiszących na wieszaku zestawów ubrań w barwach amerykańskiej flagi z humorystycznym opisem "trudne wybory", który z równym powodzeniem co do wyborów prezydenckich można odnieść do wyboru garderoby.
Dla laika, który nie ma ochoty tracić tygodnia na żmudne zgłębianie systemu politycznego Stanów Zjednoczonych, a jednak chciałby wiedzieć o co chodzi z tymi wszystkimi nominacjami i dlaczego kampania wyborcza ma tyle etapów, z odsieczą przychodzą twórcy serialu "House of Cards".
Napisz do autorki: helena.lygas@natemat.pl
